Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

Świadectwo życia

OJCIEC MICHAŁ – OBROŃCA ŻYCIA

W jed­nym z listów o. Michał zasta­na­wiał się nad tym, czym ma zaj­mo­wać się w życiu. Widział nie­ja­ko dwie dro­gi: misje bądź obro­na życia nie­na­ro­dzo­nych. Wybrał misje, ale dzie­ci były mu zawsze bli­skie. W cza­sie jego pogrze­bu to dzie­ci ota­cza­ły jego trum­nę i śpie­wa­ły pie­śni, któ­rych ich nauczył.
Nie­zwy­kłe świa­dec­twa daje pani Agniesz­ka. Potwier­dza ono fakt, że ojciec Michał był wyczu­lo­ny na spra­wę obro­ny życia. Mło­da kobie­ta napi­sa­ła: „O ojcu Micha­le sły­sza­łam już jako dziec­ko. Moja Mama mia­ła oka­zję go poznać, uczest­ni­cząc w reko­lek­cjach oazo­wych w Rychwał­dzie. Sły­sza­łam o jego męczeń­skiej śmier­ci, o tym, jaki był. W domu szcze­gól­nie wspo­mi­na­no jego dobroć i pro­sto­tę oraz wiel­ką tro­skę o dru­gie­go czło­wie­ka. Już w dzie­ciń­stwie zna­la­złam kil­ka kar­tek z pozdro­wie­nia­mi, któ­re ojciec Michał wysy­łał do Mamy, do Rodzi­ców, a tak­że zapro­sze­nie na jego świę­ce­nia kapłań­skie. Szcze­gól­nie utkwi­ły mi w pamię­ci pozdro­wie­nia, któ­re ojciec Michał prze­słał z oka­zji świąt Boże­go Naro­dze­nia, bodaj­że w roku 1985. Moja Mama była wów­czas w sta­nie bło­go­sła­wio­nym i za parę mie­się­cy mia­ła uro­dzić moją sio­strę. Pod życze­nia­mi świą­tecz­ny­mi o. Michał napi­sał pozdro­wie­nia dla całej rodzi­ny, a tak­że dla dzie­ciąt­ka, któ­re Mama nosi­ła pod swo­im ser­cem. Pisał chy­ba nawet o Mamie w licz­bie mno­giej. Nie­ste­ty, kart­ka gdzieś prze­pa­dła, a przy­naj­mniej w ostat­nim cza­sie nie uda­ło się nam jej odna­leźć. Jed­nak to pozdro­wie­nie, napi­sa­ne przez o. Micha­ła, utkwi­ło w mojej pamię­ci i czę­sto o nim opo­wia­dam”.
PRACA MAGISTERSKA
O tym, że obro­na życia była bli­ska o. Micha­ło­wi może świad­czyć tak­że temat pra­cy magi­ster­skiej, któ­ry brzmiał: „Współ­cze­sne zagro­że­nia rodzin­nej roli kobiet i jej obro­na w mowach i pismach kard. Ste­fa­na Wyszyń­skie­go”. Zacy­tu­je­my kil­ka jej frag­men­tów: „Bóg Ojciec z tego tytu­łu, że jest źró­dlem wszel­kie­go życia, jest rów­nież Pierw­szym Obroń­cą tego życia. On bowiem już przed wie­ka­mi w swo­im odwiecz­nym pla­nie posta­na­wia ist­nie­nie każ­de­go czło­wie­ka, dla któ­re­go – od chwi­li, gdy pod ser­cem mat­ki daje znać o swo­im ist­nie­niu – roz­po­czy­na­ją się wiel­kie dzie­je. Tych dzie­jów żad­na siła, żad­ne pra­wa, ani usta­wy nie mogą prze­rwać. Nie ma do tego pra­wa ani wła­dza pań­stwo­wa, ani mini­ster­stwo zdro­wia, ani żaden czło­wiek, jedy­nie Stwór­ca. Raz poczę­te życie pod ser­cem mat­ki