Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

TYDZIEŃ LITURGICZNY

DRUGI TYDZIEŃ WIELKIEGO POSTU 22–27 II 2016

PONIEDZIAŁEK

1 P 5,1–4; Mt 16,13–19
ŚWIĘTO KATEDRY ŚW. PIOTRA
Sło­wo Boże: Paście sta­do Boże, któ­re jest przy was, strze­gąc go nie pod przy­mu­sem, ale z wła­snej woli, jak Bóg chce; nie ze wzglę­du na nie­go­dzi­we zyski, ale z odda­niem; i nie jak ci, któ­rzy cie­mię­żą gmi­ny, ale jako żywe przy­kła­dy dla sta­da. Kie­dy zaś obja­wi się Naj­wyż­szy Pasterz, otrzy­ma­cie nie­więd­ną­cy wie­niec chwa­ły. Kościół odkry­wa przed każ­dym czło­wie­kiem wła­ści­wy mu krąg odpo­wie­dzial­no­ści. W pierw­szym rzę­dzie trud odpo­wie­dzial­no­ści za Kościół podej­mu­ją star­si, czy­li bisku­pi. W prak­ty­ce reali­zu­je się on przez czu­wa­nie nad upo­rząd­ko­wa­niem wspól­no­ty i zacho­wa­niem wła­ści­we­go naucza­nia. To zada­nie podej­mu­ją rów­nież pre­zbi­te­rzy oraz świec­cy. Zaan­ga­żo­wa­nie w życie wspól­no­ty wyni­ka z łaski chrztu i świę­ceń. Nikt nie może podej­mo­wać swej aktyw­no­ści w poczu­ciu przy­mu­su. Bóg ocze­ku­je chęt­ne­go czy­nu, któ­ry odsło­ni ser­ce sko­re do bez­in­te­re­sow­no­ści.
WTOREK
Iz 1,10.16–20; Mt 23,1–12
Sło­wo Boże: Troszcz­cie się o spra­wie­dli­wość, wspo­ma­gaj­cie uci­śnio­ne­go, oddaj­cie słusz­ność sie­ro­cie, sta­waj­cie w obro­nie wdo­wy. Chodź­cie i spór ze Mną wiedź­cie! – mówi Pan. Choć­by wasze ser­ca były jak szkar­łat, jak śnieg wybie­le­ją; choć­by czer­wo­ne były jak pur­pu­ra, sta­ną się jak weł­na. Potrzeb­ne jest nawró­ce­nie. Zmia­na życia. Napra­wa krzywd. Umi­ło­wa­nie spra­wie­dli­wo­ści. Wraż­li­wość na ludz­ką nie­do­lę. Tu nie wystar­czą poje­dyn­cze czy­ny, odru­chy miło­sier­dzia, chwi­lo­we uczu­cie lito­ści. Prze­mia­na się­gać musi ser­ca i wyra­żać się w nowym spo­so­bie myśle­nia, w czy­stych i bez­in­te­re­sow­nych pra­gnie­niach. Każ­da spo­wiedź ozna­cza nową decy­zję cał­ko­wi­te­go zerwa­nia ze złem. Bóg, któ­ry zna nasze ser­ce, udzie­la swej łaski, gdy spo­strze­ga w nas wewnętrz­ną decy­zję zerwa­nia z grze­chem. I o nią pro­śmy dziś Pana.
ŚRODA
Jr 18,18–20; Mt 20,17–28
Sło­wo Boże: „Chodź­cie, uknuj­my zamach na Jere­mia­sza! Bo prze­cież nie zabrak­nie kapła­no­wi poucze­nia ani mędr­co­wi rady, ani pro­ro­ko­wi sło­wa. Chodź­cie uderz­my go języ­kiem, nie zwa­żaj­my wca­le na jego sło­wa!”. Usłysz mnie, Panie, i słu­chaj gło­su moich prze­ciw­ni­ków. Czy złem za dobre się pła­ci? Nic dziw­ne­go, że Jere­miasz skar­ży się na swój los. Nie wyrzą­dził naro­do­wi krzyw­dy, a został potrak­to­wa­ny jak zło­czyń­ca. Lecz fak­tem jest, że ludzie, gdy spo­tka­ją spra­wie­dli­we­go, wysta­wią na pró­bę jego spra­wie­dli­wość. Jeśli znaj­dą w oto­cze­niu szla­chet­ne­go, będą badać jego bez­in­te­re­sow­ność. Jeśli napo­tka­ją na swej dro­dze uczci­we­go, nie omiesz­ka­ją kusić go kom­pro­mi­sem z nie­uczci­wo­ścią. I jeśli spo­strze­gą czło­wie­ka wia­ry, nie­raz spró­bu­ją pod­wa­żyć jej sens. Trze­ba pro­sić, byśmy wszel­kie pró­by mie­li siłę poko­nać, bo to jest dro­ga ducho­we­go wzro­stu.
