Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

Cuda i łaski Boże

WDZIĘCZNY ZA DAR ŻYCIA

Roz­mo­wa z uzdro­wio­nym panem Micha­łem
JAKPANA PAMIĘCI ZAPISAŁ SIĘ DZIEŃ WYPADKU?

Fot. M. Pabis

Z tego dnia pamię­tam jedy­nie wyciecz­kę ze szko­ły — poszli­śmy zwie­dzać zamek na Wawe­lu. Potem, kie­dy wró­ci­łem do domu, mama wysła­ła mnie do cukier­ni, któ­ra znaj­du­je się nie­opo­dal, po ciast­ka. Teo­re­tycz­nie nic wię­cej nie pamię­tam. Potem tak jak­by film mi się urwał i obu­dzi­łem się w szpi­ta­lu. Dla­cze­go tam jestem, powie­dzia­ła mi moja mama. Wyja­śni­ła, że mia­łem poważ­ny wypa­dek itp. Byłem zdzi­wio­ny, bo źle się nie czu­łem. Byłem sła­by, ale nic mnie wła­ści­wie nie bola­ło. Kie­dy się pod­nio­słem, to w gło­wie mi się krę­ci­ło i nic poza tym.
A PAMIĘTA PAN POTEM TEN CZAS POWRACANIA DO ZDROWIA?
To dzia­ło się poma­łu. Moja mam mówi, że wywio­zła mnie ze szpi­ta­la na wóz­ku. Nie do koń­ca się z tym zgo­dzę, bo może i do wyj­ścia mnie wywio­zła, a póź­niej o wła­snych siłach opusz­cza­łem szpi­tal. Byłem sła­by, bo jak się ponad mie­siąc leży w łóż­ku, bez moż­li­wo­ści rusze­nia się, to siłą rze­czy jest się sła­bym. Ale na wła­snych nogach opusz­cza­łem szpi­tal.
JESTEM SOBIESTANIE WYOBRAZIĆ JEDENASTOLATKA, CHŁOPAKA, KTÓRY CHCE BIEGAĆ, KRZYCZEĆ, PEWNIE GONIĆ ZA PIŁKĄ A MAMA PEWNIE MÓWIŁA „NIE”…
No tak, były o to awan­tu­ry, jesz­cze w szko­le pod­sta­wo­wej, że róż­nych rze­czy nie wol­no mi robić. Póź­niej już w gim­na­zjum jakoś uda­ło mi się prze­ko­nać leka­rza i moją mamę, więc bie­ga­łem za pił­ką, uczęsz­cza­łem na lek­cje wycho­wa­nia fizycz­ne­go, gra­łem z kole­ga­mi w koszy­ków­kę. Dziś czu­ję się dobrze i wła­ści­wie nie odczu­wam skut­ków wypad­ku.
DOKUMENTACJI MEDYCZNEJ WYNIKA, ŻE MA PAN POWBIJANE W MÓZG KAWAŁKI KOŚCI. CZY PAN TO ODCZUWA W JAKIŚ SPOSÓB?
Cza­sa­mi jak jest jakaś gor­sza pogo­da albo jak jestem prze­mę­czo­ny, boli mnie gło­wa. To są jedy­ne obja­wy, jakie obec­nie mam. Jakoś się źle nie czu­ję.
I NORMALNIE PAN UKOŃCZYŁ GIMNAZJUM
Tak, potem liceum, zda­łem matu­rę, następ­nie ukoń­czy­łem stu­dia i od czerw­ca 2015 roku jestem inży­nie­rem.
GRATULUJEMY! A TERAZ ZAPYTAM PANA JESZCZE O SFERĘ DUCHOWĄ. LEŻAŁ PAN NIEPRZYTOMNY, TU TRWAŁY MODLITWY I STAŁ SIĘ CUD. KIEDY TO DO PANA DOTARŁO, ŻE POWRÓCIŁ PAN DO ZDROWIA CUDEM?
Powiem szcze­rze, jakoś nigdy się spe­cjal­nie nad tym nie zasta­na­wia­łem, czy to był cud czy nie był cud. Zaraz po Pierw­szej Komu­nii Świę­tej do cza­su gim­na­zjum byłem mini­stran­tem, uczest­ni­czy­łem w litur­gii i to trzy razy w tygo­dniu. Cały czas byłem w tej wspól­no­cie kościel­nej zarów­no jako mini­strant, jak i zwy­kły para­fia­nin.
ALE DZISIAJ JUŻ WIEMY, ŻE TO BYŁ CUDTO JESZCZE PODPISANY PRZEZ OJCA ŚWIĘTEGO FRANCISZKADNIU PANA URODZIN
To dla mnie trosz­kę dziw­ny zbieg oko­licz­no­ści, że tego same­go dnia, co ja się uro­dzi­łem, został zatwier­dzo­ny cud, a potem dzień póź­niej poda­ne do wia­do­mo­ści publicz­nej. Myślę, że cze­ka mnie jakieś zada­nie, ale jakie, to się pew­nie oka­że.
A MATKA KLARA JEST W JAKIŚ SPOSÓB PANU BLISKA?
O Mat­ce Kla­rze dowie­dzia­łem się od kate­chet­ki s. Lilia­ny, gdy zaczę­ła uczyć mnie reli­gii w szko­le pod­sta­wo­wej. To było na począt­ku trze­ciej kla­sy. Jak sio­stra Lilia­na poja­wi­ła się na lek­cjach, to zaczę­ła nam opo­wia­dać o swo­im zgro­ma­dze­niu i jego zało­ży­cie­lach. Wte­dy dowie­dzia­łem się o tym. Na lek­cjach reli­gii modli­li­śmy się też do Mat­ki Kla­ry Szczę­snej. Dziś jest mi bli­ską oso­bą, któ­rej zawdzię­czam życie. To ona, tam u Góry wypro­si­ła mój powrót do zdro­wia.
ZAPOWIEDZIAŁ PAN SWOJĄ OBECNOŚĆ NA BEATYFIKACJI? DLACZEGO?
Uwa­żam, że jeśli to wszyst­ko wyda­rzy­ło się za jej wsta­wien­nic­twem, powi­nie­nem być i jestem jej wdzięcz­ny. Powi­nie­nem też coś z sie­bie dać, żeby poja­wić się i nawet swo­ją obec­no­ścią na beaty­fi­ka­cji ją uho­no­ro­wać, podzię­ko­wać jej.
DZIĘKUJEMY ZA ROZMOWĘ