nale­ży do Boga, choć­by to był czło­wiek o wymia­rach mniej­szych niż ziarn­ko faso­li. Dla­te­go nikt nie ma pra­wa dys­po­no­wać tym życiem według swo­je­go upodo­ba­nia, czy pro­gra­mu, ani lekarz, ani mał­żon­ko­wie, ani wola mat­ki. Życie to wła­sność czło­wie­ka, choć­by naj­mniej­sze­go. Dla­te­go też (…) pra­wo do życia przy­słu­gu­je każ­de­mu, bez wyjąt­ku. Pra­wo to bowiem wyni­ka z samej natu­ry. A Twór­cą Natu­ry (…) jest Bóg (…) Wszel­kie dzia­ła­nie prze­ciw­ko roz­po­czę­te­mu życiu jest zwy­kłą zbrod­nią prze­ciw­ko pra­wom natu­ry! (…). Nikt nie może bez­kar­nie pozba­wić życia kształ­tu­ją­cej się dopie­ro isto­ty ludz­kiej, zwłasz­cza że jest ona bez­bron­na. Musi więc mieć swo­ich obroń­ców. Obroń­cą jest sam Bóg, któ­ry się upo­mni o to życie… Pra­wa czło­wie­ka nie mogą być też prze­ję­te ani przez rodzi­nę, ani przez naród, ani przez pań­stwo! I przez Kościół są one usza­no­wa­ne. Moż­na w takim razie zapy­tać: a rodzi­na? Jej pra­wa? (…) Rodzi­na to teren ochro­ny życia, „rezer­wat ochro­ny” dla dziecka–syna–człowieka ( S. Wyszyń­ski, Kaza­nia Świę­to­krzy­skie). W rodzi­nie nato­miast kard. Wyszyń­ski widzi nastę­pu­ją­cy podział ról: męż­czy­zna ochra­nia kobie­tę, a kobie­ta osła­nia dziec­ko. Kobie­ta ma do tego wro­dzo­ny talent. Umie się opie­ko­wać i lubi to czy­nić. Z powyż­sze­go wyni­ka, że kobie­ta przede wszyst­kim jest odpo­wie­dzial­na za dziec­ko, ponie­waż każ­dy nowy czło­wiek to jej cząst­ka, to jak­by część jej isto­ty, dla­te­go jej posta­wa w obro­nie życia ma decy­du­ją­cy głos, cho­ciaż wia­do­mo, że obec­ność męż­czy­zny jest tu obec­no­ścią koniecz­ną z woli Bożej”.
SKARB NARODU
Na dal­szych stro­ni­cach swo­jej pra­cy magi­ster­skiej o. Michał przy­po­mi­nał, że ks. kard. Wyszyń­ski w Jasno­gór­skich Ślu­bach Naro­du Pol­skie­go napi­sał, że „dar życia uwa­żać będzie­my za naj­więk­szą łaskę Ojca wszel­kie­go życia i za naj­cen­niej­szy skarb Naro­du”. Fran­cisz­ka­nin pod­kre­ślał: „Kar­dy­nał Wyszyń­ski nie­ja­ko swo­je zaufa­nie do Maryi chciał prze­lać w ser­ce każ­dej kobie­ty, aby na pro­gu dru­gie­go tysiąc­le­cia wypeł­ni­ły one swo­je zaufa­nie sto­jąc na stra­ży życia. Sta­wia­jąc Mary­ję za wzór wzy­wał wszyst­kich, a zwłasz­cza mat­ki, do kru­cja­ty kobiet w obro­nie życia Naro­du, aby żyły w łasce uświę­ca­ją­cej i wypeł­ni­ły macie­rzyń­skie zada­nie, bo tak jak Mary­ja, kobie­ta musi zetrzeć gło­wę węża, któ­ry kusi, aby tar­gnąć się na życie nie­na­ro­dzo­nych. A pro­blem ten jest ist­ną klę­ską w naszej Ojczyź­nie. Krew pomor­do­wa­nych nie­mow­ląt, jak za cza­sów Hero­da, woła do Boga”.
