Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

Tydzień liturgiczny

DWUNASTY TYDZIEŃ ZWYKŁY 22–27 VI 2015

Poniedziałek

Rdz 12,1–9; Mt 7,1–5
Sło­wo Boże: Bóg rzekł d o Abra­ma: „Wyjdź z two­jej zie­mi rodzin­nej i z domu twe­go ojca do kra­ju, któ­ry ci uka­żę. Uczy­nię bowiem z cie­bie wiel­ki naród, będę ci bło­go­sła­wił i two­je imię roz­sła­wię: sta­niesz się bło­go­sła­wień­stwem”. Trze­ba zro­bić ten pierw­szy krok, wyjść w kie­run­ku nie­zna­ne­go, by prze­ko­nać się – i czę­sto wca­le nie natych­miast – że obiet­ni­ca zaczy­na się speł­niać. To jed­na z trud­niej­szych decy­zji. Iść ufa­jąc, bo jesz­cze nie widać tego, co spo­dzie­wa­ne. Iść na prze­kór zmy­słom, nawet na prze­kór rozu­mo­wi. Iść, bo tak powie­dział Bóg. I nie powi­nien powta­rzać. Wystar­czy, że raz powie­dział. Tak posłu­chał Abra­ham i dla­te­go jest wiel­ki. Panie, Two­je sło­wo jest praw­dą. Two­je sło­wo jest świa­tłem. Two­je sło­wo jest życiem. Tak wie­rzę. Wlej, Panie, odwa­gę w moje ser­ce, bym bez ocią­ga­nia szedł za Two­im sło­wem.
Wto­rek
Rdz 13,2.5–18; Mt 7,6.12–14
Sło­wo Boże: Rzekł Abram do Lota: „Nie­chaj nie będzie spo­ru mię­dzy nami, mię­dzy paste­rza­mi moimi i paste­rza­mi two­imi, bo prze­cież jeste­śmy krew­ny­mi. Jeże­li pój­dziesz w lewo, ja pój­dę w pra­wo, a jeże­li ty pój­dziesz w pra­wo, ja pój­dę w lewo”. Tu wyraź­nie widać wiel­ko­dusz­ność Abra­ha­ma. Pro­po­nu­je roz­dzie­le­nie stad, pra­cow­ni­ków, całych ple­mion. Loto­wi pozo­sta­wia decy­zję co do wybo­ru naj­lep­sze­go tere­nu. Patriar­cha nie zabie­gał o lep­sze warun­ki życia. Wie­dział bowiem, że naj­cen­niej­sze­go i tak nie tra­ci, bo tym było Boże bło­go­sła­wień­stwo. Mógł żyć skrom­niej, w trud­niej­szym oto­cze­niu, ale cóż to zna­czy­ło wobec Bożej Obiet­ni­cy? Moją nadzie­ję zło­ży­łem, Jezu, w Tobie. Nie­raz szu­kam, tego co wygod­niej­sze, przy­jem­niej­sze, snu­ję pla­ny co do dal­szych sta­rań, a prze­cież Ty jesteś moim praw­dzi­wym skar­bem. Nie daj mi o tym zapo­mnieć.
Śro­da
Iz 49,1–6; Dz 13,22–26; Łk 1,57–66.80
UROCZYSTOŚĆ NARODZENIA ŚW. JANA CHRZCICIELA
Sło­wo Boże: I rzekł mi: „Tyś Słu­gą moim, w tobie się roz­sła­wię”. Ja zaś mówi­łem: „Próż­no się tru­dzi­łem, na dar­mo i na nic zuży­łem me siły. Lecz moje pra­wo jest u Pana i moja nagro­da u Boga mego…”. Bóg ma pra­wo powo­łać czło­wie­ka. Już w łonie mat­ki widzi każ­de­go z nas i zna nasze imię, zanim ono poja­wi się na ustach mat­ki i ojca. Zna imię – to zna­czy zna oso­bę. Bóg powo­łu­je oso­bę do ist­nie­nia, bo przy­go­to­wał już zada­nie – powo­ła­nie. Czło­wiek musi je roz­po­znać, a póź­niej ogło­sić wszyst­kim, co Bóg mu uczy­nił. Speł­nia­jąc powo­ła­nie, gło­si wiel­kość Boga. W nas Bóg chce być „sław­ny”. „Prze­ni­kasz i znasz mnie, Panie, Ty wiesz, kie­dy sie­dzę i wsta­ję. Z dale­ka prze­ni­kasz moje zamy­sły, widzisz moje dzia­ła­nie i mój spo­czy­nek i wszyst­kie moje dro­gi są ci zna­ne” (Ps 139). Bądź uwiel­bio­ny, Panie.
