Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

W rodzinnej Zuzeli

Spokojna, ufna wiara

W domu nad moim łóż­kiem wisia­ły dwa obra­zy: Mat­ki Bożej Czę­sto­chow­skiej i Mat­ki Bożej Ostro­bram­skiej. I cho­ciaż w onym cza­sie do modli­twy skłon­ny nie byłem, zawsze cier­piąc na kola­na, zwłasz­cza w cza­sie wie­czor­ne­go różań­ca, jaki był zwy­cza­jem nasze­go domu, to jed­nak po obu­dze­niu się dłu­go przy­glą­da­łem się tej Czar­nej Pani i tej Bia­łej. Zasta­na­wia­ło mnie tyl­ko jed­no, dla­cze­go jed­na jest czar­na, a dru­ga – bia­ła. (…) Mój ojciec z upodo­ba­niem jeź­dził na Jasną Górę, a moja mat­ka do Ostrej Bra­my [w Wil­nie]. Razem się potem scho­dzi­li w nad­bu­żań­skiej wio­sce, gdzie uro­dzi­łem się i opo­wia­da­li wra­że­nia ze swo­ich piel­grzy­mek” – wspo­mi­nał swe dzie­cię­ce lata póź­niej­szy Pry­mas Tysiąc­le­cia ks. kard. Ste­fan Wyszyń­ski.

„Nad moim łóż­kiem wisia­ły dwa obra­zy: Mat­ki Bożej Czę­sto­chow­skiej i Mat­ki Bożej Ostro­bram­skiej… (Fot. J. Sza­rek)

Z domu rodzin­ne­go w Zuze­li nad Bugiem – „na sty­ku Pod­la­sia z Mazow­szem” – wyniósł żar­li­wą poboż­ność nie tyl­ko rodzi­ców, ale i sąsia­dów. „Zdu­mie­wa­ją­ca była ich spo­koj­na, ufna wia­ra. Tego nie moż­na nazwać żad­ną mia­rą nie­wie­dzą reli­gij­ną, bo z tym się łączy patrze­nie w głąb, nie­mal jakieś mistycz­ne obco­wa­nie. Ci ludzie widzą to, w co wie­rzą”. Ten świat, w któ­rym dora­stał nauczył mło­de­go Ste­fa­na – któ­ry w wie­ku dzie­wię­ciu lat stra­cił mat­kę – głę­bo­kiej wia­ry, szcze­gól­nej czci do Mat­ki Bożej, sza­cun­ku do ludz­kiej pra­cy, miło­ści do Ojczy­zny. W wie­ku dzie­się­ciu lat dostał od ojca, zaka­za­ną w zabo­rze rosyj­skim, książ­kę uka­zu­ją­cą histo­rię Pol­ski w 24 obraz­kach. „Wcze­śnie pozna­łem (…) dzie­je nasze­go Naro­du cią­gną­ce się przez tysiąc lat, aż do dziś dnia, wsz­cze­pia­ją­ce się w krew, w myśli i ser­ce czło­wie­ka, nie dają­ce się od nie­go ode­rwać”. (js)
Pozo­stał mi w pamię­ci sędzi­wy dusz­pa­sterz, świą­to­bli­wy ks. kano­nik Lipow­ski, któ­ry mnie chrzcił. Czę­sto musia­łem do nie­go bie­gać, posy­ła­ny przez Ojca z róż­ny­mi spra­wa­mi, głów­nie metry­ka­mi do pod­pi­su. Ksiądz Kano­nik nie lubił, gdy się gar­bi­łem. Nazy­wał mnie „gar­bu­lem”. Nie­raz mi mówił: „Jak ci przy­ło­żę sęka­la, to się wypro­stu­jesz”. Pro­sto­wa­łem się jak mogłem. Do dziś dnia noszę się pro­sto. Pamię­tam tego kapła­na, gdy naucza­jąc z ambo­ny w sta­rym koście­le, nie­kie­dy pła­kał. Pła­kał, wspo­mi­na­jąc naj­roz­ma­it­sze cier­pie­nia, bra­ki i grze­chy, wspól­ne wygnań­com, synom Ewy. Umiał też po swo­je­mu godzić mał­żeń­stwa. Nie­raz byłem świad­kiem bar­dzo spe­cjal­nej meto­dy godze­nia zwa­śnio­nych mał­żon­ków. Nie wszyst­ko jed­nak nada­je się do opo­wia­da­nia. Co jesz­cze pamię­tam? Pamię­tam pierw­sze po obu­dze­niu się wej­rze­nie przez okno na nie­da­le­ki Bug, któ­rym pły­nę­ły ber­li­ny ze zbo­żem, świe­cąc z dale­ka bia­łym płót­nem żagli. Było to dla nas nie­zwy­kle ulu­bio­ne zaję­cie; pro­sto z łóż­ka bie­gli­śmy do okna, aby je zoba­czyć. Ale co naj­bar­dziej zapa­dło mi w pamię­ci, to roz­po­czę­cie budo­wy tego kościo­ła. Wte­dy budo­wa­no ina­czej, z wiel­kim tru­dem. Stro­ną gospo­dar­czą i rachun­ko­wą budo­wy zaj­mo­wał się mój Ojciec. Do nie­go nale­ża­ło zała­twia­nie wie­lu spraw z mura­rza­mi i maj­stra­mi. Pamię­tam pierw­sze wyko­py pod fun­da­men­ty tej świą­ty­ni. Widzia­łem olbrzy­mie ster­ty wydo­by­tych przy kopa­niu fun­da­men­tów kości waszych pra­dzia­dów, dzia­dów i ojców, któ­re póź­niej uro­czy­stym pogrze­bem pocho­wa­no pod tą świą­ty­nią. – Pamię­tam, że nie­kie­dy byli­śmy wzy­wa­ni na pomoc, gdy zabra­kło cegły na rusz­to­wa­niach. Przy­cho­dzi­ły „wici” do szko­ły – wte­dy chłop­cy przy­bie­ga­li na plac budo­wy i pod kie­run­kiem mura­rzy dźwi­ga­li cegły z dale­kich pryzm pod scho­dy, pro­wa­dzą­ce na rusz­to­wa­nia. Wyżej już nie wol­no było iść ze wzglę­du na bez­pie­czeń­stwo. Dźwi­ga­nie cegieł było pierw­szym moim przy­czyn­kiem do budo­wy kościo­ła, naj­pierw mate­rial­ne­go, a dzi­siaj – ducho­we­go.