BÓG INTERWENIUJE
O. Michał Toma­szek pod­kre­śla, że nie­raz Pan Bóg inter­we­niu­je, utrud­nia­jąc zbrod­ni­cze pla­ny mat­ki. Dla potwier­dze­nia tej tezy przy­ta­cza przy­pa­dek opi­sa­ny przez Pry­ma­sa Tysiąc­le­cia: „Do kli­ni­ki położ­ni­czej wno­szo­no kobie­tę, aby pozba­wić ją życia, któ­re się w niej roz­wi­ja­ło. Ale nie moż­na się było prze­do­stać przez ogrom­ne zaspy śnie­gu. Zabra­kło w War­sza­wie rąk do usu­wa­nia śnie­gu. A jed­nak nie­sio­no do kli­ni­ki kobie­tę, aby nie zosta­ła mat­ką, aby nie przy­spo­rzy­ła Sto­li­cy i Naro­do­wi jesz­cze jed­nych rąk, jesz­cze jed­nych dło­ni, któ­re by się kie­dyś wycią­gnę­ły w posłu­dze ku czło­wie­ko­wi” (S. Wyszyń­ski, Wiel­ka Nowen­na).
KŁOS ŻYCIA
„Pięk­ne rze­czy mówi się o wydaj­no­ści zie­mi. Cią­gle aktu­al­ne jest hasło: każ­dy kłos na wagę zło­ta. A jak­że zapo­mnia­ne jest hasło, któ­re­go Kościół jedy­nie jesz­cze bro­ni, a któ­re dziś szcze­gól­nie moc­no powin­no brzmieć: żaden kłos dzie­cię­ce­go życia, żad­na głów­ka dzie­cię­cia nie może być stra­co­na. Wie­le jest powo­dów, któ­re umac­nia­ją dziś kobie­tę w prze­ko­na­niu, że nie musi speł­niać powin­no­ści macie­rzyń­skiej, że może upra­wiać anty­kon­cep­cję, że ma pra­wo do prze­rwa­nia poczę­te­go życia, albo do gwał­tu na dzie­ciach już naro­dzo­nych. Przede wszyst­kim obroń­cy zdroż­nej pro­duk­cji środ­ków prze­ciw­po­czę­cio­wych sie­ją nie­zdro­wą pro­pa­gan­dę wyka­zu­jąc wszyst­ki­mi siła­mi, że jest to jedy­na dro­ga dla mło­dzie­ży, a zwłasz­cza dla kobiet, aby się uchro­nić przed przed­wcze­sny­mi następ­stwa­mi moral­nych nad­użyć sek­su­al­nych. Oto dru­gi powód: Współ­cze­snej mat­ce tłu­ma­czy się kłam­li­wie, że kształ­tu­ją­ce się w niej życie to jest „najeźdź­ca” jakiś i „napast­nik nie­spra­wie­dli­wy”. Wma­wia się w nią, że ma ona pra­wo bro­nić się przed tym napast­ni­kiem (S. Wyszyń­ski, Wiel­ka Nowen­na). A czy takim powo­dem nie jest to, że dziś bar­dziej sza­nu­je się kobie­tę, któ­ra wyzby­wa się życia, niż tę, któ­ra ma odwa­gę dawać życie? Jesz­cze innym powo­dem jest dziw­ne pra­wo, któ­re rów­nie w dziw­ny spo­sób wcho­dzi w życie: rodzi­na jest powo­ła­na do budze­nia życia, a zaczy­na się dziś mówić o jakiejś rodzi­nie, któ­ra by już życia nie dawa­ła, a nawet przy­zna­je się jej pra­wo do pozba­wia­nia życia. Jed­nak mimo tych wszyst­kich uła­twień, Pol­ska szczy­ci się wiel­ką ilo­ścią kobiet, któ­re prze­zwy­cię­ży­ły te poku­sy i dziś chlu­bią się owoc­ną i liczeb­ną rodzi­ną, któ­ra jest przy­szło­ścią Naro­du i Kościo­ła. Pod­su­mo­wu­jąc to zagad­nie­nie, trze­ba jesz­cze raz wspo­mnieć to, co już wcze­śniej zosta­ło powie­dzia­ne, że zaraz po Bogu naj­wię­cej do powie­dze­nia w dzie­dzi­nie, życia obro­ny życia ma kobie­ta, któ­ra w potrze­bie nawet swo­je życie powin­na poświę­cić, aby ura­to­wać owoc swo­je­go łona. Nigdy nie może być odwrot­nie, a nie­ste­ty, dziś tak się dzie­je: poświę­ca się dziec­ko, aby mat­ka mogła żyć spo­koj­nie. Tym­cza­sem trze­ba poświę­cić swo­je życie, aby dziec­ko mogło żyć, bo jest ono naj­waż­niej­sze. Tę praw­dę – bo tak to trze­ba nazwać – w prze­pięk­ny spo­sób obra­zu­je legen­da bre­toń­ska”.