Czwar­tek
Rdz 16, 1–12.15–16; Mt 7,21–29
Sło­wo Boże: Rze­kła więc Saraj do Abra­ma: „Ponie­waż Pan zamknął mi łono, abym nie rodzi­ła, zbliż się do mojej nie­wol­ni­cy; może z niej będę mia­ła dzie­ci”… Abram zbli­żył się do Hagar i ta sta­ła się brze­mien­ną. Sara cze­ka­jąc na syna posta­no­wi­ła „pomóc” Bogu, pod­su­wa­jąc mężo­wi nie­wol­ni­cę. Już wkrót­ce prze­ko­na­ła się, że był to trop fał­szy­wy. Nie­wol­ni­ca zbi­ła się w pychę, a Sara prze­ży­ła upo­ko­rze­nie. Tak dzie­je się, gdy czło­wiek szu­ka roz­wią­za­nia jak­by „obok” Boże­go zamy­słu. Tak rodzi się grzech, któ­ry zawsze upo­ka­rza czło­wie­ka. Choć wcze­śniej wyda­wał się dosko­na­łym roz­wią­za­niem. Panie mój, strzeż mego ser­ca, strzeż moich myśli i pra­gnień, bym nie szu­kał wła­snych roz­wią­zań, gdy przy­cho­dzą trud­ne sytu­acje. Pozwól mi zacho­wać pokój ser­ca i uczyń mnie cier­pli­wym, bo wiem, że zawsze jesteś przy mnie.
Pią­tek
Rdz 17,1.9–10.15–22; Mt 8,1–4
Sło­wo Boże: „Czyż czło­wie­ko­wi stu­let­nie­mu może uro­dzić się syn? Albo czy dzie­więć­dzie­się­cio­let­nia Sara może zostać mat­ką?”. Rzekł zatem do Boga: „Oby przy­naj­mniej Izma­el żył pod Two­ją opie­ką!”. A Bóg mu na to: „Ależ nie, żona two­ja, Sara, uro­dzi ci syna…”. Abra­ham cał­kiem logicz­nie myślał o swo­im mał­żeń­stwie, widząc upły­wa­ją­cy czas. Bo czyż w pode­szłym wie­ku mógł spo­dzie­wać się dziec­ka? Wbrew oczy­wi­ste­mu doświad­cze­niu, Bóg potwier­dza wcze­śniej­szą obiet­ni­cę co do syna. W tej sytu­acji Patriar­cha nie miał już wąt­pli­wo­ści, że syna zawdzię­cza Bogu. My, nie­ste­ty, zbyt czę­sto to, co jest darem łaski, przy­pi­su­je­my sobie, bądź przy­pad­ko­wi. Jezu, Zba­wi­cie­lu, gdy potrze­bu­ję cze­goś, potra­fię szu­kać Twej pomo­cy. Gdy coś otrzy­mu­ję bez pro­sze­nia, zapo­mi­nam, że to Twój dar. Przyj­mij moje spóź­nio­ne podzię­ko­wa­nie – dziś wyzna­ję, że dokład­nie wszyst­ko, co mam, otrzy­ma­łem od Cie­bie.
Sobo­ta
Rdz 18,1–15; Mt 8,5–17
Sło­wo Boże: Pan uka­zał się Abra­ha­mo­wi pod dęba­mi Mam­re, gdy ten sie­dział u wej­ścia do namio­tu w naj­go­ręt­szej porze dnia. Abra­ham spoj­rzaw­szy dostrzegł trzech ludzi naprze­ciw sie­bie. Ujrzaw­szy ich podą­żył od wej­ścia do namio­tu na ich spo­tka­nie. Połu­dnie upal­ne­go dnia, gdy daje o sobie znać zmę­cze­nie – to nie była naj­lep­sza pora na przyj­mo­wa­nie gości. Tym­cza­sem Abra­ham bez waha­nia zapra­sza Trzech – czy­li Boga – do namio­tu. I natych­miast przy­go­to­wu­je ucztę. Bóg czę­sto przy­cho­dzi do nas poza wyzna­czo­nym Mu skrom­nym cza­sem naszej modli­twy. Lubi przy­cho­dzić w nie­ocze­ki­wa­nych momen­tach. I ma do tego pra­wo. Panie, zawsze obec­ny i nie­ustan­nie przy­cho­dzą­cy, Twój jest czas i każ­da oko­licz­ność jest dobra, by znów popro­wa­dzić mnie dalej. Nie miej mi za złe, że bywam ziry­to­wa­ny i nie­uważ­ny. Przy­chodź, Panie, jak tego pra­gniesz.