Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

SŁOWA ŻYCIA

NIEDZIELA:
Iz 62,1–5; 1 Kor 12,4–11; J 2,1–12
PIERWSZY CUD JEZUSAKANIE GALILEJSKIEJ

Giot­to, Wese­le w Kanie, (1303–1305)

W Kanie Gali­lej­skiej odby­wa­ło się wese­le i była tam Mat­ka Jezu­sa. Zapro­szo­no na to wese­le tak­że Jezu­sa i Jego uczniów. A kie­dy zabra­kło wina, Mat­ka Jezu­sa mówi do Nie­go: Nie mają już wina. Jezus Jej odpo­wie­dział: Czyż to moja lub Two­ja spra­wa, Nie­wia­sto? Czyż jesz­cze nie nade­szła godzi­na moja? Wte­dy Mat­ka Jego powie­dzia­ła do sług: Zrób­cie wszyst­ko, cokol­wiek wam powie. Sta­ło zaś tam sześć stą­gwi kamien­nych prze­zna­czo­nych do żydow­skich oczysz­czeń, z któ­rych każ­da mogła pomie­ścić dwie lub trzy mia­ry. Rzekł do nich Jezus: Napeł­nij­cie stą­gwie wodą. I napeł­ni­li je aż po brze­gi. Potem do nich powie­dział: Zaczerp­nij­cie teraz i zanie­ście sta­ro­ście wesel­ne­mu. Oni zaś zanie­śli. A gdy sta­ro­sta wesel­ny skosz­to­wał wody, któ­ra sta­ła się winem – nie wie­dział bowiem, skąd ono pocho­dzi, ale słu­dzy, któ­rzy czer­pa­li wodę, wie­dzie­li – przy­wo­łał pana mło­de­go i powie­dział do nie­go: Każ­dy czło­wiek sta­wia naj­pierw dobre wino, a gdy się napi­ją, wów­czas gor­sze. Ty zacho­wa­łeś dobre wino aż do tej pory. Taki to począ­tek zna­ków uczy­nił Jezus w Kanie Gali­lej­skiej. Obja­wił swo­ją chwa­łę i uwie­rzy­li w Nie­go Jego ucznio­wie. Następ­nie On, Jego Mat­ka, bra­cia i ucznio­wie Jego uda­li się do Kafar­naum, gdzie pozo­sta­li kil­ka dni.
ROZWAŻANIE
Pra­ca usłu­gu­ją­cych na wese­lu w Kanie Gali­lej­skiej pole­ga­ła na napeł­nie­niu
stą­gwi wodą. Nie było to zada­nie spe­cjal­nie trud­ne, prze­kra­cza­ją­ce zwy­kłe ludz­kie moż­li­wo­ści, ani też nad­zwy­czaj­ne. Raczej była to jed­na z tych czyn­no­ści, któ­re podej­mu­je się na co dzień. Zasad­ni­czą „robo­tę” wyko­nał Zba­wi­ciel – prze­mie­nił wodę w wino, by wydo­być nowo­żeń­ców z nie­przy­jem­nej i krę­pu­ją­cej sytu­acji. Lecz war­to zwró­cić uwa­gę na jeden szcze­gół: słu­dzy napeł­ni­li stą­gwie aż po brze­gi, mak­sy­mal­nie, ile było moż­li­we. A to zna­czy, że wyko­na­li swo­je zda­nie dokład­nie do koń­ca, resz­ta była w rękach Pana. Gdy się modli­my, gdy pro­si­my, nie zakła­da­my rąk i nie cze­ka­my, aż ktoś za nas wyko­na potrzeb­ną pra­cę. Prze­ciw­nie: tru­dzi­my się, jak tyl­ko to jest moż­li­we, skła­da­jąc swe doko­na­nia przed Panem, a wów­czas Pan doko­nu­je resz­ty.

(rs)