Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

Tydzień liturgiczny

PIĘTNASTY TYDZIEŃ ZWYKŁY 13–18 VII 2015

Poniedziałek

Wj 1,8–14.22; Mt 10,34–11,1
Sło­wo Boże: Do tych wszyst­kich prac przy­mu­sza­no ich nie­li­to­ści­wie. Fara­on wydał wte­dy całe­mu naro­do­wi roz­kaz: „Wszyst­kich nowo naro­dzo­nych chłop­ców Hebraj­czy­ków nale­ży wrzu­cić do rze­ki, a dziew­czyn­ki pozo­sta­wić przy życiu”. Przy­cho­dzi czas prze­śla­do­wa­nia. Wyda­je się, że potom­stwu Abra­ha­ma gro­zi cał­ko­wi­te wynisz­cze­nie. Bo cóż może zna­czyć nie­wiel­ki naród pustyn­nych koczow­ni­ków wobec potęż­ne­go pań­stwa Egip­tu? A jed­nak Bóg nie zapo­mniał swych obiet­nic. Pozo­stał Bogiem swe­go ludu, Bogiem, któ­ry jest z ludem. Każ­de utra­pie­nie jest dla czło­wie­ka pró­bą. Zwy­cię­ża ten, kto nie zwąt­pi w pomoc Bożą. Nie opusz­czaj mnie, Panie, zba­wie­nie moje. Nie opusz­czaj mnie w mej nie­do­li. Przy­bądź mi na pomoc. Wołam do Cie­bie, i wiem, że zosta­nę wysłu­cha­ny.
Wto­rek
Wj 2,1–15a; Mt 11,20–24
Sło­wo Boże: Pewien czło­wiek z poko­le­nia Lewie­go przy­szedł wziąć za żonę jed­ną z kobiet z tegoż poko­le­nia. Ta kobie­ta poczę­ła i uro­dzi­ła syna, a widząc że jest pięk­ny, ukry­wa­ła go przez trzy mie­sią­ce. W świe­cie pogrą­żo­nym w nie­pra­wo­ści Bóg ma swo­ich ludzi. To oni wbrew naka­zom wiel­kich tego świa­ta potra­fią słu­chać gło­su Boże­go i osta­tecz­nie zwy­cię­ża­ją, a przez nich oca­lo­ny może być świat. Rodzi­ce Moj­że­sza w spo­sób oczy­wi­sty prze­kra­cza­ją pra­wo egip­skie. Czy­nią to w imię wier­no­ści sumie­niu. Trze­ba wiel­kiej wia­ry, by wytrwać na dro­dze wier­no­ści pra­we­mu sumie­niu. Panie, Ty mnie wypo­sa­ży­łeś w dar, jakim jest sumie­nie. Pro­szę, mój Zba­wi­cie­lu, niech moje sumie­nie zacho­wa wła­ści­wą wraż­li­wość na Twój głos. Nie chcę, by moje sumie­nie kie­dy­kol­wiek sta­ło się śle­pe na zło.
Śro­da
Wj 3,1–6.9–12; Mt 11,25–27
Sło­wo Boże: Moj­żesz widział, jak krzew pło­nął ogniem, a nie spło­nął od nie­go. Wte­dy Moj­żesz powie­dział do sie­bie: „Podej­dę, żeby się przyj­rzeć temu nie­zwy­kłe­mu zja­wi­sku. Dla­cze­go krzew się nie spa­la?”. Ogień pło­nie, lecz krzew się nie spa­la. Poprzez para­doks uka­zu­je się Bóg. Jeste­śmy stwo­rze­nia­mi i nie może­my poznać Boga wprost. Pozna­je­my Go nie­ja­sno, jak­by przez zasło­nę. Para­dok­sy są jed­nym ze spo­so­bów mówie­nia o Bogu, opi­sy­wa­nia Jego tajem­ni­cy. Czę­sto zdol­ność do przy­ję­cia para­dok­sal­nych twier­dzeń otwie­ra nasz umysł i chro­ni przed sek­ciar­skim zaskle­pie­niem. Panie, pra­gnę pokor­nie pochy­lić swą gło­wę wobec tajem­ni­cy Bosko­ści. Jesteś świa­tłem nie­prze­nik­nio­nym. A któż z ludzi może spoj­rzeć wprost w świa­tło? Natych­miast uległ­by śle­po­cie. Panie, pokaż mi sie­bie, na ile jestem zdol­ny to przy­jąć.
Czwar­tek