KOŚCIÓŁ W SŁUŻBIE KOBIECIE
O. Michał wyra­żał radość, że ist­nie­je Kościół, któ­ry może poma­gać kobie­cie, jeśli ona tego chce i potrze­bu­je. „Już sama świa­do­mość, iż nie jest sama – bo jest kapłan, któ­re­go może się pora­dzić i któ­ry dzie­li z nią tro­skę o wycho­wa­nie jej dzie­ci – spra­wia, że czu­je się bez­piecz­na i z ocho­tą podej­mu­je każ­dy trud. Pra­gnie­niem Kościo­ła jest ubo­ga­cić kobie­tę chle­bem praw­dy, iżby łamiąc okru­chy ewan­ge­licz­ne, wkła­da­ła je w otwar­te, pisklę­ce dziob­ki swych dzie­ci, by mle­ko macie­rzyń­skie łączy­ło się z mle­kiem Praw­dy, któ­ra pocho­dzi od Ojca Naj­lep­sze­go”.
KOBIETA – STRAŻNICZKA ŻYCIA
„Kobie­ta wła­ści­wie wypeł­ni swo­je obo­wiąz­ki w spo­łe­czeń­stwie, jeśli ona sama w sobie, a męż­czy­zna w niej – uzna Boskie jej pocho­dze­nie. To jest fun­da­ment, na któ­rym obo­je powin­ni budo­wać swo­je życie oso­bi­ste, a póź­niej rodzin­ne, aby wspól­nie, z pod­da­niem się woli Bożej, nieść trud współ­ży­cia, bez wywyż­sza­nia się jed­nej stro­ny nad  dru­gą, bez żąda­nia szko­dli­we­go posłu­szeń­stwa, bądź też bez wyko­rzy­sty­wa­nia słab­szej oso­by. Tyl­ko wów­czas w peł­nej wol­no­ści ducha, z nasi­la­ją­cą się rado­ścią i w peł­ni obfi­to­ści, kobie­ta do koń­ca wypeł­ni zle­co­ne jej przez Boga zada­nia. A według zamia­rów Bożych każ­da kobie­ta ma być mat­ką życia, a nie śmier­ci – to jest jej pierw­sze zada­nie. Dru­gie jej zada­nie – ma stać na stra­ży życia i w razie koniecz­no­ści ma poświę­cić swo­je życie w obro­nie życia dziec­ka. Wresz­cie trze­cie zada­nie – god­nie wycho­wać duszę i cia­ło dzie­cię­cia. Jeśli kobie­ta, ze spo­ko­jem sumie­nia, wywią­że się ze swych obo­wiąz­ków, jeśli sta­nie na wyso­ko­ści zada­nia, wów­czas – tak jak Mary­ję – dzie­ci i potom­ni zwać będą bło­go­sła­wio­ną. (…) Kobie­ta osią­gnie bło­go­sła­wio­ny owoc w pra­cy wycho­waw­czej, jeśli zacznie to czy­nić od zna­ku Krzy­ża Św., jeśli zro­zu­mie, że dziec­ko ochrzczo­ne w Imię Ojca i Syna i Ducha Świę­te­go, musi przede wszyst­kim żyć łaską otrzy­ma­ną na Chrzcie świę­tym. Wie­le kobiet odczu­wa to i nie­raz, pochy­lo­na nocą nad swym dziec­kiem, kre­śli mu krzy­żyk na czo­le, a myśli swe kie­ru­je do Dobre­go Ojca, szu­ka­jąc pomo­cy, by sta­nąć na wyso­ko­ści zada­nia”.