Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

MIŁOSIERDZIE BOŻE NASZĄ NADZIEJĄ

NADZWYCZAJNY ROK ŚWIĘTY JEST DAREM ŁASKI

Frag­men­ty homi­lii Ojca Świę­te­go Fran­cisz­ka, wygło­szo­nej 8 grud­nia 2015 roku pod­czas Mszy św. inau­gu­ru­ją­cej Jubi­le­uszo­wy Rok Miło­sier­dzia

Fot. L’Osservatore Roma­no

To miłość Boga zapo­bie­ga, uprze­dza i zba­wia. Począ­tek histo­rii grze­chu w ogro­dzie Eden roz­strzy­ga się w pla­nie zbaw­czej miło­ści. Sło­wa Księ­gi Rodza­ju odwo­łu­ją się do codzien­ne­go doświad­cze­nia, któ­re może­my odkryć w naszej oso­bi­stej egzy­sten­cji. Zawsze ist­nie­je poku­sa nie­po­słu­szeń­stwa, któ­ra wyra­ża się w pra­gnie­niu zapla­no­wa­nia­na­sze­go życia nie­za­leż­nie od woli Boga. To ta wro­gość, któ­ra nie­ustan­nie zagra­ża życiu ludzi, aby ich prze­ciw­sta­wić pla­no­wi Boga. Jed­nak tak­że histo­ria grze­chu jest zro­zu­mia­ła tyl­ko w świe­tle miło­ści, któ­ra prze­ba­cza. Grzech moż­na zro­zu­mieć jedy­nie w tym świe­tle. Jeśli wszyst­ko trwa­ło­by w grze­chu, byli­by­śmy w sytu­acji naj­bar­dziej roz­pacz­li­wej ze wszyst­kich stwo­rzeń, nato­miast obiet­ni­ca  zwy­cię­stwa miło­ści Chry­stu­sa obej­mu­je wszyst­ko w miło­sier­dziu Ojca. Usły­sza­ne przez nas Sło­wo Boże nie pozo­sta­wia co do tego wąt­pli­wo­ści. Nie­po­ka­la­na Dzie­wi­ca sta­je przed nami jako uprzy­wi­le­jo­wa­ny świa­dek tej obiet­ni­cy i jej wypeł­nie­nia. Ten Nad­zwy­czaj­ny Rok Świę­ty jest tak­że darem łaski. Wej­ście przez te Drzwi ozna­cza odkry­cie głę­bi miło­sier­dzia  Ojca, któ­ry przyj­mu­je wszyst­kich i wycho­dzi oso­bi­ście na spo­tka­nie każ­de­go. To On nas poszu­ku­je, to On wycho­dzi nam na spo­tka­nie. Będzie to rok, w któ­rym mamy wzra­stać w prze­ko­na­niu o miło­sier­dziu. Jak wie­le krzyw­dy wyrzą­dza się Bogu i Jego łasce, kie­dy przede wszyst­kim się twier­dzi, że grze­chy są kara­ne Jego sądem, nie sta­wia­jąc nato­miast na pierw­szym miej­scu, że są odpusz­cza­ne przez Jego miło­sier­dzie (por. Augu­styn, De pra­ede­sti­na­tio­ne sanc­to­rum 12,24)! Tak, tak to się wła­śnie dzie­je. Musi­my przed­kła­dać miło­sier­dzie nad sąd, a w każ­dym przy­pad­ku sąd Boży będzie zawsze odby­wał się w świe­tle Jego miło­sier­dzia. Przej­ście przez Drzwi Świę­te spra­wi zatem, że poczu­je­my się uczest­ni­ka­mi tej tajem­ni­cy miło­ści, czu­łej tro­ski. Porzuć­my wszel­kie for­my lęku i stra­chu, bo nie przy­sto­ją one temu, kto jest kocha­ny; żyj­my raczej rado­ścią spo­tka­nia z łaską, któ­ra wszyst­ko prze­mie­nia. Dziś tu, w Rzy­mie, i we wszyst­kich die­ce­zjach świa­ta, prze­kra­cza­jąc Drzwi Świę­te, pra­gnie­my tak­że przy­po­mnieć inne drzwi, któ­re przed pięć­dzie­się­ciu laty sze­ro­ko otwo­rzy­li na świat ojco­wie sobo­ru. Rocz­ni­ca ta nie może być przy­po­mi­na­na jedy­nie ze wzglę­du na bogac­two wypra­co­wa­nych doku­men­tów, któ­re do dziś pozwa­la­ją na dostrze­że­nie wiel­kie­go postę­pu doko­na­ne­go w wie­rze. Sobór był bowiem przede wszyst­kim spo­tka­niem. Praw­dzi­wym spo­tka­niem mię­dzy Kościo­łem a ludź­mi naszych cza­sów. Spo­tka­niem nazna­czo­nym mocą Ducha Świę­te­go, któ­ry pobu­dził Kościół do wyj­ścia z oschło­ści, któ­re przez wie­le lat zamy­ka­ły go w sobie, aby z entu­zja­zmem pod­jąć dro­gę misyj­ną. Było to pod­ję­cie dro­gi, aby wyjść na spo­tka­nie każ­de­go czło­wie­ka, tam gdzie on żyje: w jego mie­ście, domu, miej­scu pra­cy… wszę­dzie tam, gdzie jest czło­wiek, tam Kościół jest wezwa­ny, aby do nie­go dotrzeć, aby zanieść radość Ewan­ge­lii, zanieść miło­sier­dzie oraz prze­ba­cze­nie Boga. Był to zatem impuls misyj­ny, któ­ry po tych latach podej­mu­je­my z taką samą siłą i tym samym entu­zja­zmem. Jubi­le­usz pobu­dza nas do tej otwar­to­ści i zobo­wią­zu­je, by nie zanie­dby­wać ducha, jaki wyło­nił się z Vati­ca­num II, ducha Miło­sier­ne­go Sama­ry­ta­ni­na, jak o tym przy­po­mniał bło­go­sła­wio­ny Paweł VI na zakoń­cze­nie sobo­ru. Prze­kro­cze­nie dzi­siaj Drzwi Świę­tych niech nas pobu­dzi do utoż­sa­mie­nia się z miło­sier­dziem Dobre­go Sama­ry­ta­ni­na.