Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

TYDZIEŃ LITURGICZNY

DZIESIĄTY TYDZIEŃ ZWYKŁY 6–11 VI 2016

PONIEDZIAŁEK:
1 Krl 17,1–6; Mt 5,1–12
Sło­wo Boże: Potem Pan skie­ro­wał do Elia­sza to sło­wo: „Odejdź stąd i udaj się na wschód, aby się ukryć przy poto­ku Kerit, któ­ry jest na wschód od Jor­da­nu. Wodę będziesz pił z poto­ku, kru­kom zaś kaza­łem, żeby cię tam żywi­ły”. Poszedł więc, aby uczy­nić według roz­ka­zu Pań­skie­go, i podą­żył, aby zamiesz­kać przy poto­ku Kerit. Pro­rok Eliasz zapo­wie­dział kró­lo­wi, że nastą­pi czas suszy, czas nie­uro­dza­ju. Król Achab nie prze­jął się zbyt­nio sło­wem pro­ro­ka, być może nie potrak­to­wał zapo­wie­dzi nad­cho­dzą­cej klę­ski zbyt dosłow­nie. A Pan wypro­wa­dził Elia­sza nad potok Kerit i sam zatrosz­czył się o swe­go słu­gę. Uczy­nił to wyko­rzy­stu­jąc nad­zwy­czaj­ne środ­ki: kru­ki przy­no­si­ły potrzeb­ne poży­wie­nie. Pro­rok zaufał Panu i postą­pił zgod­nie z otrzy­ma­nym pole­ce­niem. To wyda­rze­niem dowo­dzi, że Bóg trosz­czy się o tych, któ­rzy są Mu posłusz­ni. Czy­ni to w spo­sób nad­zwy­czaj­ny, ale naj­czę­ściej tak tego nie postrze­ga­my, trak­tu­jąc wszyst­ko jako zda­rze­nia w peł­ni natu­ral­ne.
WTOREK
1 Krl 17,7–16; Mt 5,13–16
Sło­wo Boże: Potok, przy któ­rym ukry­wał się Eliasz, wysechł, gdyż w kra­ju nie padał deszcz. Wów­czas Pan skie­ro­wał do Elia­sza to sło­wo: „Wstań! Idź do Sarep­ty koło Sydo­nu i tam będziesz mógł zamiesz­kać, albo­wiem kaza­łem tam pew­nej wdo­wie, aby cię żywi­ła”. Wte­dy wstał i zaraz poszedł do Sarep­ty. Zapo­wie­dzia­na wcze­śniej klę­ska suszy doty­ka po pew­nym cza­sie tak­że pro­ro­ka. Eliasz cier­pi jak wszy­scy inni. Pono­si kon­se­kwen­cje grze­chu popeł­nio­ne­go przez cały lud, choć sam jest bez winy. Tym razem Pan dopusz­cza, by odczuł kon­se­kwen­cje grze­chu swych bra­ci. Ale gdy potok wysy­cha cał­ko­wi­cie, Bóg wska­zu­je dro­gę wyj­ścia, posłu­gu­jąc się pogań­ską wdo­wą. Dla­cze­go aku­rat w domu tej kobie­ty doko­nu­je się cud roz­mno­że­nia mąki i oli­wy? Dla­cze­go ta pogań­ska kobie­ta i jej syn otrzy­mu­ją pomoc? Bo Bóg nie ma wzglę­du na oso­by i jesz­cze nie raz zawsty­dzi nas wiel­ko­ścią tych, któ­rych nie doce­nia­my.
ŚRODA
1 Krl 18,20–39; Mt 5,17–19
