Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

Tydzień liturgiczny

DRUGI TYDZIEŃ ADWENTU 7–12 XII 2015

Poniedziałek

Iz 35,1–10; Łk 5,17–26
Sło­wo Boże: Niech się roz­we­se­li pusty­nia i spie­czo­na zie­mia, niech się radu­je step i niech roz­kwit­nie! Niech wyda kwia­ty jak lilie polne, niech się roz­ra­du­je tak­że ska­cząc i wykrzy­ku­jąc z ucie­chy. Chwa­łą Liba­nu ją obda­rzo­no, ozdo­bą Kar­me­lu i Saro­nu. Oni zoba­czą chwa­łę Pana, wspa­nia­łość nasze­go Boga. Pokrzep­cie ręce osła­błe, wzmoc­nij­cie kola­na omdla­łe. Oto Pan Bóg przyj­dzie, aże­by nas zba­wić. To odpo­wiedź na sło­wo Boga. Pan zapo­wia­da swo­je przyj­ście. Zwra­ca się do tych, któ­rzy czu­ją zmę­cze­nie – być może zbyt dłu­go już cze­ka­ją, być może są zwy­czaj­nie sła­bi, być może zwy­cię­ża znie­chę­ce­nie. Nie­waż­ne. Liczy się obiet­ni­ca, któ­ra zapo­wia­da kres pusty­ni i radość, któ­rej nic nie powstrzy­ma. Pan przyj­dzie – nie wol­no zwąt­pić. Kto będzie cze­kał do koń­ca, zoba­czy chwa­łę Pana.
Wto­rek
Rdz 3,9–15; Ef 1,3–6.11–12; Łk 1,26–38
UROCZYSTOŚĆ NIEPOKALANEGO POCZĘCIA NMP
Sło­wo Boże: Niech będzie bło­go­sła­wio­ny Bóg i Ojciec Pana nasze­go Jezu­sa Chry­stu­sa; któ­ry napeł­nił nas wszel­kim bło­go­sła­wień­stwem ducho­wym na wyży­nach nie­bie­skich w Chry­stu­sie. W Nim bowiem wybrał nas przed zało­że­niem świa­ta, aby­śmy byli świę­ci i nie­ska­la­ni przed Jego obli­czem. Nie­po­ka­la­na. Bez grze­chu. Jak dale­ko, wyda­je się, od każ­de­go z nas, któ­rzy­śmy w grzech uwi­kła­ni – i to wie­lo­krot­nie, mimo wie­lu sta­rań. A rów­no­cze­śnie, czu­je­my to ser­cem, bli­sko, zupeł­nie bli­sko, bez dystan­su – jak tyl­ko Mat­ka potra­fi. Widzi­my Ją pięk­ną, nie­ska­la­ną. Odkry­waj­my bli­ską i mat­czy­ną. Taka jest Mary­ja. I powta­rzaj­my: Śpie­waj­cie Panu, bo uczy­nił cuda. W Jej życiu. W naszym życiu rów­nież.
Śro­da
Iz 40,25–31; Mt 11,28–30
Sło­wo Boże: Pan to Bóg wiecz­ny, Stwór­ca krań­ców zie­mi. On się nie męczy ani nie nuży, Jego mądrość jest nie­zgłę­bio­na. On doda­je mocy zmę­czo­ne­mu i pomna­ża siły omdla­łe­go. Chłop­cy się męczą i nużą, chwie­jąc się słab­ną mło­dzień­cy; lecz ci, co zaufa­li Panu, odzy­sku­ją siły, otrzy­mu­ją skrzy­dła jak orły; bie­gną bez zmę­cze­nia, bez znu­że­nia idą. Zna­my natu­ral­ne siły czło­wie­ka. Zwy­kle roze­zna­je­my swo­je moż­li­wo­ści i może­my w mia­rę dobrze okre­ślić, na co nas stać. Ale jest coś, co pozwa­la prze­kro­czyć natu­ral­ne moż­li­wo­ści czło­wie­ka. Ten kto wie­rzy doświad­cza – ku swe­mu zasko­cze­niu – mocy łaski, któ­ra pły­nie od Pana. I co zda­wa­ło się nie­moż­li­we, uda­je się osią­gnąć. Czy ktoś tego nie doświad­czył? Niech wie­rzy wię­cej. I niech woła: Chwal i bło­go­sław, duszo moja, Pana.
