Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

Z nauczania Ojca Świętego

ŚLADY NA CAŁE ŻYCIE

Frag­men­ty kate­che­zy Ojca Świę­te­go Fran­cisz­ka, wygło­szo­nej pod­czas audien­cji ogól­nej na pla­cu św. Pio­tra w Waty­ka­nie, 24 czerw­ca br.

Dro­dzy bra­cia i sio­stry!

Fot. L’Osservatore Roma­no

W poprzed­nich kate­che­zach mówi­li­śmy o rodzi­nie prze­ży­wa­ją­cej kru­chość ludz­kiej kon­dy­cji, ubó­stwo, cho­ro­bę, śmierć. Dzi­siaj nato­miast zasta­no­wi­my się nad rana­mi, któ­re otwie­ra­ją się w obrę­bie współ­ży­cia rodzin­ne­go, to zna­czy, kie­dy na łonie rodzi­ny wyrzą­dza­my sobie zło, rzecz naj­strasz­niej­szą! Dobrze wie­my, że w żad­nej histo­rii rodzin­nej nie bra­ku­je chwil, kie­dy intym­ność naj­droż­szych uczuć zosta­je znie­wa­żo­na zacho­wa­niem jej człon­ków. Są to sło­wa i czy­ny, a tak­że zanie­dba­nia, któ­re zamiast wyra­żać miłość, od niej się uchy­la­ją, albo co gor­sza ją upo­ka­rza­ją. Kie­dy te rany, któ­rym jesz­cze moż­na zara­dzić, zosta­ją zlek­ce­wa­żo­ne, to jesz­cze się pogar­sza­ją: prze­kształ­ca­ją się w aro­gan­cję, wro­gość, pogar­dę. (…). Ogo­ło­ce­nie miło­ści mał­żeń­skiej sze­rzy ura­zę w rela­cjach. I czę­sto dez­in­te­gra­cja „spa­da” na bar­ki dzie­ci. Otóż dzie­ci. Chciał­bym tej kwe­stii poświę­cić nie­co cza­su. Zasta­na­wiam się, czy pomi­mo naszej pozor­nie roz­wi­nię­tej wraż­li­wo­ści i wszyst­kich naszych wyra­fi­no­wa­nych ana­liz psy­cho­lo­gicz­nych, nie zobo­jęt­nie­li­śmy na rany dusz dzie­ci? Im bar­dziej usi­łu­je­my je wyna­gro­dzić podar­ka­mi i sma­ko­ły­ka­mi, tym bar­dziej tra­ci­my poczu­cie naj­bo­le­śniej­szych i naj­głęb­szych ran duszy. (…) Ale czy jesz­cze wie­my, czym jest rana duszy? Czy odczu­wa­my cię­żar góry roz­bi­ja­ją­cej duszę dziec­ka w rodzi­nach, w któ­rych ludzie źle się trak­tu­ją, wyrzą­dza­ją sobie zło, aż po roz­bi­cie wię­zi wier­no­ści mał­żeń­skiej? Jaką wagę ma w naszych decy­zjach, cza­sa­mi błęd­nych, dusza dzie­ci? Kie­dy doro­śli tra­cą gło­wę, kie­dy każ­dy myśli o sobie samym, kie­dy mamu­sia i tatuś wyrzą­dza­ją sobie zło, wów­czas dusza dzie­ci bar­dzo cier­pi, doświad­cza roz­pa­czy. A są to rany, któ­re pozo­sta­wia­ją śla­dy na całe życie. W rodzi­nie wszyst­ko jest ze sobą powią­za­ne: kie­dy jej dusza jest w jakimś miej­scu zra­nio­na, to infek­cja zara­ża wszyst­kich. (…) Wie­le razy dzie­ci w ukry­ciu pła­czą w samot­no­ści, jak­że czę­sto. Musi­my to dobrze zro­zu­mieć. Mąż i żona są jed­nym cia­łem. Ale ich dzie­ci są cia­łem z ich cia­ła. Jeśli pomy­śli­my o suro­wo­ści, z jaką Jezus napo­mi­na doro­słych, by nie gor­szy­li malucz­kich, to może­my lepiej zro­zu­mieć Jego sło­wo o poważ­nej odpo­wie­dzial­no­ści strze­że­nia wię­zi mał­żeń­skiej, dają­cej począ­tek ludz­kiej rodzi­nie. Kie­dy męż­czy­zna i kobie­ta sta­li się jed­nym cia­łem, to wszyst­kie rany i wszel­kie nie­wier­no­ści ojca i mat­ki oddzia­łu­ją na samą isto­tę życia dzie­ci. Z dru­giej stro­ny to praw­da, że są takie przy­pad­ki, kie­dy sepa­ra­cja jest nie­uchron­na. Cza­sa­mi może się nawet stać moral­nie koniecz­na, kie­dy wręcz cho­dzi o wyrwa­nie mał­żon­ka słab­sze­go czy też maleń­kich dzie­ci z naj­po­waż­niej­szych ran spo­wo­do­wa­nych zastra­sza­niem i prze­mo­cą, poni­ża­niem i wyko­rzy­sty­wa­niem, wyob­co­wa­niem i obo­jęt­no­ścią. (…) Jak im pomóc? Jak im towa­rzy­szyć, aby dzie­ci nie sta­wa­ły się zakład­ni­ka­mi? Pro­śmy Pana o wiel­ką wia­rę,
aby postrze­gać rze­czy­wi­stość spoj­rze­niem Boga; cho­dzi o wiel­ką miłość, aby pod­cho­dzić do ludzi z Jego miło­sier­nym ser­cem.