Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

TYDZIEŃ LITURGICZNY

PIERWSZY TYDZIEŃ WIELKANOCNY 28 III – 2 IV 2016

PONIEDZIAŁEK

Dz 2,14.22–32; Mt 28,8–15
Sło­wo Boże: Jezu­sa Naza­rej­czy­ka, Męża, któ­re­go posłan­nic­two Bóg potwier­dził nie­zwy­kły­mi czy­na­mi… Tego Męża, któ­ry z woli, posta­no­wie­nia i prze­wi­dze­nia Boże­go został wyda­ny, przy­bi­li­ście ręka­mi bez­boż­nych do krzy­ża i zabi­li­ście. Lecz Bóg wskrze­sił Go, zerwaw­szy wię­zy śmier­ci, gdyż nie­moż­li­we było, aby ona pano­wa­ła nad Nim. Ręce bez­boż­nych w zabój­czy uścisk pochwy­ci­ły nawet Syna Boże­go. Ręce bez­boż­nych – pierw­sze sko­ja­rze­nie bie­gnie głę­bo­ko w histo­rię. Ale to nie tyl­ko ręce histo­rycz­nych osób sprzed lat. To ręce czło­wie­ka, któ­ry słu­ży grze­cho­wi tak­że dziś. Zabój­czy uścisk grze­chu obej­mu­je każ­de­go, któ­ry grze­cho­wi słu­ży. Destruk­cyj­ny uścisk grze­chu się­gnął Jezu­sa – i tu grzech poniósł klę­skę. Nasz Pan zwy­cię­żył. I dla­te­go nisz­czą­cy uścisk grze­chu, doty­ka­ją­cy nasze­go życia, może­my poko­nać łącząc się ze zwy­cię­stwem Jezu­sa. Idąc za zwy­cię­skim Panem nie prze­sta­je­my wołać: „Strzeż mnie, o Boże, Tobie zaufa­łem”.
WTOREK
Dz 2,36–41; J 20,11–18
Sło­wo Boże: „Cóż mamy czy­nić, bra­cia?” – zapy­ta­li Pio­tra i pozo­sta­łych Apo­sto­łów. „Nawróć­cie się – powie­dział do nich Piotr – i niech każ­dy z was ochrzci się w imię Jezu­sa Chry­stu­sa na odpusz­cze­nie grze­chów waszych, a otrzy­ma­cie w darze Ducha Świę­te­go. Bo dla was jest obiet­ni­ca i dla dzie­ci waszych…”. Czło­wiek zapę­dzo­ny w śle­py zaułek pyta bez­rad­nie: co mam teraz robić? Grzech raz uczy­nio­ny, grzech póź­niej powta­rza­ny, prze­ra­dza się w nałóg, trud­ne do poko­na­nia przy­zwy­cza­je­nie. I to jest jeden z trud­niej­szych zauł­ków ludz­kie­go życia. A bywa nie­raz, że nawet poje­dyn­czy grzech wpę­dza w sytu­ację, wyda­je się, bez wyj­ścia. Tym­cza­sem wyj­ście jest bar­dzo pro­ste. Recep­ta Pio­tra jest uni­wer­sal­na i na dziś: „Nawróć­cie się”. To jest roz­wią­za­niem naj­bar­dziej skom­pli­ko­wa­nych sytu­acji. Owszem, jest to roz­wią­za­nie, któ­re wyma­ga spo­rej por­cji odwa­gi. Ale inne­go, trwa­łe­go i sku­tecz­ne­go nie ma.
ŚRODA
Dz 3,1–10; Łk 24,13–35
Sło­wo Boże: Zoba­czyw­szy Pio­tra i Jana, gdy mie­li wejść do świą­ty­ni, pro­sił ich o jał­muż­nę. Lecz Piotr powie­dział: „Spójrz na nas!”. A on patrzył na nich… „Nie mam sre­bra ani zło­ta – powie­dział Piotr – ale co mam, to ci daję: W imię Jezu­sa Chry­stu­sa Naza­rej­czy­ka, chodź!”. I ująw­szy go za pra­wą rękę, pod­niósł go. Spa­ra­li­żo­wa­ny czło­wiek, przy­no­szo­ny codzien­nie pod bra­mę świą­ty­ni, nie miał wiel­kich ocze­ki­wań. Liczył jedy­nie na drob­ne dat­ki od prze­cho­dzą­cych piel­grzy­mów, któ­re pozwo­li­ły­by mu prze­żyć spo­koj­nie kolej­ny dzień. I tak było przez lata. A może jed­nak przy­naj­mniej od cza­su do cza­su marzył o czymś wię­cej? Tego nigdy się nie dowie­my. Wie­my nato­miast, że Pan przez posłu­gę Apo­sto­łów dał coś, co rady­kal­nie zmie­ni­ło jego życie. Po latach sta­nął na wła­snych nogach. Pan nadal przez posłu­gę każ­de­go ze swych uczniów pra­gnie obda­ro­wy­wać kolej­ny­mi dara­mi, któ­re są w sta­nie zmie­niać ludz­kie życie.