Czwar­tek
Iz 41,13–20; Mt 11,11–15
Sło­wo Boże: Ja, twój Bóg, ują­łem cię za pra­wi­cę, mówiąc ci: „Nie lękaj się, przy­cho­dzę ci z pomo­cą”. Nie bój się, robacz­ku, Jaku­bie, nie­bo­ra­ku, o Izra­elu! Ja cię wspo­ma­gam, mówi Pan, odku­pi­ciel Twój, Świę­ty Izra­ela. Pan jest łagod­ny i bar­dzo łaska­wy. To dzi­siej­sza odpo­wiedź na sło­wo Boże. Bo co moż­na powie­dzieć o Bogu, któ­ry się pochy­la nad upa­dłym naro­dem, nad zdru­zgo­ta­nym prze­ciw­no­ścia­mi czło­wie­kiem i mówi z czu­ło­ścią ojcow­skie­go ser­ca: nie­bo­ra­ku, robacz­ku… Co moż­na powie­dzieć o Bogu, któ­ry wycią­ga swą wszech­moc­ną dłoń, szu­ka­jąc naszej dło­ni zagu­bio­nej… „Pan jest łagod­ny…”. To sło­wo samo przy­cho­dzi do ser­ca.
Pią­tek
Iz 48,17–19; Mt 11,16–19
Sło­wo Boże: Bło­go­sła­wio­ny czło­wiek, któ­ry nie idzie za radą występ­nych, nie wcho­dzi na dro­gę grzesz­ni­ków i nie zasia­da w gro­nie szy­der­ców. Lecz w pra­wie Pań­skim upodo­bał sobie i roz­my­śla nad nim dniem i nocą. On jest jak drze­wo zasa­dzo­ne nad pły­ną­cą wodą, któ­re wyda­je owoc w swo­im cza­sie (Ps 1). Jak zacho­wać świa­tło wia­ry i miło­ści, by móc wła­ści­wie powi­tać i przy­jąć przy­cho­dzą­ce­go Pana? Odpo­wiedź poda­je psal­mi­sta: wystrze­gać się złe­go śro­do­wi­ska. Co praw­da nie jeste­śmy w sta­nie żyć w izo­la­cji i nie będzie­my zry­wać kon­tak­tów z inny­mi, ale zawsze może­my szu­kać takich śro­do­wisk; wię­cej, może­my two­rzyć takie śro­do­wi­ska, któ­re poma­ga­ją roz­wi­jać wia­rę. A przy­naj­mniej jej nie nisz­czyć. Wie­rzy­my, że Pan da świa­tło idą­cym za Nim.
Sobo­ta
Syr 48,1–4.9–11; Mt 17,10–13
Sło­wo Boże: Powstał Eliasz, pro­rok jak ogień, a sło­wo jego pło­nę­ło jak pochod­nia. On głód na nich spro­wa­dził, a swo­ją gor­li­wo­ścią zmniej­szył ich licz­bę. Sło­wem Pań­skim zamknął nie­bo, z nie­go rów­nież trzy razy spro­wa­dził ogień. Jak­że wsła­wio­ny jesteś Elia­szu przez swo­je cuda i któż się może pochwa­lić, że tobie jest rów­ny? „Pro­rok jak ogień” – to o Elia­szu, bo ten słu­ga Pana wyry­wał naród z ciem­no­ści nie­wia­ry i obo­jęt­no­ści, auten­tycz­nie wal­czył, by jaśnia­ła chwa­ła Boga. Nie­ob­ce mu były chwi­le zmę­cze­nia, nawet zwąt­pie­nia i roz­go­ry­cze­nia. Ale nie prze­stał wołać: Przy­bądź, Panie! To tak­że nasza modli­twa. Krót­ka, bo czę­sto wię­cej nie trze­ba. Powta­rzaj­my sło­wa, któ­re dziś Kościół nam pod­po­wia­da: Odnów nas, Boże, i daj nam zba­wie­nie.