Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

Tydzień liturgiczny

DWUDZIESTY DZIEWIĄTY TYDZIEŃ ZWYKŁY 19–24 X 2015

Poniedziałek

Rz 4,20–25; Łk 12,13–21
Sło­wo Boże: Abra­ham n ie o kazał waha­nia ani nie­do­wie­rza­nia co do obiet­ni­cy Bożej, ale się wzmoc­nił w wie­rze. Oddał przez to chwa­łę Bogu i był prze­ko­na­ny, że mocen jest On rów­nież wypeł­nić, co obie­cał. Abra­ham dzię­ki wie­rze i zara­zem mocą łaski został uspra­wie­dli­wio­ny, czy­li uwol­nio­ny od swych nie­pra­wo­ści. Patriar­cha stał się wiel­ki, gdy uwie­rzył, że tyl­ko Bóg może uczy­nić go wiel­kim, a jedy­ne co on sam może zro­bić, to zdać się na swe­go Stwór­cę i Pana. Bo Bóg każ­de­mu życzy tego, co naj­waż­niej­sze, i spra­wia, co dla nie­go naj­bar­dziej odpo­wied­nie. Dobry Boże, mój kocha­ny Ojcze, ufam Twe­mu sło­wu, ufam Twej obiet­ni­cy. Panie, pole­gam na Twej miło­ści, któ­ra się nie wyczer­pu­je. Bądź uwiel­bio­ny, bo jesteś wier­ny swe­mu sło­wu, wier­ny sło­wu, któ­re otrzy­ma­łem u począt­ku mego życia.
Wto­rek
Rz 5,12.15b.17–19.20b–21; Łk 12,35–38
Sło­wo Boże: Przez jed­ne­go czło­wie­ka grzech wszedł na świat, a przez grzech śmierć, i w ten spo­sób śmierć prze­szła na wszyst­kich ludzi, ponie­waż wszy­scy zgrze­szy­li… Gdzie się jed­nak wzmógł grzech, tam się jesz­cze obfi­ciej roz­la­ła łaska. W ludz­kiej natu­rze kry­je się powszech­na skłon­ność do grze­chu. Śmierć jest skut­kiem grze­chu. Tu ukry­ta jest podwój­na przy­czy­no­wość. Śmierć jest skut­kiem naszych kon­kret­nych grze­chów i zara­zem tego pierw­sze­go grze­chu, któ­ry poja­wił się u zara­nia dzie­jów ludz­kich. Z pew­no­ścią nosi­my w sobie zarze­wie grze­chu. Nie wol­no jed­nak zapo­mnieć, że nosi­my tak­że obiet­ni­cę łaski. Co zwy­cię­ży: grzech czy łaska? Panie, Ty poko­na­łeś grzech defi­ni­tyw­nie. Grzech umarł z Two­ją śmier­cią na krzy­żu. A jed­nak wciąż jest groź­ny, wciąż pocią­ga tylu ludzi, pocią­ga tak­że mnie. Panie, spraw, by Two­je zwy­cię­stwo sta­ło się moim.
Śro­da
Rz 6,12–18; Łk 12,39–48
Sło­wo Boże: Niech grzech nie kró­lu­je w waszym śmier­tel­nym cie­le, pod­da­jąc was swo­im pożą­dli­wo­ściom. Nie odda­waj­cie też człon­ków waszych jako broń nie­pra­wo­ści na służ­bę grze­cho­wi, ale oddaj­cie na służ­bę Bogu. Cią­ży nad nami atmos­fe­ra grze­chu i nie potra­fi­my o wła­snych siłach rady­kal­nie odciąć się od tego, co wpro­wa­dza nas w pułap­kę grze­chu. Zauwa­ża­my pew­ną nie­uchron­ność grze­chu. Nie­mniej nie jeste­śmy z góry prze­zna­cze­ni, by w jakiejś kon­kret­nej sytu­acji grzech popeł­nić. Zawsze sta­je on przed nami jako moż­li­wość – jego zaist­nie­nie jest naszą decy­zją. I dla­te­go jeste­śmy odpo­wie­dzial­ni za swój grzech. Panie, doświad­czam swej sła­bo­ści, moc­no doświad­czam siły grze­chu, któ­ry usi­łu­je mnie znisz­czyć. Chciał­bym być wol­ny, a przy­naj­mniej bar­dziej wol­ny niż dziś. Wie­rzę, że dzię­ki Twej pomo­cy może się tak stać. Panie, bądź ze mną.
