Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

Świadectwo życia

LISTY O. MICHAŁA DO RODZINY

Kie­dy ojco­wie wyje­cha­li do Peru, nie było innej moż­li­wo­ści kon­tak­tu niż listy. O. Michał pisał do swo­ich bli­skich. Dziś są one świa­dec­twem wiel­kiej miło­ści i zaży­ło­ści, jaka łączy­ła człon­ków rodzi­ny.
Wczo­raj, w nie­dzie­lę, o godz. 7 rano mia­łem Mszę Świę­tą „na mie­ście” u Sióstr, któ­re pro­wa­dzą dom pomo­cy dla ludzi star­szych. Bli­ziut­ko, jak w Łęka­wi­cy, z domu do kościo­ła. I wypa­da­ło coś powie­dzieć, więc napi­sa­łem kil­ka zdań, Pro­win­cjał popra­wił i prze­czy­ta­łem to na Mszy Świę­tej. Tą kart­kę, czy­li ory­gi­nał pierw­sze­go kaza­nia w Peru, wysy­łam Wam. Na jed­nej stro­nie jest „dekret” upo­waż­nia­ją­cy mnie do odpra­wie­nia w ory­gi­na­le z tłu­ma­cze­niem, a na dru­giej to kaza­nie. Jak widzi­cie, jest ono bar­dzo skrom­ne, ale to jest dobrze prze­my­śla­ne, bo jak udo­wod­nię raz, że stać mnie na wię­cej, to będę uwią­za­ny, a prze­cież mam dopie­ro zacząć kurs języ­ka, więc się tego nie wsty­dzę. W pierw­szej czę­ści się przed­sta­wi­łem, a w dru­giej prze­czy­ta­łem kil­ka zdań o krzy­żu. Po Mszy św. poga­da­łem tro­chę z bab­cia­mi, jak tyl­ko umia­łem, a nawet mi to wyszło, bo jed­na (Włosz­ka) nawet się popła­ka­ła. Obec­nie wszyst­ko, no pra­wie wszyst­ko rozu­miem, co mówią do mnie, ale powie­dzieć coś jest mi trud­niej. Codzien­nie ludzie przy­cho­dzą do zakry­stii po Mszy św., pro­szą o poświę­ce­nie róż­nych rze­czy, dewo­cjo­na­lia, czy bło­go­sła­wień­stwo dla sie­bie, więc robię to chęt­nie po pol­sku, a oni się cie­szą, i mówię im, że to jest waż­ne. Dla nich naj­waż­niej­sze jest to, żeby było dużo wody, a więc wody nie żału­ję (nie­raz jak poświę­cę jakiś obra­zek to się zasta­na­wiam, czy on kie­dy­kol­wiek wyschnie). (…) Co jesz­cze chce­cie wie­dzieć? Jestem zdro­wy (aptecz­ka – DZIĘKI BOGU – jesz­cze jest zakle­jo­na), napraw­dę zado­wo­lo­ny i szczę­śli­wy. Czu­ję się jak­bym był na wypa­dzie rowe­ro­wym w jakimś mia­stecz­ku pol­skim za mie­dzą Łęka­wi­cy. (…) Będę już koń­czył, ale zanim to zro­bię to napi­szę jesz­cze jed­ną weso­łą cie­ka­wost­kę. Mamy w Paria­co­to psa, któ­ry się nazy­wa OSO (tłu­ma­cząc na j. pol­ski, zna­czy – niedź­wiedź), ja czę­sto na nie­go wołam „OŚLE”, ale i tak nie rozu­mie (ludzie też). I ten pies w koście­le na Mszy św. jest cza­sa­mi naj­waż­niej­szy. Zawsze jest w Koście­le na Mszy św., ale jak śpi pod ołta­rzem, albo pod taber­na­ku­lum, to jak­by go nie było, ale jak poczu­je inne­go psa, lub coś cie­kaw­sze­go – fał­szy­we­go czło­wie­ka (nie  wiem co ma na myśli, inną wia­rę, czy inne zamia­ry) – to gło­śno szcze­ka i wte­dy jego głos jest naj­waż­niej­szy, więc trze­ba mil­czeć, bo nic nie sły­chać. Prze­waż­nie śpi pod ołta­rzem, na począt­ku musia­łem się solid­nie pil­no­wać, żeby nie par­sk­nąć śmie­chem, gdy po pod­nie­sie­niu przy­klę­ka­łem (na pozór to wyglą­da­ło jak­by do psa). Ale przy­naj­mniej mamy tyl­ko jed­ne­go psa w koście­le, inne­mu nie pozwo­li wejść, gdzie indziej to ich jest dużo. Cza­sem tyl­ko nasz pie­sek idzie na śro­dek kościo­ła wysi­kać się koło ław­ki, ale i tak inte­li­gent­ny, że nie obok ołta­rza… Cóż, koń­czę, ser­decz­nie Wszyst­kich pozdra­wia­jąc i cału­jąc, prze­sy­ła­jąc do Łęka­wi­cy tro­chę Ame­ry­ki, bo cały list jest ame­ry­kań­ski, nawet dłu­go­pis, któ­rym pisze (za chwi­lę i język będzie tutej­szy – uczcie się).

