Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

Władza w Ewangelii (9)

Lęk mających władzę

Ks. Edward Sta­niek

Opi­sa­ny w Ewan­ge­lii przy­pa­dek tetrar­chy Hero­da odsła­nia mecha­ni­zmy lęków mają­cych wła­dzę. Oni naj­bar­dziej oba­wia­ją się tych, któ­rzy zna­ją praw­dę o nich i mogą ją ujaw­nić innym. Tak było z Janem Chrzci­cie­lem. Hero­dia­da nie­na­wi­dzi­ła go za to, że mówił Hero­do­wi praw­dę. Zmu­si­ła tetrar­chę do uwię­zie­nia Jana, a następ­nie do jego ścię­cia. Wyda­wa­ło się, że wszyst­ko zała­twio­ne. To jest jed­na z metod mają­cych wła­dzę. Z ich rąk giną nie­wy­god­ni ludzie, któ­rzy zna­ją praw­dę. Śmierć jest jed­nak osta­tecz­no­ścią, ist­nie­je 99 innych metod, aby zna­ją­ce­mu praw­dę zamknąć usta. O wszyst­kich tych wyda­rze­niach usły­szał rów­nież tetrar­cha Herod i był zanie­po­ko­jo­ny. Nie­któ­rzy bowiem mówi­li, że Jan powstał z mar­twych; inni, że Eliasz się zja­wił; jesz­cze inni, że któ­ryś z daw­nych pro­ro­ków zmar­twych­wstał. Lecz Herod mówił: „Jana ja ściąć kaza­łem. Któż więc jest Ten, o któ­rym takie rze­czy sły­szę?”. I chciał Go zoba­czyć (Łk 9,7–9). Waż­na jest not­ka w Ewan­ge­lii o lęku Hero­da. Mają­cy wła­dzę muszą się liczyć z tym lękiem, bo jest on ich sła­bym punk­tem. Pod­wład­ni nie­mal natych­miast po obję­ciu przez nich wła­dzy zna­ją wszyst­kie sła­be punk­ty swo­ich prze­ło­żo­nych i szyb­ko dosko­na­lą sztu­kę ude­rza­nia w nie. Odpor­ny na ude­rze­nia jest tyl­ko ten, kto nie ma wzglę­du na oso­bę i liczy się jedy­nie z Bogiem. Bojaźń Boża jest uod­por­nie­niem na ude­rze­nia ludzi, któ­rzy chcą zastra­szyć. Herod pamię­tał Jana i kie­dy usły­szał o Jezu­sie, z nie­po­ko­jem zbie­rał wia­do­mo­ści o Nim, chcąc wie­dzieć, kim On jest. Mówio­no, że kolej­ny pro­rok, i to na mia­rę Elia­sza, poja­wił się na tere­nie Gali­lei. Tetrar­cha wśród swo­ich pod­wład­nych ma następ­ne­go czło­wie­ka cie­szą­ce­go się wiel­kim auto­ry­te­tem. Chciał się z Nim spo­tkać. Lęk prze­ło­żo­nych może być dla pra­wych ludzi wezwa­niem, aby ich osła­niać przed tymi, któ­rzy gra­ją na stru­nach takie­go lęku. Jezus na nich nie grał. Świet­na jest Jego wypo­wiedź, gdy mu donie­sio­no, że Herod zamie­rza Go zgła­dzić: W tym cza­sie przy­szli nie­któ­rzy fary­ze­usze i rze­kli Mu: „Wyjdź i uchodź stąd, bo Herod chce Cię zabić”. Lecz On im odpo­wie­dział: „Idź­cie i powiedz­cie temu liso­wi: Oto wyrzu­cam złe duchy i doko­nu­ję uzdro­wień dziś i jutro, a trze­cie­go dnia będę u kre­su. Jed­nak dziś, jutro i poju­trze muszę być w dro­dze, bo rzecz nie­moż­li­wa, żeby pro­rok zgi­nął poza Jero­zo­li­mą (Łk 13, 31–33).
Jezus znał Hero­da i pre­cy­zyj­nie okre­ślił go jako lisa. Wie­dział rów­nież, że jest oto­czo­ny dono­si­cie­la­mi, któ­rzy uspo­ko­ją go, bo nie­wy­god­ny pod­wład­ny wyj­dzie poza gra­ni­ce jego wła­dzy. Kto chce żyć Ewan­ge­lią winien dobrze znać lęki swo­ich prze­ło­żo­nych.