Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

TYDZIEŃ LITURGICZNY

CZWARTY TYDZIEŃ WIELKIEGO POSTU 7–12 III 2016

PONIEDZIAŁEK
Iz 65,17–21; J 4,43–54
Sło­wo Boże: Oto Ja stwa­rzam nowe nie­bio­sa i nowa zie­mię; nie będzie się wspo­mi­nać daw­niej­szych dzie­jów ani na myśl one nie przyj­dą. Prze­ciw­nie, będzie radość i wese­le na zawsze z tego, co ja stwo­rzę; bo oto Ja uczy­nię z Jero­zo­li­my „Wese­le” i z jej ludu – „Radość”. Roz­we­se­lę się z Jero­zo­li­my i roz­ra­du­ję się z jej ludu. Choć bar­dzo czę­sto wspo­mnie­nia zwią­za­ne są z jasny­mi chwi­la­mi prze­szło­ści (bo ludz­ka pamięć dzia­ła nader wybiór­czo), to histo­ria Jero­zo­li­my zawie­ra wie­le trud­nych, bole­snych wręcz zda­rzeń, zna­czo­nych nie­wier­no­ścią. Jeśli Stwór­ca mówi o rado­ści zwią­za­nej z Izra­elem, to dla­te­go
tyl­ko, że Jego łaska doko­na rady­kal­nej prze­mia­ny: nasy­co­na grze­chem prze­szłość odej­dzie w nie­pa­mięć, powsta­nie nowe dzie­ło jako sku­tek Boże­go bło­go­sła­wień­stwa. I tak też jest w naszym życiu oso­bi­stym: przyj­mu­jąc łaskę Boga jeste­śmy rado­ścią Stwór­cy. Stąd wezwa­nie: „Sła­wię Cię, Panie, bo mnie wyba­wi­łeś”.
WTOREK
Ez 47,1–9.12; J 5,1–3a.5–16
Sło­wo Boże: Wszyst­kie też isto­ty żyją­ce, od któ­rych się tam roi, dokąd­kol­wiek potok wpły­nie, pozo­sta­ną przy życiu: będzie tam nie­zli­czo­na ilość ryb, bo dokąd­kol­wiek dotrą te wody, wszyst­ko będzie uzdro­wio­ne. A nad brze­ga­mi poto­ku mają rosnąć po obu stro­nach róż­ne­go rodza­ju drze­wa owo­co­we, któ­rych liście nie więd­ną… Pro­rok rysu­je suge­styw­ny obraz wody, wypły­wa­ją­cej ze świą­ty­ni. Ta woda kry­je w sobie moc nad­zwy­czaj­ną. Nie­sie uzdro­wie­nie wszel­kie­mu stwo­rze­niu. To zna­czy, że poza zasię­giem tych­że wód gra­su­ją cho­ro­by. Wody ze świą­ty­ni zdol­ne są ule­czyć każ­dą z nich. Wody te zapew­nia­ją tak­że owo­co­wa­nie każ­de­mu drze­wu i każ­dej rośli­nie. Ten obraz uka­zu­je dzia­ła­nie łaski sakra­men­tal­nej, któ­ra wypły­wa z Kościo­ła, by nieść pomoc każ­de­mu, kto cier­pi z powo­du grze­chu, swej sła­bo­ści, czy zagu­bie­nia. Nie wol­no odciąć się od tego uzdra­wia­ją­ce­go stru­mie­nia, bo mnó­stwo cho­rób wciąż ata­ku­je nasze­go ducha.
ŚRODA
Iz 49,8–15; J 5,17–30
Sło­wo Boże: „Góry, wybuch­nij­cie rado­snym okrzy­kiem! Albo­wiem Pan pocie­szył swój lud. Zli­to­wał się nad jego bied­ny­mi”. Mówił Syjon: „Pan mnie opu­ścił…”. „Czyż może nie­wia­sta zapo­mnieć o swym nie­mow­lę­ciu, ta, któ­ra kocha syna swe­go łona? A nawet gdy­by ona zapo­mnia­ła, ja nie zapo­mnę o tobie!”. Zwy­kle zwra­ca­my uwa­gę, jak dziec­ko cie­szy się z otrzy­ma­ne­go pre­zen­tu. Ale dobrze zda­je­my sobie spra­wę z fak­tu, że jedy­nym i praw­dzi­wym źró­dłem rado­ści dziec­ka jest obec­ność mat­ki i ojca, a wła­ści­wie ich rodzi­ciel­ska miłość. Jeśli pro­rok mówi dziś o wybu­chu rado­ści, to wska­zu­je na tę wła­śnie przy­czy­nę: wbrew odczu­ciom Syjon nie został opusz­czo­ny. Miłość Boga Ojca jest miło­ścią zarów­no ojcow­ską, jak i macie­rzyń­ską. Przy czym o ile w ludz­kich rela­cjach rodzice–dziecko może poja­wić się bole­sny brak, o tyle w miło­ści Stwór­cy nigdy tak się nie sta­nie. Bo miłość Pana jest więk­sza od tej ojcow­skiej i tej mat­czy­nej: peł­na czu­ło­ści, wier­na, zatro­ska­na o przy­szłość, bez­wa­run­ko­wa. I wciąż jesz­cze wyma­ga odkry­cia.