Frag­ment listu do rodzi­ny z Limy z 11 wrze­śnia 1989 roku

      „Kil­ka dni temu otrzy­ma­łem od Was list pisa­ny przez trzech auto­rów – bar­dzo dzię­ku­ję – ja nie dam rady tak ubo­ga­cić listu, bo jestem sam. Mamo, za Twój trud pisa­nia szcze­gól­nie dzię­ku­ję, napi­sa­łaś, że prę­dzej byś tutaj przy­je­cha­ła niż pisać, więc cze­kam!!! Tutaj w Peru i chy­ba w całej Ame­ry­ce dru­ga nie­dzie­la maja jest Dniem Mat­ki, więc w tym dniu modli­li­śmy się za Mat­ki, no i nie zapo­mnia­łem, że Ty jesteś mi MAMĄ.

Frag­ment z listu do rodzi­ny z Paria­co­to z 18 maja 1990 roku

Bar­dzo gorą­co witam, pozdra­wiam i cału­ję Wszyst­kich razem i każ­de­go po kolei. Witam Wszyst­kich, ale naj­bar­dziej Cie­bie, Mamo, i jestem Ci bar­dziej niż kie­dy­kol­wiek wdzięcz­ny za każ­dy szept modli­twy, za każ­dą Dro­gę Krzy­żo­wą – nie muszę prze­cież powta­rzać, że to jest dla mnie naj­droż­szy skarb, odczu­wam to nie­ustan­nie i wie­rzę, że dzię­ki temu, żyje mi się bar­dzo dobrze. A jeśli cho­dzi o „Modli­tew­nik”, to nie musisz za mnie odma­wiać, bo też dzię­ki Twej Dro­dze Krzy­żo­wej, Bóg mi poma­ga, abym go odma­wiał. Z tego wstę­pu chy­ba wszy­scy żeście się zorien­to­wa­li, że jestem po prze­słu­cha­niu Waszej kase­ty i pod jej wpły­wem. (…) Kase­ta nagra­na przez Was jest wspa­nia­ła, zwłasz­cza przez to, że jest bar­dzo natu­ral­na i ma tylu auto­rów, nie­ste­ty jest to nie­moż­li­we w moim przy­pad­ku, bo jestem sam, a nagry­wa­jąc same­mu była­by bar­dzo nud­na. Nagry­wa­jąc kase­tę czu­li­ście się stre­mo­wa­ni i prze­ży­wa­li­ście wie­le stre­sów kazno­dziej­skich, muszę powie­dzieć, że ja to samo odczu­wa­łem na począt­ku życia kapłań­skie­go, ale to już prze­szło, zosta­wi­łem to w Pień­sku, a w Peru ten pro­blem nie powró­cił. Więc następ­ne Wasze kase­ty będą dla was lżej­sze do nagra­nia. Mie­siąc dość waż­ny. W pierw­szej kolej­no­ści imie­ni­ny Marii, więc sio­strzycz­ko na ten dzień – choć już minął – ofia­ru­ję Ci (tzn. rado­ści i moje bło­go­sła­wień­stwo) oraz zdję­cie. W tym mie­sią­cu wybi­je nam (Mar­ko­wi i mnie) sześć­dzie­siąt­ka [każ­dy z nich koń­czył 30 lat. – przyp. red.]. Więc Mar­ku czas być dziad­kiem, ja już bro­dę mam… a Ty czym się pochwa­lisz? Peru­wiań­czy­cy obcho­dzą tyl­ko uro­dzi­ny (imie­ni­ny nie), Pola­cy nie obcho­dzą uro­dzin, bo to nam przy­po­mi­na tyl­ko, że się sta­rze­je­my, więc nie wiem, czy Ci zło­żyć życze­nia, czy współ­czuć? (wybierz sobie jed­no… i dwa zdję­cia). W przy­szłym mie­sią­cu imie­ni­ny Uli, więc uprze­dza­jąc ofia­ru­ję tak samo: (kwia­tek) oraz +. Do grud­nia jesz­cze mam czas na imie­ni­ny Mamy, więc coś wymy­ślę.
     Mar­ku! Chciał­bym zro­bić (mojej) naszej Mamie na imie­ni­ny nie­spo­dzian­kę, ale musisz mi w tym pomóc. Trze­cie­go, czwar­te­go lub pią­te­go grud­nia (tj. ponie­dzia­łek, wto­rek, lub śro­da) mógł­bym zadzwo­nić do Kra­ko­wa, aby zło­żyć życze­nia oso­bi­ście, a Ty musisz przy­wieźć Mamę do Kra­ko­wa i przy­pro­wa­dzić ją na fur­tę klasz­tor­ną, oczy­wi­ście nie zdra­dza­jąc tej tajem­ni­cy, że ja będę dzwo­nił; możesz powie­dzieć, że dosta­łeś wia­do­mość w Kra­ko­wie, że ktoś tam z Ame­ry­ki (z Peru) będzie prze­jeż­dżał przez Kra­ków i chce się oso­bi­ście spo­tkać z moją Mamą i cze­ka na fur­cie o okre­ślo­nej godzi­nie, itp… Ja mogę dzwo­nić dokład­nie o godz. 10 (lub mię­dzy 10 a 11), w Pol­sce jest wte­dy 4 po połu­dniu – jest 6 godzin róż­ni­cy mię­dzy nami. Ja cze­kam na wia­do­mość od Cie­bie, musisz mi napi­sać dzień i godzi­nę, w któ­rej mam dzwo­nić, aby Ci paso­wa­ło z godzi­na­mi pra­cy. Jeśli jest bar­dzo koniecz­ne, to mogę zadzwo­nić ok. godz. 9 (u Cie­bie 15) – wcze­śniej nie.
Frag­ment listu do rodzi­ny z Paria­co­to z 15 sierp­nia 1990 roku