CZWARTEK
Dz 3,11–26; Łk 24,35–48
Sło­wo Boże: Dla­cze­go tak­że patrzy­cie na nas jak­by­śmy wła­sną mocą lub poboż­no­ścią spra­wi­li, że on cho­dzi? Bóg naszych ojców wsła­wił Słu­gę swe­go, Jezu­sa (…) I przez wia­rę w Jego imię temu czło­wie­ko­wi, któ­re­go oglą­da­cie i któ­re­go zna­cie, imię to przy­wró­ci­ło siły. Wia­ra wzbu­dzo­na przez nie­go dała mu tę peł­nię sił… Co jest przy­czy­ną zdzi­wio­nych spoj­rzeń ludzi zgro­ma­dzo­nych w kruż­gan­ku Salo­mo­na? Wyda­je się, że cho­dzi tu o uzdro­wie­nie spa­ra­li­żo­wa­ne­go czło­wie­ka. Bo oto pozba­wio­ny wła­dzy w nogach nagle zaczy­na samo­dziel­nie cho­dzić. Lecz tak napraw­dę zdu­mie­nie musi wzbu­dzić wia­ra Apo­sto­łów. Wzy­wa­jąc imie­nia Jezu­sa doko­na­li uzdro­wie­nia. A uzdro­wie­nie jest obja­wie­niem wia­ry, wyra­zem jej prze­mie­nia­ją­cej mocy. Być może, stwier­dzi­my zaraz: taka wia­ra nie jest dziś czymś powsze­dnim. Ale to zna­czy, że tu jest nasz błąd. Brak wia­ry dzia­ła­ją­cej cuda to nasza sła­bość. Bo war­to pamię­tać, że nie jest ona czymś dla nas nie­do­stęp­nym.
PIĄTEK
Dz 4,1–12; J 21,1–14
Sło­wo Boże: Gdy Piotr i Jan prze­ma­wia­li do ludu, po uzdro­wie­niu chro­me­go, pode­szli do nich kapła­ni i dowód­ca stra­ży świą­tyn­nej oraz sadu­ce­usze obu­rze­ni, że naucza­ją lud i gło­szą zmar­twych­wsta­nie umar­łych w Jezu­sie. Zatrzy­ma­li ich i odda­li pod straż aż do następ­ne­go dnia, bo był już wie­czór. Inte­lek­tu­al­ne eli­ty naro­du żydow­skie­go były obu­rzo­ne fak­tem naucza­nia w imię Jezu­sa. Piotr przy­po­mniał wów­czas, że „kamień wzgar­dzo­ny stał się fun­da­men­tem”. Minę­ło dwa­dzie­ścia wie­ków. Inte­lek­tu­al­ne eli­ty Euro­py obu­rzo­ne są fak­tem powo­ły­wa­nia się na imię Boże w poszu­ki­wa­niu roz­wią­zań w spra­wach spo­łecz­nych. Mimo upły­wu lat, myśle­nie ludz­kie błą­dzi po tych samych bez­dro­żach. Opór w przyj­mo­wa­niu Chry­stu­sa nie ustę­pu­je. I znów trze­ba przy­po­mnieć, że fun­da­ment się nie zmie­nił, choć bywa wzgar­dzo­ny. Tego przy­po­mnie­nia potrze­bu­je­my my sami. Bo w nas wciąż ukry­wa się sta­ry czło­wiek, któ­ry nie dowie­rza Zba­wi­cie­lo­wi.
SOBOTA
Dz 4,13–21; Mk 16,9–15
Sło­wo Boże: Mówi­li jeden do dru­gie­go: „Co mamy zro­bić z tymi ludź­mi? Bo doko­na­li jaw­nie zna­ku, oczy­wi­ste­go dla wszyst­kich miesz­kań­ców Jero­zo­li­my. Prze­cież temu nie może­my zaprze­czyć. Aby jed­nak nie roz­po­wszech­nia­ło się to wśród ludu, zabroń­my im suro­wo prze­ma­wiać do kogo­kol­wiek w to imię”. Nie­od­łącz­ną cechą głę­bo­kiej i żywej wia­ry jest odwa­ga. Począt­ko­wa sła­bość i ogra­ni­cze­nia uczniów Pana nie były prze­szko­dą. Bo prze­cho­dząc kolej­ne pró­by umac­nia­li się na dro­dze za Jezu­sem, na dro­dze wia­ry. Po zmar­twych­wsta­niu odważ­na wia­ra ryba­ków z Gali­lei zwró­ci­ła uwa­gę rzą­dzą­cych i uczo­nych. Dys­po­nu­ją­cy wła­dzą i inte­lek­tu­al­nym zaple­czem nie byli w sta­nie pod­jąć dys­ku­sji z Apo­sto­ła­mi. Się­gnę­li po śro­dek naj­prost­szy, po prze­moc. Jed­nak­że gdy doko­nu­ją się nie­pod­wa­żal­ne zna­ki, nawet prze­moc sta­je się bez­sil­na. Wymow­nej siły świa­dec­twa nie moż­na nie zauwa­żyć. Choć moż­na je odrzu­cić.