Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

TYDZIEŃ LITURGICZNY

PIĄTY TYDZIEŃ WIELKIEGO POSTU 14–19 III 2016

PONIEDZIAŁEK
Dn 13,1–9.15–17.19–30.33–62; J 8,12–20
Sło­wo Boże: Zgro­ma­dze­nie dało im wia­rę… Ska­za­no ją na karę śmier­ci. Wte­dy Zuzan­na zawo­ła­ła dono­śnym gło­sem: „Wie­ku­isty Boże, któ­ry znasz to, co jest ukry­te, i wiesz wszyst­ko, zanim się sta­nie. Ty wiesz, że zło­ży­li fał­szy­we oskar­że­nie prze­ciw mnie. Oto umie­ram, cho­ciaż nie uczy­ni­łam nic z tego, o co mnie oni zło­śli­wie obwi­nia­ją”. Byli star­szy­mi ludu i sędzia­mi. Cie­szy­li się znacz­nym auto­ry­te­tem. Rów­no­cze­śnie pro­wa­dzi­li podwój­ne życie. Nad­uży­wa­jąc swo­jej pozy­cji wyko­rzy­sty­wa­li nie­win­nych ludzi. To moż­na okre­ślić jed­nym sło­wem – korup­cja. Ale przy­szła taka chwi­la, gdy spo­tka­li na swej dro­dze oso­bę o wyjąt­ko­wej pra­wo­ści. Wyko­rzy­sty­wa­nie sta­no­wisk spo­łecz­nych do osią­ga­nia korzy­ści to moc­na poku­sa mają­cych wła­dzę, a ule­ga­nie jej słusz­nie spo­ty­ka się z potę­pie­niem. Jed­nak­że sku­tecz­ne potę­pie­nie może wyjść tyl­ko od czło­wie­ka pra­we­go. Jeśli nie chce­my sko­rum­po­wa­nej wła­dzy, tym bar­dziej troszcz­my się o wła­sną pra­wość.
WTOREK
Lb 21,4–9; J 8,21–30
Sło­wo Boże: I zaczę­li mówić prze­ciw Bogu i Moj­że­szo­wi: „Cze­mu wypro­wa­dzi­li­ście nas z Egip­tu, byśmy tu na pusty­ni pomar­li? Nie ma chle­ba ani wody, a uprzy­krzył się nam już ten pokarm mizer­ny”. Zesłał więc Pan na lud węże o jadzie palą­cym, któ­re kąsa­ły ludzi, tak że wiel­ka licz­ba Izra­eli­tów zmar­ła. Bywa, że czło­wiek podej­mu­je czyn i nie jest do koń­ca świa­do­my zna­cze­nia i skut­ków tego, co pod­jął. Rów­no­cze­śnie zda­rza się, iż z upły­wem cza­su wra­że­nie dane­go zła i nie­bez­pie­czeń­stwa stop­nio­wo się zacie­ra. Tak sta­ło się na pusty­ni z naro­dem wybra­nym. Z upły­wem kolej­nych dni i mie­się­cy nie­wo­la w Egip­cie nie wyglą­da­ła już prze­ra­ża­ją­co, a odzy­ska­na wol­ność tra­ci­ła swój miły smak wśród utra­pień wędrów­ki przez pusty­nię. Tęsk­no­ta za nie­wo­lą zaczę­ła domi­no­wać. Jedy­nie moc­ny głos Moj­że­sza i łaska Pana pozwo­li­ły zacho­wać wła­ści­wy kie­ru­nek – ku wol­no­ści. Cho­dzi tu o nie­wo­lę grze­chu i wol­ność od grze­chu.
ŚRODA
Dn 3,14–20.91–92.95; J 8,31–42
Sło­wo Boże: Król Nabu­cho­do­no­zor powie­dział: „Czy jest praw­dą Sza­dra­ku, Mesza­ku i Abed-Nego, że nie czci­cie moje­go boga ani nie odda­je­cie pokło­nu zło­te­mu posą­go­wi, któ­ry wznio­słem? Czy teraz jeste­ście goto­wi – w chwi­li gdy usły­szy­cie dźwięk rogu, fle­tu, lut­ni, har­fy, psal­te­rium, dud… upaść na twarz i oddać pokłon posą­go­wi?”. Trzej wier­ni słu­dzy Pana, któ­ry jest jedy­nym Bogiem i Stwo­rzy­cie­lem wszyst­kie­go, nie ule­gli pre­sji same­go wład­cy, nie ule­gli naci­sko­wi, jaki two­rzył zewnętrz­ny splen­dor spra­wo­wa­ne­go kul­tu, nie pod­da­li się namo­wom roz­ma­itych ludzi i nie wyko­na­li czy­nu, któ­ry był­by zaprze­cze­niem ich wia­ry w Jedy­ne­go. Oczy­wi­ście musia­ła taka posta­wa spo­tkać się z rady­kal­ną reak­cją – zosta­li ska­za­ni na okrut­ną śmierć i wrzu­ce­ni do roz­pa­lo­ne­go pie­ca. Oka­za­ło się, że w tak dra­ma­tycz­nej sytu­acji doświad­czy­li nama­cal­nej opie­ki swe­go Pana. Czy Stwór­ca trak­tu­je nas podob­nie? Zde­cy­do­wa­nie tak. Bo zawsze jest wier­ny swe­mu sło­wu.
