Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

TYDZIEŃ LITURGICZNY

ÓSMY TYDZIEŃ ZWYKŁY 23 – 28 V 2016

PONIEDZIAŁEK:
1 P 1,3–9; Mk 10,17–27
Sło­wo Boże: Dla­te­go raduj­cie się, choć teraz musi­cie doznać tro­chę smut­ku z powo­du róż­no­rod­nych doświad­czeń. Przez to war­tość waszej wia­ry oka­że się o wie­le cen­niej­sza od znisz­czal­ne­go zło­ta, któ­re prze­cież pró­bu­je się w ogniu, na sła­wę, chwa­łę i cześć przy obja­wie­niu Jezu­sa Chry­stu­sa. Doświad­cze­nie wia­ry kry­je w sobie sze­reg róż­nych aspek­tów. Być może skłon­ni jeste­śmy spo­strze­gać wia­rę jako coś, co uła­twia życie. I tego też ocze­ku­je­my. Z pew­no­ścią jest taki wymiar wia­ry, gdy dzię­ki wie­rze doświad­cza­my rado­ści, poko­ju, pew­no­ści co do pod­ję­tych wybo­rów… Ale czę­sto bywa zgo­ła ina­czej. W doświad­cze­nie wia­ry wpi­sa­ny jest wysi­łek trud­nych poszu­ki­wań, cię­żar podej­mo­wa­nej odpo­wie­dzial­no­ści, nie­pew­ność czy wręcz ciem­ność co do dal­sze­go kro­ku, a nawet poczu­cie opusz­cze­nia. Te wszyst­kie trud­ne prze­ży­cia oko­ło naszej wia­ry są tak napraw­dę bło­go­sła­wień­stwem, z któ­re­go rodzi się wzrost.
WTOREK
1 P 1,10–16; Mk 10,28–31
Sło­wo Boże: Dla­te­go prze­pa­saw­szy bio­dra wasze­go umy­słu, bądź­cie trzeź­wi, pokła­daj­cie całą nadzie­ję w łasce, któ­ra wam przy­pad­nie przy obja­wie­niu Jezu­sa Chry­stu­sa. Bądź­cie jak posłusz­ne dzie­ci. Nie przy­sto­so­wuj­cie się do waszych daw­niej­szych żądz, gdy byli­ście nie­świa­do­mi… Roz­trop­ny rozum czło­wie­ka wie­rzą­ce­go nie może być „wyłą­czo­ny”, gdy doty­ka­my spraw wia­ry. Bądź­cie trzeź­wi, bo wia­ra potrze­bu­je rozum­nej reflek­sji. Wyłą­cze­nie rozu­mu na dro­dze wia­ry pro­wa­dzi na manow­ce. A rów­no­cze­śnie trze­ba prze­pa­sać bio­dra nasze­go umy­słu, co zna­czy, że rozum nie może się mądrzyć przed swo­im Stwór­cą, bo zawsze jest za mały, by pojąć zamie­rze­nia Pana; nie­zbyt pojem­ny, by objąć całość Boże­go zamy­słu. Roz­trop­ne uży­cie rozu­mu pro­wa­dzi do posłu­szeń­stwa wobec Boga-Prze­wod­ni­ka. Uczy wycze­ki­wa­nia łaski, potra­fi pokie­ro­wać uczu­ciem, któ­re zbyt moc­no chwy­ta tyl­ko bie­żą­cą chwi­lę.
ŚRODA
1 P 1,18–25; Mk 10,32–45
Sło­wo Boże: Sko­ro już dusze swo­je uświę­ci­li­ście, będąc posłusz­ni praw­dzie celem zdo­by­cia nie­obłud­nej miło­ści brat­niej, jed­ni dru­gich gorą­co czy­stym ser­cem umi­łuj­cie. Jeste­ście bowiem ponow­nie do życia powo­ła­ni nie z giną­ce­go nasie­nia, ale z nie­znisz­czal­ne­go, dzię­ki sło­wu Boga, któ­re jest żywe i trwa. Piotr wska­zu­je na fun­da­ment życia z wia­ry – jest nim posłu­szeń­stwo praw­dzie. Chrze­ści­ja­nin nie jest kon­struk­to­rem, wytwór­cą praw­dy, jest jej wytrwa­łym poszu­ki­wa­czem. A sko­ro ją znaj­dzie, to jedy­nie jej może oka­zać posłu­szeń­stwo. Jed­nak­że zdo­by­cie praw­dy nie koń­czy dro­gi chrze­ści­jań­skie­go życia. Prze­ciw­nie, jest począt­kiem dal­sze­go tru­du, bo praw­da nada­je kształt miło­ści. W miło­ści speł­nia się życie Chry­stu­so­we­go ucznia, a praw­da jest nam dana, byśmy mądrze pokie­ro­wa­li miło­ścią. W ten spo­sób praw­da nie jest wła­sno­ścią tyl­ko umy­słu, lecz sta­je się kształ­tem życia, a kształt ów to kształt miło­ści brat­niej.