Wj 3,13–20; Mt 11,28–30
Sło­wo Boże: Moj­żesz rzekł do Boga: „Oto pój­dę do synów Izra­ela i powiem im: Bóg ojców naszych posłał mię do was. Lecz gdy oni mnie zapy­ta­ją: jakie jest Jego imię?, to cóż im mam powie­dzieć?”. Odpo­wie­dział Bóg Moj­że­szo­wi: „Ja jestem, któ­ry jestem”. Bóg obja­wia swo­je imię – to imię zna­czy nie­ustan­ną obec­ność. Bóg zawsze obec­ny chce być roz­po­zna­wa­ny w tym imie­niu. Pozna­je­my Boga poprzez Jego dzie­ła, poprzez Jego dzia­ła­nie. Pierw­szym dzia­ła­niem Boga jest obec­ność, któ­ra zawsze ma na uwa­dze dobro czło­wie­ka. Ta posta­wa Boga jest nie­zmien­na i nie­za­leż­na od ludz­kich zacho­wań. Bóg nic nie zmie­nia ze swej woli odna­le­zie­nia czło­wie­ka. Boże obec­ny nie­ustan­nie, uwiel­biam Cie­bie, mój Stwór­co. Uwiel­biam Cię w czło­wie­ku, któ­re­go spo­ty­kam dziś, uwiel­biam Cię w zada­niach, któ­re są przede mną. Uwiel­biam Cię obec­ne­go we wszech­świe­cie.
Pią­tek
Wj 11,10–12,14; Mt 12,1–8
Sło­wo Boże: I tej samej nocy spo­ży­ją mię­so pie­czo­ne w ogniu, spo­ży­ją je z chle­bem nie­kwa­szo­nym i gorz­ki­mi zio­ła­mi. (…) Tak zaś spo­ży­wać będzie­cie: Bio­dra wasze będą prze­pa­sa­ne, san­da­ły na waszych nogach, laska w waszym ręku. Oto noc pas­chal­na: spo­ży­wa się zabi­te­go baran­ka, a krew ofia­ry zna­czy drzwi domów izra­el­skich i dana jest na oca­le­nie dzie­ci naro­du wybra­ne­go. Chry­stus, praw­dzi­wy pas­chal­ny Bara­nek, zna­czy swą świę­tą Krwią nasze cia­ła i dusze, byśmy byli moc­ni wobec śmier­ci, któ­rą pra­gnie w naszych ser­cach zaszcze­pić grzech. Moc Krwi ratu­ją­cej życie każ­de­go dnia może sta­wać się naszą obro­ną. Krwi Chry­stu­sa, któ­ra zosta­łaś wyla­na dla moje­go odku­pie­nia, wybaw mnie. Krwi Chry­stu­sa, któ­ra jesteś nadzie­ją grzesz­ni­ków, obmyj mnie. Krwi Chry­stu­sa, któ­ra umac­niasz sła­bych, napój mnie.
Sobo­ta
Wj 12,37–42; Mt 12,14–21
Sło­wo Boże: I oto tego same­go dnia, po upły­wie czte­ry­stu trzy­dzie­stu lat, wyszły wszyst­kie zastę­py Pana z zie­mi egip­skiej. Tej nocy czu­wał Pan nad wyj­ściem synów Izra­ela z zie­mi egip­skiej. Dla­te­go noc ta win­na być czu­wa­niem na cześć Pana dla wszyst­kich synów Izra­ela. Izra­el wyszedł z nie­wo­li. To był wyjąt­ko­wy czyn Boga. Pamięć ludz­ka zacho­wu­je go świę­tu­jąc corocz­ną Pas­chę. Pierw­szym czy­nem Boga, przez któ­ry my rodzi­my się do wol­no­ści, jest Chrzest. Rzad­ko pamię­ta­my o dacie tego wyda­rze­nia, a prze­cież ono jest począt­kiem dzieł Boga w naszym życiu. Corocz­ne świę­to­wa­nie imie­nin może być dniem wdzięcz­no­ści za Chrzest – bo imię jest owo­cem Chrztu. Mary­jo, bądź ze mną każ­de­go dnia. Mój Anie­le Stró­żu, czu­waj, bym nie zbłą­dził. Moi świę­ci Patro­no­wie, wsta­wiaj­cie się za mną u Pana, bym nie zszedł z dro­gi zba­wie­nia i mógł kie­dyś razem z wami chwa­lić Pana.