Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

Z NAUCZANIA OJCA ŚWIĘTEGO

BÓG ZAWSZE CZEKA NA NASZE NAWRÓCENIE!

Frag­men­ty roz­wa­ża­nia Ojca Świę­te­go Fran­cisz­ka, wygło­szo­ne­go na pla­cu Św. Pio­tra w Waty­ka­nie, 6 mar­ca br., przed modli­twą „Anioł Pań­ski”.

Fot. L’Osservatore Roma­no

Dro­dzy bra­cia i sio­stry!
W pięt­na­stym roz­dzia­le Ewan­ge­lii św. Łuka­sza znaj­du­je­my trzy przy­po­wie­ści o miło­sier­dziu: o owcy zagu­bio­nej, o zna­le­zio­nej mone­cie, a tak­że wspa­nia­łą przy­po­wieść o synu mar­no­traw­nym, a raczej miło­sier­nym ojcu. Wspa­nia­le by dziś było, gdy­by każ­dy z nas wziął do ręki Ewan­ge­lię, ten roz­dział Ewan­ge­lii św. Łuka­sza i prze­czy­tał te trzy przy­po­wie­ści. Po– śród dro­gi wiel­ko­post­nej Ewan­ge­lia przed­sta­wia nam wła­śnie tę ostat­nią przy­po­wieść, któ­rej głów­nym boha­te­rem jest ojciec z dwo­ma syna­mi. Opo­wia­da­nie pozwa­la nam zro­zu­mieć pew­ne cechy tego ojca: jest to czło­wiek zawsze gotów wyba­czyć; czło­wiek, któ­ry ma nadzie­ję wbrew wszel­kiej nadziei. Ude­rza przede wszyst­kim jego tole­ran­cja w obli­czu decy­zji młod­sze­go syna, by opu­ścić dom: mógł się prze­ciw­sta­wić, wie­dząc, że wciąż jest nie­doj­rza­ły, mło­dy chło­pak, albo mógł poszu­kać jakie­goś adwo­ka­ta, żeby nie prze­ka­zać mu spad­ku, bo prze­cież cią­gle żył. A jed­nak pozwo­lił mu odejść, cho­ciaż prze­wi­dy­wał moż­li­we zagro­że­nia. Tak też dzia­ła Bóg wobec nas: pozwa­la nam korzy­stać z naszej wol­no­ści, nawet popeł­niać błąd, ponie­waż stwa­rza­jąc nas, obda­rzył nas wiel­kim darem wol­no­ści. Od nas zale­ży, aby go dobrze wyko­rzy­stać. Ten dar wol­no­ści, jakim obda­rza nas Bóg, zawsze mnie zdu­mie­wa! (…) A prze­cież ten syn dopu­ścił się rze­czy poważ­nych. Ale ojciec powi­tał go z otwar­ty­mi ramio­na­mi. To samo podej­ście ma rów­nież ojciec do star­sze­go syna, któ­ry zawsze był w domu, a teraz obu­rzo­ny pro­te­stu­je, ponie­waż nie rozu­mie i nie podzie­la całej tej dobro­ci wobec bra­ta, któ­ry pobłą­dził. Ojciec wycho­dzi rów­nież na spo­tka­nie tego syna i przy­po­mi­na mu, że zawsze byli razem, wszyst­ko mają wspól­ne, ale trze­ba przy­jąć z rado­ścią bra­ta, któ­ry wresz­cie powró­cił do domu. A to spra­wia, że myślę o jed­nej rze­czy: kie­dy ktoś czu­je się grzesz­ni­kiem, czu­je, że napraw­dę nie­wie­le zna­czy, albo jak sły­sza­łem ludzi, wie­lu ludzi mówią­cych: „Ojcze jest we mnie sam brud!” –
wte­dy jest to chwi­la, aby pójść do Ojca. Nato­miast kie­dy ktoś czu­je się spra­wie­dli­wym – „zawsze dobrze czy­ni­łem” – tak­że i wte­dy Ojciec wycho­dzi, żeby nas szu­kać, bo ta posta­wa poczu­cia się spra­wie­dli­wym jest złą posta­wą: to pycha. Pocho­dzi od dia­bła. Ojciec ocze­ku­je tych, któ­rzy uzna­ją sie­bie za grzesz­ni­ków i idzie szu­kać tych, któ­rzy czu­ją się spra­wie­dli­wy­mi. Taki jest nasz Ojciec! (…) Postać ojca z przy­po­wie­ści obja­wia ser­ce Boga. Jest On miło­sier­nym Ojcem, któ­ry w Jezu­sie miłu­je nas ponad wszel­ką mia­rę, zawsze cze­ka na nasze nawró­ce­nie, za każ­dym razem, gdy zbłą­dzi­my, cze­ka na nasz powrót, gdy się od Nie­go odda­la­my, myśląc, że może­my się bez Nie­go obyć; zawsze jest gotów otwo­rzyć nam swo­je ramio­na, cokol­wiek by się zda­rzy­ło. (…) W sakra­men­cie pojed­na­nia może­my zawsze zacząć od nowa: On nas przyj­mu­je i przy­wra­ca nam god­ność swo­ich dzie­ci, i mówi nam: „Idź naprzód! Bądź w poko­ju! Powstań, idź naprzód!”. W okre­sie Wiel­kie­go Postu, któ­ry jesz­cze nas dzie­li od Wiel­ka­no­cy, jeste­śmy wezwa­ni do zin­ten­sy­fi­ko­wa­nia naszej ducho­wej dro­gi nawró­ce­nia. Pozwól­my, aby dotar­ło do nas peł­ne miło­ści spoj­rze­nie nasze­go Ojca i powróć­my do Nie­go całym ser­cem, odrzu­ca­jąc wszel­kie kom­pro­mi­sy z grze­chem. Niech nam towa­rzy­szy Mary­ja Pan­na aż do odra­dza­ją­ce­go uści­sku z Bożym Miło­sier­dziem.