Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

Z nauczania Ojca Świętego

MODLITWA Z MIŁOŚCI DO BOGA

Frag­men­ty kate­che­zy Ojca Świę­te­go Fran­cisz­ka, wygło­szo­nej pod­czas
audien­cji ogól­nej na pla­cu św. Pio­tra w Waty­ka­nie, 26 sierp­nia br.

Fot. L’Osservatore Roma­no

Dro­dzy bra­cia i sio­stry!
Po reflek­sji nad tym, jak rodzi­na prze­ży­wa czas świę­to­wa­nia i pra­cy, roz­wa­ża­my obec­nie czas modli­twy. (…) Może­my posta­wić sobie bar­dzo pro­ste pyta­nie. Czy umiesz uwie­rzyć w Boga z całe­go ser­ca, żywić nadzie­ję, że pomo­że tobie w trud­no­ściach, czy potra­fisz poczuć się zobo­wią­za­ny, żeby Jemu podzię­ko­wać? Wszyst­ko jak trze­ba. Ale czy chce­my też tro­chę „dobra” dla Pana? Czy myśle­nie o Bogu nas wzru­sza, zadzi­wia, anga­żu­je nasze uczu­cia? Pomyśl­my o sfor­mu­ło­wa­niu wiel­kie­go przy­ka­za­nia, któ­re tkwi u pod­staw wszyst­kich innych: „Będziesz miło­wał Pana, Boga two­je­go, z całe­go swe­go ser­ca, z całej duszy swo­jej, ze wszyst­kich swych sił”. Sfor­mu­ło­wa­nie to posłu­gu­je się inten­syw­nym języ­kiem miło­ści, odno­sząc go do Boga. W tym wła­śnie przede wszyst­kim mie­ści się duch modli­twy. [pul­lqu­ote]
Do Pola­ków Ojciec Świę­ty powie­dział:
Pozdra­wiam pol­skich piel­grzy­mów. Moi dro­dzy, pro­śmy razem
Pana o dar Ducha Świę­te­go. Tyl­ko On może roz­pa­lić w naszych
ser­cach ogień miło­ści tak, że z gorą­cym synow­skim uczu­ciem będzie­my
mogli zwra­cać się do Boga „Abba – Ojcze” i praw­dzi­wie
modlić się. Z tym uczu­ciem zawsze znaj­dzie­my czas na modli­twę
oso­bi­stą i rodzin­ną. Ona przy­nie­sie nam pokój i szczę­ście tych, któ­rzy
czu­ją się kocha­ni. Niech będzie pochwa­lo­ny Jezus Chry­stus!
[/pullquote]A sko­ro tak, to obej­mu­je cały czas i nigdy go nie opusz­cza. Czy potra­fi­my myśleć o Bogu jako o ser­decz­nej zaży­ło­ści, utrzy­mu­ją­cej nas przy życiu, nad któ­rą nie ma nic inne­go? Ser­decz­nej piesz­czo­cie, od któ­rej nic, nawet śmierć, nie może nas roz­dzie­lić? (…) Czy to nie jest nie­sa­mo­wi­te, że Bóg ota­cza nas, trak­tu­je nas czu­le z ojcow­ską miło­ścią? Jest to prze­pięk­ne, jak­że wspa­nia­łe! Mógł­by dawać się poznać po pro­stu jako Naj­wyż­szy Byt, dając przy­ka­za­nia i cze­kać na rezul­ta­ty. Ale Bóg uczy­nił i czy­ni nie­skoń­cze­nie wię­cej, niż to. Towa­rzy­szy nam na dro­dze życia, chro­ni nas, miłu­je. Jeśli miłość do Boga nie roz­pa­la ognia, to duch modli­twy nie roz­grze­wa cza­su. Jezus powie­dział, że może­my nawet mno­żyć nasze sło­wa, „jak poga­nie”, lub uka­zy­wać nasze obrzę­dy, „jak to czy­nią fary­ze­usze”. Ser­ce w któ­rym pło­nie miłość do Boga spra­wia, że modli­twą sta­ją się tak­że myśli bez słów, lub wezwa­nie przed świę­tym obra­zem, albo gest miło­ści i sza­cun­ku, gdy mija­my kościół. Jak­że to pięk­ne, kie­dy mat­ki uczą małe dzie­ci gestów miło­ści do Jezu­sa i Dzie­wi­cy Maryi. Jak­że w tym wie­le czu­ło­ści. Wów­czas ser­ce dzie­ci zamie­nia się w miej­sce modli­twy. I jest to dar Ducha Świę­te­go. Nigdy nie zapo­mnij­my, aby popro­sić o ten dar dla każ­de­go z nas! (…) Kie­dy ma to miej­sce, to czas całe­go życia rodzin­ne­go jest osło­nię­ty w łonie miło­ści Boga i spon­ta­nicz­nie poszu­ku­je cza­su modli­twy. (…) Modli­twa wypły­wa ze słu­cha­nia Jezu­sa, z czy­ta­nia Ewan­ge­lii – nie zapo­mi­naj­cie, by każ­de­go dnia prze­czy­tać frag­ment Ewan­ge­lii – z zaży­ło­ści ze Sło­wem Bożym. Czy w naszej rodzi­nie ist­nie­je ta zaży­łość? Czy mamy w domu Ewan­ge­lię? Czy otwie­ra­my ją nie­kie­dy, żeby prze­czy­tać ją razem? Czy ją roz­wa­ża­my modląc się na różań­cu? Ewan­ge­lia czy­ta­na i roz­wa­ża­na w rodzi­nie jest jak dobry chleb, któ­ry kar­mi ser­ca wszyst­kich. A rano i wie­czo­rem, czy też gdy sia­da­my do sto­łu, naucz­my się wspól­ne­go odma­wia­nia z wiel­ką pro­sto­tą modli­twy: to Jezus przy­by­wa mię­dzy nas, jak uda­wał się do rodzi­ny Mar­ty, Marii i Łaza­rza. (…) W modli­twie rodzi­ny, w jej wyda­rze­niach waż­nych i chwi­lach trud­nych, powie­rza­my się sobie nawza­jem, aby każ­dy w rodzi­nie strze­żo­ny był Bożą miło­ścią.