Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

TYDZIEŃ LITURGICZNY

OKRES BOŻEGO NARODZENIA 4–9 I 2016

Poniedziałek

1 J 3,7–10; J 1,35–42
Sło­wo Boże: Dzie­ci, nie daj­cie się zwo­dzić niko­mu; ten, kto postę­pu­je spra­wie­dli­wie, jest spra­wie­dli­wy, tak jak On jest spra­wie­dli­wy. Kto grze­szy, jest dziec­kiem dia­bła, ponie­waż dia­beł trwa w grze­chu od począt­ku. Syn Boży obja­wił się po to, aby znisz­czyć dzie­ła dia­bła. Kto­kol­wiek naro­dził się z Boga, nie grze­szy… Nie nale­ży prze­ce­niać dzia­ła­nia dia­bła, by nie wpaść w sidła lęku. Nie wol­no też zapo­mnieć o jego zgub­nym dzia­ła­niu, któ­re jest fak­tem widocz­nym tak­że w naszych cza­sach. Bo prze­ciw­nik Boga nie odpusz­cza. Jeśli pierw­sze podej­ście nie wyj­dzie, przy­cho­dzi po raz dru­gi i trze­ci, i kolej­ny. Jest ojcem grze­chu. Ale my sta­li­śmy się dzieć­mi Boga. Bo zie­mia ujrza­ła swe­go Zba­wi­cie­la. I to jest fakt, któ­ry zmie­nił wszyst­ko. Nie­ustan­nie trwaj­my wzro­kiem przy Zba­wi­cie­lu, a on, kusi­ciel, nie znaj­dzie nic swe­go w nas.
Wto­rek
1 J 3,11–21; J 1,43–51
Sło­wo Boże: My wie­my, że prze­szli­śmy ze śmier­ci do życia, bo miłu­je­my bra­ci, kto zaś nie miłu­je, trwa w śmier­ci. Każ­dy, kto nie­na­wi­dzi swe­go bra­ta, jest zabój­cą, a wie­cie, że żaden zabój­ca nie nosi w sobie życia wiecz­ne­go. Po tym pozna­li­śmy miłość, że Chry­stus oddał za nas swo­je życie. Miłość jest siłą życio­daj­ną. Powią­za­ni miło­ścią rodzi­ce prze­ka­zu­ją życie, rodzi się nowy czło­wiek. I może żyć i roz­wi­jać się tyl­ko wów­czas, gdy oto­czo­ny jest miło­ścią, gdy oddy­cha miło­ścią, gdy kar­mi się miło­ścią. Nie ina­czej jest w wie­ku doro­słym: nie spo­sób żyć w oto­cze­niu pozba­wio­nym miło­ści. Gdy jej brak­nie, usy­cha­my, zaczy­na się wege­ta­cja, któ­ra pro­wa­dzi do śmier­ci ducho­wej, a nawet fizycz­nej. Gdy Pan obja­wia miłość, wzy­wa do miło­ści, woła­my: Niech cała zie­mia śpie­wa swe­mu Panu.
Śro­da
Iz 60,1–6; Ef 3,2–3a.5–6; Mt 2,1–12
Uro­czy­stość Obja­wie­nia Pań­skie­go
Sło­wo Boże: Powstań, świeć, Jeru­za­lem, bo przy­szło twe świa­tło i chwa­ła Pana roz­bły­ska nad tobą. Bo oto ciem­ność okry­wa zie­mię i gęsty mrok spo­wi­ja ludy, a ponad tobą jaśnie­je Pan i Jego chwa­ła jawi się nad tobą. I pój­dą naro­dy do two­je­go świa­tła, kró­lo­wie do bla­sku two­je­go wscho­du. Dłu­ga i zawi­ła była dro­ga Mędr­ców za świa­tłem. Bywa­ło, że tra­ci­li je z oczu, jak to się sta­ło w Jero­zo­li­mie. Bywa­ło, że pyta­li o dro­gę  nie­wła­ści­wych ludzi, któ­rzy na pew­no nie byli sprzy­mie­rzeń­ca­mi Mesja­sza. Jed­nak dotar­li. Jak dobrze, że Bóg dopro­wa­dził ich do celu. To nadzie­ja dla spóź­nia­ją­cych się, zagu­bio­nych – moż­li­wość spo­tka­nia ze Zba­wi­cie­lem wciąż ist­nie­je. Świa­tło z Betle­jem nie zga­śnie. Bo wolą Pana jest, by speł­ni­ło się woła­nie: Uwiel­bią Pana wszyst­kie ludy zie­mi.
