Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

SŁOWA ŻYCIA

NIEDZIELA:
Dz 10,34a.37–43; Kol 3,1–4; J 20,1–9

NIEDZIELA ZMARTWYCHWSTANIA PAŃSKIEGO

APOSTOŁOWIE PRZY GROBIE ZMARTWYCHWSTAŁEGO

Trzy Marie przy gro­bie Hubert i Jan van Eyck, ok. 1420

Pierw­sze­go dnia po sza­ba­cie, wcze­snym ran­kiem, gdy jesz­cze było ciem­no, Maria Mag­da­le­na uda­ła się do gro­bu i zoba­czy­ła kamień odsu­nię­ty od gro­bu. Pobie­gła więc i przy­by­ła do Szy­mo­na Pio­tra i do dru­gie­go ucznia, któ­re­go Jezus miło­wał, i rze­kła do nich: Zabra­no Pana z gro­bu i nie wie­my, gdzie Go poło­żo­no. Wyszedł więc Piotr i ów dru­gi uczeń i szli do gro­bu. Bie­gli oni oby­dwaj razem, lecz ów dru­gi uczeń wyprze­dził Pio­tra i przy­był pierw­szy do gro­bu. A kie­dy się nachy­lił, zoba­czył leżą­ce płót­na, jed­nak­że nie wszedł do środ­ka. Nad­szedł potem tak­że Szy­mon Piotr, idą­cy za nim. Wszedł on do wnę­trza gro­bu i ujrzał leżą­ce płót­na oraz chu­s­tę, któ­ra była na Jego gło­wie, leżą­cą nie razem z płót­na­mi, ale oddziel­nie zwi­nię­tą na jed­nym miej­scu. Wte­dy wszedł do wnę­trza tak­że i ów dru­gi uczeń, któ­ry przy­był pierw­szy do gro­bu. Ujrzał i uwie­rzył. Dotąd bowiem nie rozu­mie­li jesz­cze Pisma, któ­re mówi, że On ma powstać z mar­twych.
ROZWAŻANIE
Może war­to uru­cho­mić wyobraź­nię: pierw­szy dzień po sza­ba­cie, pora­nek, ostre pro­mie­nie słoń­ca lek­ko wzno­szą­ce­go się nad linią hory­zon­tu, oży­wio­ny (jak to zwy­kle o tej porze dnia) śpiew pta­ków… A tu trze­ba iść do gro­bu, powró­cić do bole­snych wyda­rzeń, o któ­rych chcia­ło­by się jak naj­szyb­ciej zapo­mnieć. Ale Maria Mag­da­le­na nie może zapo­mnieć, nie może nie pod­jąć ostat­niej posłu­gi wobec Mistrza. I oto peł­ne zasko­cze­nie: odsu­nię­ty kamień, pusty grób. I oka­zu­je się, że nie trze­ba powra­cać do bole­snej prze­szło­ści, bo wraz z otwar­tym gro­bem roz­po­czął się nowy czas, nowy dzień, o któ­rym Kościół dziś mówi: W tym dniu wspa­nia­łym wszy­scy się wesel­my.

(rs)