Czwar­tek
Rz 6,19–23; Łk 12,49–53
Sło­wo Boże: Jak odda­wa­li­ście człon­ki wasze na służ­bę nie­czy­sto­ści i nie­pra­wo­ści, pogrą­ża­jąc się w nie­pra­wość, tak teraz wydaj­cie człon­ki wasze na służ­bę spra­wie­dli­wo­ści, dla uświę­ce­nia… W chrze­ści­jań­skim myśle­niu nie ma miej­sca na stwier­dze­nie: jestem zmu­szo­ny przy­jąć kom­pro­mis z nie­uczci­wo­ścią, fał­szem, zdra­dą, krzyw­dą… Może­my pod­jąć tyl­ko jed­ną godzi­wą decy­zję: za uczci­wo­ścią, za praw­dą, za wier­no­ścią… Nie zawsze się to uda­je. Ale nigdy nie wol­no nam z pra­wej dro­gi zejść świa­do­mie. A ile­kroć zej­dzie­my, natych­miast wra­caj­my, wyzna­jąc swój błąd. Sta­ję, Panie, przed Tobą jako skru­szo­ny grzesz­nik. I nigdy nie sta­nę ina­czej, zawsze będę wołał o miło­sier­dzie. To moja pierw­sza proś­ba, moja pierw­sza modli­twa. Nigdy nie prze­sta­nę wołać z głę­bo­ko­ści mego grze­chu: Panie, zmi­łuj się…
Pią­tek
Rz 7,18–24; Łk 12,54–59
Sło­wo Boże: Nie czy­nię bowiem dobra, któ­re­go chcę, ale czy­nię zło, któ­re­go nie chcę. Jeże­li zaś czy­nię to, cze­go nie chcę, to już nie ja to czy­nię, ale grzech, któ­ry we mnie miesz­ka. A zatem stwier­dzam w sobie pra­wo, że gdy chcę czy­nić dobro, narzu­ca mi się zło. Doświad­cza­my roz­dar­cia, któ­re może bar­dzo nie­po­ko­ić: świa­do­mi jeste­śmy dobrych pra­gnień, zara­zem ku nasze­mu zasko­cze­niu obser­wu­je­my nie­za­mie­rzo­ne, złe skut­ki naszych zamia­rów. To w nas toczy się wal­ka – jak­by dwóch ludzi zma­ga­ło się ze sobą. Ciem­na i jasna stro­na naszej oso­bo­wo­ści nie­od­łącz­nie podą­ża­ją za nami. I dla­te­go win­ni­śmy wal­czyć do koń­ca, by kie­dyś móc powie­dzieć Bogu „tak”. Panie, Pismo mówi, że bojo­wa­niem jest życie czło­wie­ka. Doświad­czam tego każ­de­go dnia. I wiem, że tak­że dziś cze­ka mnie kolej­na bitwa. Nie wszyst­kie bitwy wygry­wam. Ale wie­rzę, że wygram tę woj­nę z Tobą i dla Cie­bie.
Sobo­ta
Rz 8,1–11; Łk 13,1–9
Sło­wo Boże: C i bowiem, któ­rzy żyją według cia­ła, dążą do tego, cze­go chce cia­ło; ci zaś, któ­rzy żyją według Ducha, do tego, cze­go chce Duch. Dąż­ność bowiem cia­ła pro­wa­dzi do śmier­ci, dąż­ność zaś Ducha do życia i poko­ju. Czło­wiek „skon­stru­owa­ny” jest jak zazę­bia­ją­ce się koła. Powsta­je pyta­nie: któ­re z kół win­no nadać kie­ru­nek cało­ści? Jeśli kie­ru­nek nada­je cia­ło ze swy­mi pożą­da­nia­mi, zmie­rza­my w stro­nę, któ­ra roz­pę­dza całość aż do nie­kon­tro­lo­wa­ne­go bie­gu. Jeśli kie­ru­je nami Duch Boży, wów­czas poja­wia się har­mo­nia. Gdzie jest cen­trum dowo­dze­nia moją oso­bą: w cie­le czy w Duchu? Duchu Świę­ty, Ty znasz moją sła­bość, Ty znasz moje wewnętrz­ne roz­bi­cie, brak har­mo­nii ducho­wej, napię­cia, któ­re mówią o mojej nie­spój­no­ści. Przyjdź i zin­te­gruj mnie, ukształ­tuj w har­mo­nii moje życie.