CZWARTEK
Wj 32,7–14; J 5,31–47
Sło­wo Boże: „Widzę, że lud ten jest ludem o twar­dym kar­ku. Pozwól, aby roz­pa­lił się gniew mój na nich…”. Moj­żesz jed­nak zaczął usil­nie bła­gać Boga swe­go, Pana, i mówić: „Dla­cze­go, Panie, pło­nie gniew Twój prze­ciw ludo­wi Twe­mu, któ­ry wypro­wa­dzi­łeś z zie­mi egip­skiej wiel­ką mocą i sil­ną ręką?”. To była wyjąt­ko­wa pró­ba, przed któ­rą sta­nął Moj­żesz. Prze­cież sam Bóg zapro­po­no­wał, że wypro­wa­dzi z nie­go nowy lud w miej­sce Izra­ela, któ­ry tak szyb­ko oka­zał nie­wier­ność. A jed­nak patriar­cha zaczął gorą­co wołać do Pana o miło­sier­dzie. Stwór­ca wysłu­chał bła­gal­nej modli­twy swe­go słu­gi Moj­że­sza i prze­ba­czył naro­do­wi popeł­nio­ny grzech. Moż­na dziś obu­rzać się na gru­py ludzi i nawet całe spo­łecz­no­ści, któ­re sprze­nie­wie­rza­ją się Bogu. I moż­na doma­gać się, by ludzie zosta­li uka­ra­ni. Ale czy Pan tego ocze­ku­je? Czy nie liczy raczej na wsta­wien­ni­cze bła­ga­nie w inten­cji każ­de­go, kto błą­dzi?
PIĄTEK
Mdr 2,1a.12–22; J 7,1–2.10.25–30
Sło­wo Boże: Myl­nie rozu­mu­jąc, bez­boż­ni mówi­li sobie: „Zrób­my zasadz­kę na spra­wie­dli­we­go, bo nam nie­wy­god­ny: sprze­ci­wia się nasze­mu dzia­ła­niu, zarzu­ca nam prze­kra­cza­nie Pra­wa, wypo­mi­na nam prze­kra­cza­nie naszych zasad kar­no­ści. Gło­si, że zna Boga, zwie sie­bie dziec­kiem Pań­skim. Jest potę­pie­niem naszych zamy­słów…”. Trze­ba mieć odwa­gę, by pozo­stać spra­wie­dli­wym. Trze­ba mieć odwa­gę, by nie ulec poku­sie kom­pro­mi­su z nie­uczci­wo­ścią. By pozo­stać nie­prze­kup­nym. By zacho­wać wła­sne zda­nie. By nie utra­cić trzeź­we­go osą­du rze­czy­wi­sto­ści. By być zdol­nym iść pod prąd. By zacho­wać sza­cu­nek wobec pra­wa Boże­go i ludz­kie­go. By nie sku­sić się łatwi­zną. Jed­nym sło­wem: trze­ba mieć odwa­gę, by god­nie żyć. Taka posta­wa musi kosz­to­wać. A jeśli nawet nie zawsze uda się god­nie prze­żyć kon­kret­ną chwi­lę, to war­to uznać, że „Pan jest zawsze bli­ski dla skru­szo­nych w ser­cu”, choć nie od razu jest to oczy­wi­ste.
SOBOTA
Jr 11,18–20; J 7,40–53
Sło­wo Boże: Nie wie­dzia­łem, że powzię­li prze­ciw mnie zgub­ne pla­ny: „Zniszcz­my drze­wo w peł­ni jego sił, zgładź­my go z zie­mi żyją­cych…”. Lecz Pan Zastę­pów jest spra­wie­dli­wym sędzią, bada sumie­nie i ser­ce. Chciał­bym zoba­czyć Two­ją pomstę na nich, albo­wiem Tobie powie­rzam swo­ją spra­wę. Zacho­wać pokój ser­ca w nie­po­wo­dze­niach, w prze­śla­do­wa­niach, w chwi­li nad­uży­cia naszej dobro­ci i życz­li­wo­ści, gdy przyj­dzie sta­nąć wobec muru, jakim jest ludz­ka złość i prze­wrot­ność. Czy to moż­li­we? Tak, jeśli potra­fi­my ser­cem całym i umy­słem powie­dzieć: „Panie, mój Boże, Tobie zaufa­łem”. Te pro­ste sło­wa potwier­dza­ją, iż wie­rzy­my w spra­wie­dli­wość osta­tecz­ną, któ­rej źró­dłem jest Bóg. Ozna­cza to, że ufa­my Panu, dla któ­re­go nie jest taj­ne żad­ne ludz­kie sumie­nie, któ­ry nie pozo­sta­wi bez nagro­dy naj­mniej­sze­go dobra i nie zga­dza się na naj­mniej­sze zło. To ozna­cza tak­że, że Stwór­cy pozo­sta­wia­my wymie­rze­nie spra­wie­dli­wo­ści.