CZWARTEK
Jr 17,5–10; Łk 16,19–31
Sło­wo Boże: Prze­klę­ty mąż, któ­ry pokła­da nadzie­ję w czło­wie­ku i któ­ry w cie­le upa­tru­je swą siłę, a od Pana odwra­ca swe ser­ce… Bło­go­sła­wio­ny mąż, któ­ry pokła­da ufność w Panu, i Pan jest jego nadzie­ją! Jest on podob­ny do drze­wa zasa­dzo­ne­go nad wodą, co swe korze­nie pusz­cza ku stru­mie­nio­wi. Mąż prze­klę­ty, mąż bło­go­sła­wio­ny… dziś jesz­cze nie widać, kto prze­klę­ty, kto bło­go­sła­wio­ny. Bo trud­no roze­znać, kto pokła­da nadzie­ję w czło­wie­ku, kto w Bogu. Ale przy­cho­dzą takie doświad­cze­nia, któ­re odsła­nia­ją nasze naj­głęb­sze nadzie­je. Albo też obna­ża­ją nasz brak nadziei. Zanim jed­nak to nastą­pi, każ­dy ma moż­li­wość sam badać wła­sne sumie­nie i potra­fi odkryć, w czym pokła­da swo­ją nadzie­ję. Badaj­my sie­bie dokład­nie dziś, by jutro nie obna­ży­ło pust­ki nasze­go ser­ca. I pro­śmy, by Jezus dał nam łaskę rze­tel­ne­go pozna­nia, gdzie leży nasz błąd.
PIĄTEK
Rdz 37,3–4.12–13a.17b–28; Mt 21,33–43.45–46
Sło­wo Boże: Izra­el miło­wał Józe­fa bar­dziej niż wszyst­kich innych swych synów. Bra­cia Józe­fa widząc, że ojciec kocha go wię­cej niż ich wszyst­kich, tak go znie­na­wi­dzi­li, że nie mogli zdo­być się na to, by przy­jaź­nie z nim poroz­ma­wiać. Bra­cia Józe­fa nosi­li w ser­cu głę­bo­kie poczu­cie krzyw­dy. Ojciec wyraź­nie miło­wał naj­młod­sze­go Józe­fa i wca­le tego nie ukry­wał. I nic dziw­ne­go, że takie trak­to­wa­nie synów dopro­wa­dzi­ło do wza­jem­nej nie­na­wi­ści. Ale brak roz­trop­no­ści w postę­po­wa­niu ojca nie jest uspra­wie­dli­wie­niem dla nie­go­dzi­wo­ści. Bra­cia nie potra­fi­li zro­zu­mieć uczuć ojca (jego miło­ści wobec naj­młod­sze­go), nie potra­fi­li doce­nić otrzy­ma­ne­go daru (też byli oto­cze­ni miło­ścią). Wpa­dli w sidła, jakie zapusz­cza na czło­wie­ka nie­po­ko­na­ne poczu­cie krzyw­dy. Jak roz­wią­zu­je­my wła­sne poczu­cie krzyw­dy?
SOBOTA
Mi 7,14–15.18–20; Łk 15,1–3.11–32
Sło­wo Boże: Któ­ryż Bóg podob­ny Tobie, któ­ry odda­lasz nie­pra­wość, odpusz­czasz wystę­pek Resz­cie dzie­dzic­twa Twe­go? Nie żywi On gnie­wu na zawsze, bo upodo­bał sobie miło­sier­dzie. Uli­tu­je się zno­wu nad nami, zetrze nasze nie­pra­wo­ści. Wrzu­cisz w głę­bi­ny mor­skie wszyst­kie ich grze­chy. Bar­dzo waż­nym wymia­rem modli­twy jest wzbu­dza­nie w ludz­kim ser­cu nadziei. Codzien­ność nie szczę­dzi nam roz­cza­ro­wań. Nie­raz w takim sta­nie ducha sta­je­my do modli­twy. Trze­ba dobrze spo­glą­dać na boskie­go roz­mów­cę, by ocza­mi ser­ca spo­strzec nie­spo­ty­ka­ną wśród ludzi wier­ność  Boga. By mieć pew­ność co do miło­sier­dzia, poko­nu­ją­ce­go nasze nie­pra­wo­ści. By zachwy­cić się łaska­wo­ścią Stwór­cy. By poko­nać trud­ne chwi­le znie­chę­ce­nia. Tak, potrzeb­na jest nam modli­twa, któ­ra budzi nadzie­ję, daje opar­cie w Bogu.