Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

Droga – Prawda – Życie

Adwent to sposób życia

Fot. Ks. Z. Pytel

Co roku zaczy­na­my od nadziei, bo Adwent to przede wszyst­kim czas, w któ­rym uświa­da­mia­my sobie, jak bar­dzo potrze­bu­je­my Boga, wszak „Bez Boga ani do pro­ga”, jak mówi sta­re pol­skie przy­sło­wie. A prze­cież to nie tyl­ko przy­go­to­wa­nie do owoc­ne­go prze­ży­cia tego­rocz­nych Świąt Boże­go Naro­dze­nia; Adwent jest też przy­go­to­wa­niem na Paru­zję, na osta­tecz­nie przyj­ście Pana, na wiecz­ne z Nim spo­tka­nie. Jak oży­wiać tę nadzie­ję? Jak uczyć się szu­ka­nia tam, gdzie szan­sa zna­le­zie­nia jest naj­więk­sza? Takie pyta­nia trze­ba sta­wiać, bo prze­cież zna­my oso­by, któ­re przez dzie­się­cio­le­cia błą­dzi­ły i jesz­cze innych na manow­ce spro­wa­dza­ły. My nie chce­my wejść do żad­ne­go ze współ­cze­snych labi­ryn­tów, ale też nie chce­my niko­go spro­wa­dzać na złe dro­gi, zwłasz­cza tych, któ­rych kocha­my. Cza­sem sły­szy­my, że Adwent to nie Wiel­ki Post, że Adwent to czas rado­sne­go ocze­ki­wa­nia. Ocze­ki­wa­nie może być rado­sne, jeśli będzie­my wie­dzieć, na Kogo cze­ka­my. Ale to ocze­ki­wa­nie to rów­nież wypa­try­wa­nie, a do tego potrzeb­ne jest sku­pie­nie. W Adwen­cie nie musi­my szu­kać wyrze­czeń, ale też nie powin­ni­śmy poszu­ki­wać roz­ry­wek ani nicze­go, co nas dodat­ko­wo roz­pra­sza. Jeśli roz­glą­da­my się za uroz­ma­ice­niem, to jest to uroz­ma­ice­nie w modli­twie, w lek­tu­rze, w bacz­nym roz­glą­da­niu się za zna­ka­mi Pana Boga w świe­cie. Wie­dząc, że Pan Bóg jest praw­dą (moż­na to poznać na dro­dze inte­lek­tu­al­nej), szu­ka­my tej Praw­dy. Moż­na zauwa­żyć (nawet z pew­nym dystan­sem, z poczu­ciem humo­ru), że każ­dy czło­wiek szu­ka praw­dy i szczę­ścia – nie zawsze zda­jąc sobie spra­wę, że szu­ka wła­śnie Boga. Wspa­nia­łym zasko­cze­niem jest to, że po mie­sią­cach, a nawet latach poszu­ki­wań spo­strze­ga, że całe życie spę­dził na szu­ka­niu Stwór­cy i Zba­wi­cie­la, że szu­kał Boga, któ­ry dał mu życie, przez cały czas pro­wa­dził i przy­cią­gał do sie­bie. Przy­po­mnij­my Ewan­ge­lię roz­po­czy­na­ją­cą Adwent: Jezus powie­dział do swo­ich uczniów: „Będą zna­ki na słoń­cu, księ­ży­cu i gwiaz­dach, a na zie­mi trwo­ga naro­dów bez­rad­nych wobec szu­mu morza i jego nawał­ni­cy. Ludzie mdleć będą ze stra­chu, w ocze­ki­wa­niu wyda­rzeń zagra­ża­ją­cych zie­mi. (…) A wy, gdy się to dziać zacznie, nabierz­cie ducha i pod­nie­ście gło­wy, ponie­waż zbli­ża się wasze odku­pie­nie. Uwa­żaj­cie na sie­bie, aby wasze ser­ca nie były ocię­ża­łe wsku­tek obżar­stwa, pijań­stwa i trosk docze­snych” (Łk 21,25–28.34–36). Moż­na posta­wić sobie parę kon­kret­nych pytań: Czy widzę, jak Pan Bóg mnie pro­wa­dzi? Jak pod­trzy­mu­je dając zwy­cię­stwa i prze­strze­ga dopusz­cza­jąc poraż­ki? Czy umiem wycią­gać wnio­ski z tego, na co patrzę – czy umiem cie­szyć się tym, co spra­wia radość, a odda­lać, wystrze­gać się tego, co daje zaspo­ko­je­nie jedy­nie chwi­lo­we, co osta­tecz­nie jest skut­kiem wła­snej głu­po­ty?

Ks. Zbi­gniew Kapłań­ski