CZWARTEK
Rdz 17,3–9; J 8,51–59
Sło­wo Boże: Abram padł na obli­cze, a Bóg tak do nie­go mówił: „Oto moje przy­mie­rze z tobą: sta­niesz się ojcem mnó­stwa naro­dów. Nie będziesz więc odtąd nazy­wał się Abram, lecz imię two­je będzie Abra­ham, bo uczy­nię cie­bie ojcem mnó­stwa naro­dów. Spra­wię, że będziesz nie­zmier­nie płod­ny…”. Podob­ne zda­rze­nia czę­sto mia­ły miej­sce w świę­tej histo­rii, zna­czo­nej spo­tka­niem Boga z czło­wie­kiem. Stwór­ca wybra­ne­mu daje nowe imię. To ozna­cza rady­kal­ną zmia­nę w czło­wie­ku. Patriar­cha otrzy­mał nowe zada­nie, Bóg wsparł go nową łaską i wska­zał nowe imię – to wszyst­ko mówi o nowo­ści, jaka poja­wi­ła się w życiu osiem­dzie­się­cio­let­nie­go czło­wie­ka. Nigdy nie jest za póź­no na prze­mia­nę życia. Jeste­śmy ochrzcze­ni, nosi­my dar Boży w swym ser­cu, lecz „uru­cho­mie­nie” łaski tego sakra­men­tu w peł­ni nie­ko­niecz­nie już się doko­na­ło. Zatem na zmia­nę nie jest za póź­no. Dziś jest naj­lep­szą na to chwi­lą.
PIĄTEK
Jr 20,10–13; J 10,31–42
Sło­wo Boże: Wszy­scy zaprzy­jaź­nie­ni ze mną wypa­tru­ją moje­go upad­ku: „Może on da się zwieść, tak że go zwy­cię­ży­my i wywrze­my pomstę na nim!”. Ale Pan jest przy mnie jako potęż­ny mocarz; dla­te­go moi prze­śla­dow­cy usta­ną i nie zwy­cię­żą. Będą bar­dzo zawsty­dze­ni swo­ją poraż­ką… Trud­no o bar­dziej nie­sprzy­ja­ją­cy kli­mat do dzia­ła­nia, sko­ro nawet zaprzy­jaź­nie­ni z pro­ro­kiem wiesz­czą jego upa­dek. Tu nie cho­dzi o sta­wia­nie prze­szkód czy przy­sło­wio­we kopa­nie doł­ków. Bli­scy nie wie­rzą w powo­dze­nie misji pro­ro­ka, któ­ry w ten spo­sób pozo­stał samot­ny gło­sząc sło­wo Pana. I tak bywa nie­jed­no­krot­nie – posłu­gi­wa­nie Bożej spra­wie może zro­dzić osa­mot­nie­nie. I to jest real­ny koszt, z któ­rym trze­ba się liczyć. Samot­ność w słusz­nej spra­wie – to nie­jed­no­krot­nie tak­że nasz los. Moż­na dzia­łać bez innych, ale nigdy bez Boga.
SOBOTA
2 Sm 7,4–5a.12–14a.16;
Rz 4,13.16–18.22; Mt 1,16.18–21.24a
UROCZYSTOŚĆ ŚW. JÓZEFA
Sło­wo Boże: To mówi Pan: „Kie­dy wypeł­nią się two­je dni i spo­czniesz obok swych przod­ków, wte­dy wzbu­dzę po tobie potom­ka two­je­go, któ­ry wyj­dzie z two­ich wnętrz­no­ści, i utwier­dzę jego kró­le­stwo. On zbu­du­je dom imie­niu memu, a Ja utwier­dzę tron jego kró­le­stwa na wie­ki. Ja będę mu ojcem, a on będzie Mi synem”. Poto­mek Dawi­da ma wznieść dom Boga. Rze­czy­wi­ście Salo­mon zbu­do­wał świą­ty­nię. Mimo że odbu­do­wy­wa­ny i upięk­sza­ny gmach był wiel­kiej uro­dy, nie było to speł­nie­niem tam­tej obiet­ni­cy. Dopie­ro Jezus wzniósł świą­ty­nię dla imie­nia Boże­go – zało­żył Kościół i każ­de­go w Koście­le poprzez Chrzest uczy­nił domem dla Boga. Zatem niko­mu nie wol­no tego domu, jakim jest wła­sne życie, zawłasz­czać dla sie­bie, ani tym bar­dziej znisz­czyć go. Sens domu speł­nia się w tym, że słu­ży miesz­kań­co­wi. Czy ma sens pusty dom? Czy ma sens życie sku­pio­ne na sobie? Czy ma sens życie pozba­wio­ne Boga?