Czwar­tek
1 J 3,22–4,6; Mt 4,12–17.23–25
Sło­wo Boże: Umi­ło­wa­ni, nie dowie­rzaj­cie każ­de­mu ducho­wi, ale badaj­cie duchy, czy są z Boga, gdyż wie­lu fał­szy­wych pro­ro­ków poja­wi­ło się na świe­cie. Po tym pozna­je­cie Ducha Boże­go: każ­dy duch, któ­ry uzna­je, że Jezus Chry­stus przy­szedł w cie­le, jest z Boga. Żaden zaś duch, któ­ry nie uzna­je Jezu­sa, nie jest z Boga. Moż­na mówić w spo­sób natchnio­ny bez natchnie­nia Boże­go. Dopie­ro z cza­sem spo­strze­ga­my, że zosta­li­śmy wypro­wa­dze­ni na bez­dro­ża. Trze­ba badać duchy przy pomo­cy jasnych kry­te­riów. A są nimi wia­ra w Jezu­sa i wza­jem­na miłość. Kto trwa w zjed­no­cze­niu z Jezu­sem, kto zabie­ga o dobro wspól­no­ty, o miłość i miło­sier­dzie, ten sta­je się wia­ry­god­nym nauczy­cie­lem wia­ry. Nie pory­wa­ją­ce sło­wa, ale moc łaski przy­wo­ła­na wia­rą i miło­ścią, i poko­rą spra­wią, że speł­ni się zapo­wiedź: Dam Ci naro­dy w Two­je posia­da­nie.
Pią­tek
1 J 4,7–10; Mk 6,34–44
Sło­wo Boże: Kto nie miłu­je, nie zna Boga, bo Bóg jest miło­ścią. W tym obja­wi­ła się miłość Boga ku nam, że zesłał Syna swe­go Jed­no­ro­dzo­ne­go na świat, aby­śmy życie mie­li dzię­ki Nie­mu. W tym prze­ja­wia się miłość, że nie my umi­ło­wa­li­śmy Boga, ale że On sam nas umi­ło­wał i posłał Syna swo­je­go… Do Naza­re­tu przy­szedł anioł. I wów­czas Syn Boga wstą­pił w łono Kobie­ty. Minę­ło kil­ka mie­się­cy i w wio­sce naro­dzi­ło się Dzie­cię. Mesjasz uka­zał się ludz­kim oczom. Miłość zstą­pi­ła na zie­mię. Miłość przy­ję­ła kształt Nie­mow­lę­cia. Miłość spoj­rza­ła w oczy czło­wie­ko­wi, spo­glą­da dziś w moje oczy. Znaj­dzie w nich obo­jęt­ność czy zachwyt? Nie­po­kój czy akcep­ta­cję? Znie­chę­ce­nie czy zapał? Ta Miłość jest nie­prze­rwa­nym wezwa­niem, by się Jej oddać, bo tyl­ko wte­dy uwiel­bią Pana wszyst­kie ludy zie­mi.
Sobo­ta
1 J 4,11–18; Mk 6,45–52
Sło­wo Boże: Bóg jest miło­ścią: kto trwa w miło­ści, trwa w Bogu, a Bóg trwa w Nim. Przez to miłość osią­ga kres dosko­na­ło­ści, iż będzie­cie mie­li peł­ną ufność w dzień sądu (…). W miło­ści nie ma lęku, lecz dosko­na­ła miłość usu­wa lęk, ponie­waż lęk koja­rzy się z karą. Ten zaś, kto się lęka, nie wydo­sko­na­lił się w miło­ści. Bóg jest miło­ścią… Czy­śmy Boga-Miłość pozna­li? Czy­śmy Bogu-Miło­ści uwie­rzy­li? Czy­śmy wyzby­li się lęku? Czy trwa­my w Bogu? Czy Bóg trwa w nas? Oto sze­reg fun­da­men­tal­nych pytań, a każ­de z nich to apel, by nie zatrzy­mać się w tym miej­scu, w któ­rym dziś jeste­śmy, by wbrew trud­no­ściom iść naprzód, by dosko­na­lić swą miłość, roz­wi­jać wia­rę, nie godzić się na prze­cięt­ność i byle­ja­kość. Bo tyl­ko wte­dy za naszą przy­czy­ną speł­nią się sło­wa modli­twy: Uwiel­bią Pana wszyst­kie ludy zie­mi.