Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

Władza w Ewangelii (4)

Bezpieczeństwo w Ojczyźnie

Ks. Edward Sta­niek

Św. Mate­usz Ewan­ge­li­sta wzy­wa do uważ­nej obser­wa­cji tego, co się dzie­je w Ojczyź­nie, w zależ­no­ści od mają­cych w niej wła­dzę. Herod był zagro­że­niem dla Jezu­sa, on pamię­tał pro­roc­two zapo­wia­da­ją­ce, kto się uro­dzi w Betle­jem. Św. Józef to wie­dział i nie wra­cał z Egip­tu, ale gdy przez Boga został wezwa­ny do powro­tu, sta­nął przed pyta­niem, czy syn Hero­da nie będzie czy­hał na Jezu­sa? A gdy Herod umarł, oto Józe­fo­wi w Egip­cie uka­zał się anioł Pań­ski we śnie, i rzekł: „Wstań, weź Dzie­cię i Jego Mat­kę i idź do zie­mi Izra­ela, bo już umar­li ci, któ­rzy czy­ha­li na życie Dzie­cię­cia”. On więc wstał, wziął Dzie­cię i Jego Mat­kę i wró­cił do zie­mi Izra­ela. Lecz gdy posły­szał, że w Judei panu­je Arche­la­os w miej­sce ojca swe­go, Hero­da, bał się tam iść. Otrzy­maw­szy zaś we śnie nakaz, udał się w stro­ny Gali­lei. Przy­był do mia­sta, zwa­ne­go Naza­ret, i tam osiadł. Tak mia­ło się speł­nić sło­wo Pro­ro­ków: „Nazwa­ny będzie Naza­rej­czy­kiem” (Mt 2,19–23). Józef oba­wiał się powro­tu. Bóg go upew­nił, że nowy wład­ca nie zagra­ża Jezu­so­wi. Pole­ce­nie Boga wypeł­nił – wró­cił do Naza­re­tu, ale do Betle­jem nie zaglą­dał, bo wie­dział, że poszko­do­wa­ni rodzi­ce przy­po­mnie­li­by sobie, jak wiel­ką cenę zapła­ci­li za ich obec­ność w mie­ście. Jest rów­nież waż­ne to, że w cza­sie swej publicz­nej dzia­łal­no­ści Jezus praw­do­po­dob­nie nie nawie­dzał miej­sca swe­go naro­dze­nia, aby nie budzić bole­snych wspo­mnień. Kościół zali­czył rówie­śni­ków Jezu­sa, któ­rzy z powo­du Jego Imie­nia odda­li życie, do gro­na świę­tych i wspo­mi­na ich w swo­im litur­gicz­nym kalen­da­rzu tuż po Bożym Naro­dze­niu. Nas inte­re­su­je ewan­ge­licz­ne podej­ście do wła­dzy. Powrót Józe­fa jest połą­czo­ny z jego uważ­nym obser­wo­wa­niem tych, któ­rzy mają wła­dzę w Gali­lei i licze­nia się z nimi. Decy­zję jed­nak podej­mu­je w opar­ciu o czy­tel­ne roz­po­zna­nie woli Ojca Nie­bie­skie­go, prze­ka­za­nej mu przez anio­ła. Jest to wezwa­nie do zasta­no­wie­nia się nad tym, w jakiej mie­rze w spoj­rze­niu na mają­cych wła­dzę liczy się Bóg. On jest naj­lep­szym poli­ty­kiem i wie komu moż­na ufać, a komu nie. On też wyzna­cza zada­nia do speł­nie­nia, któ­re nie mają cha­rak­te­ru poli­tycz­ne­go. Jego bowiem poli­ty­ka jest nasta­wio­na na zba­wie­nie czło­wie­ka, a nie na wyko­rzy­sty­wa­niu go dla Sie­bie. To, co Jezus prze­żył jako dziec­ko, było już doświad­cze­niem, któ­re przy­go­to­wy­wa­ło Go do cią­głe­go licze­nia się z mają­cy­mi wła­dzę. Uczeń Chry­stu­sa winien mieć oczy otwar­te, aby wie­dzieć, w jaki spo­sób może żyć Ewan­ge­lią jako pod­wład­ny ludzi mają­cych wła­dzę, a żyją­cych według swo­ich praw.
Jezus dla­te­go stał się czło­wie­kiem, aby nam uka­zać jak nale­ży się zacho­wy­wać we wszyst­kich trud­nych ukła­dach, rów­nież poli­tycz­nych. Lek­cja, jaką daje przez zapis w Ewan­ge­lii losu swe­go trud­ne­go dzie­ciń­stwa, jest cen­ną dla wszyst­kich, któ­rym zale­ży na mądrym życiu na zie­mi.