CZWARTEK
Rdz 14,18–20; 1 Kor 11,23–26; Łk 9,11b–17
BOŻE CIAŁO
Sło­wo Boże: Mel­chi­ze­dek, król Sza­le­mu, wyniósł chleb i wino; a ponie­waż był on kapła­nem Boga Naj­wyż­sze­go, bło­go­sła­wił Abra­ma, mówiąc: „Niech będzie bło­go­sła­wio­ny Abram przez Boga Naj­wyż­sze­go, Stwór­cę nie­ba i zie­mi! Niech będzie bło­go­sła­wio­ny Bóg Naj­wyż­szy, któ­ry w twe ręce oddał two­ich wro­gów!”. Mel­chi­ze­dek jest obra­zem Mesja­sza. Ten król poko­ju o tajem­ni­czym pocho­dze­niu jest kapła­nem Boga Naj­wyż­sze­go i skła­da w ofie­rze chleb i wino. To zapo­wiedź Eucha­ry­stii, któ­rą po wie­kach usta­no­wi Jezus. Skła­da­niu darów przez Mel­chi­ze­de­ka towa­rzy­szy modli­twa bło­go­sła­wień­stwa. Kapłan bło­go­sła­wi Abra­ma, to zna­czy wypra­sza mu opie­kę Wszech­moc­ne­go. Bło­go­sła­wi też Boga, to zna­czy wyra­ża wdzięcz­ność, bo Bóg oddał w ręce Abra­ma jego wro­gów. Dziś Eucha­ry­stia jest usta­wicz­ną proś­bą, a zara­zem dzięk­czy­nie­niem, że Zba­wi­ciel zechciał być z nami w codzien­no­ści.
PIĄTEK
1 P 4,7–13; Mk 11,11–25
Sło­wo Boże: Bądź­cie więc roz­trop­ni i trzeź­wi, aby­ście się mogli modlić. Przede wszyst­kim miej­cie wytrwa­łą miłość jed­ni ku dru­gim, bo miłość zakry­wa wie­le grze­chów. Oka­zuj­cie sobie bez szem­ra­nia wza­jem­ną gościn­ność. Jako dobrzy sza­fa­rze róż­no­ra­kiej łaski Bożej służ­cie sobie nawza­jem takim darem, jaki każ­dy otrzy­mał. Bądź­cie roz­trop­ni i trzeź­wi – w jakim celu? By zapew­nić sobie moż­li­wość modli­twy. Nale­ży tak gospo­da­ro­wać cza­sem, siła­mi, dostęp­ny­mi środ­ka­mi, by pośród codzien­nych obo­wiąz­ków nie ucier­pia­ła nasza modli­twa. Bo z niej pły­nie mądrość chrze­ści­jań­skie­go życia. Roze­zna­nie zdo­by­te na modli­twie spra­wia, że swo­im postę­po­wa­niem i dobrym sło­wem, a nawet pro­stym gestem pośred­ni­czy­my w udzie­la­niu Bożej łaski, uczy­my się oka­zy­wać miłość. Bóg zło­żył w rękach każ­de­go z nas dar, któ­rym win­ni­śmy słu­żyć innym, słu­żyć wspól­no­cie. Nie moż­na tego daru zatrzy­mać dla sie­bie, bo go rychło stra­ci­my.
SOBOTA
Jud 17.20b–25; Mk 11,27–33
Sło­wo Boże: W Duchu Świę­tym się módl­cie (…) Temu zaś, któ­ry może was ustrzec od upad­ku i sta­wić wobec swej chwa­ły bez zarzu­tu, w rado­ści, jedy­ne­mu Bogu, Zbaw­cy nasze­mu, przez Jezu­sa Chry­stu­sa, Pana nasze­go, chwa­ła, maje­stat, moc i wła­dza przed wszyst­ki­mi wie­ka­mi i teraz, i po wszyst­kie wie­ki. Amen. Uczy­my się modli­twy do koń­ca życia.  wciąż pro­si­my Ducha Boże­go, by nas na dro­dze modli­twy pro­wa­dził, by nas strzegł od upad­ku, byśmy nauczy­li się wiel­bić nasze­go Pana i Zba­wi­cie­la. Bo Bóg jeden jest naszym Zbaw­cą przez Jezu­sa Chry­stu­sa. Uwal­nia nas od popeł­nio­ne­go zła. Chro­ni w sytu­acji zagro­że­nia. Przy­wra­ca zagu­bio­ną nie­win­ność. Napeł­nia rado­ścią. Wciąż doświad­cza­my Jego łaski. I dla­te­go nale­ży Mu oddać cześć i uwiel­bie­nie. Nale­ży to czy­nić czę­sto i chęt­nie, w spon­ta­nicz­nym odru­chu miłu­ją­ce­go ser­ca. Raduj­my się, mając takie­go Zbaw­cę. Trwaj­my w uwiel­bie­niu, któ­re Bogu jest miłe.