Sło­wo Boże: „O Panie, niech dziś będzie wia­do­mo, że Ty jesteś Bogiem w Izra­elu, a ja, Twój słu­ga, na Twój roz­kaz to uczy­ni­łem”. A wów­czas spadł ogień od Pana z nie­ba i stra­wił żer­twę i drwa oraz kamie­nie i muł, jako też pochło­nął wodę z rowu. Cały lud to ujrzał i upadł na twarz, a potem rzekł: „Napraw­dę Pan jest Bogiem!”. Gdy już grzech nie­wia­ry roz­pa­no­szył się w wie­lu domach, pro­rok sta­nął wobec ludu oraz czte­ry­stu kapła­nów pogań­skich i naocz­nie wobec wszyst­kich wyka­zał, że tyl­ko Bóg Izra­ela jest Bogiem żywym. Temu fak­to­wi nie dało się już zaprze­czyć: kil­ku­go­dzin­na modli­twa kil­ku­set pro­ro­ków pogań­skich nic nie przy­nio­sła; wezwa­nie imie­nia Boże­go przez Elia­sza spra­wi­ło, że ofia­ra spło­nę­ła. A i tak to nie prze­ko­na­ło wszyst­kich. Zawzię­ta kró­lo­wa poprzy­się­gła zemstę. Osta­tecz­nie pro­rok musiał ucie­kać. I tak jest wciąż: wobec naj­bar­dziej wia­ry­god­nych świa­dectw dzia­ła­nia Boga czło­wiek może powie­dzieć: nie.
CZWARTEK
1 Krl 18,41–46; Mt 5,20–26
Sło­wo Boże: Za siód­mym razem słu­ga powie­dział: „Oto obłok mały jak dłoń czło­wie­ka pod­no­si się z morza!”. Wte­dy mu roz­ka­zał: „Idź, powiedz Acha­bo­wi: Zaprzę­gaj i odjeż­dżaj, aby cię deszcz nie zasko­czył. Nie­ba­wem chmu­ry oraz wiatr zaciem­ni­ły nie­bo i spa­dła ule­wa, więc Achab wsiadł na wóz i udał się Jizre­el. Od dłuż­sze­go cza­su pano­wa­ła dokucz­li­wa susza. Ale dobiegł kre­su czas poku­ty. Nie był to jed­nak czas bier­ne­go wycze­ki­wa­nia – to były dni żar­li­wej modli­twy pro­ro­ka. Wresz­cie Eliasz zapo­wie­dział koniec klę­ski, choć nic jesz­cze na to nie wska­zy­wa­ło. Słu­ga, zgod­nie z pole­ce­niem, wycho­dzi sie­dem razy spraw­dzać, czy poja­wi­ły się desz­czo­we chmu­ry. Sied­mio­krot­ne wypa­try­wa­nie sym­bo­li­zu­je dosko­na­łą cier­pli­wość, przez któ­rą czło­wiek potra­fi cze­kać i nie znie­chę­ca się. Jest to waż­ne, bo znie­chę­ce­nie bywa przy­czy­ną wie­lu nie­po­wo­dzeń. Umie­jęt­ność cier­pli­we­go ocze­ki­wa­nia, tak­że na odpo­wiedź ze stro­ny Boga, jest nie­odzow­na.
PIĄTEK
1 Krl 19,9a.11–16; Mt 5,27–32
Sło­wo Boże: Po trzę­sie­niu zie­mi powstał ogień: Pana nie było w ogniu. A po tym ogniu – szmer łagod­ne­go powie­wu. Kie­dy tyl­ko Eliasz go usły­szał, zasło­niw­szy twarz płasz­czem, wyszedł i sta­nął przy wej­ściu do gro­ty. A wte­dy roz­legł się głos mówią­cy do nie­go: „Co ty tu robisz, Elia­szu?”. Eliasz odpo­wie­dział: „Żar­li­wo­ścią zapło­ną­łem o chwa­łę Pana, Boga Zastę­pów…”. Gdy pro­rok prze­by­wał na górze Horeb, zapra­gnął zoba­czyć Pana. Stwór­ca odpo­wie­dział na pra­gnie­nie wier­ne­go słu­gi i pozwo­lił mu odczuć swo­ją obec­ność. Przy­by­ciu Pana towa­rzy­szą nad­zwy­czaj­ne zja­wi­ska. Pro­rok jest świad­kiem gwał­tow­nej burzy, roz­wa­la­ją­cej ska­ły; odczu­wa trzę­sie­nie zie­mi, spo­strze­ga nagle ogień. Wresz­cie gdy wszyst­ko mija, poja­wia się łagod­ny powiew – tak nad­cho­dzi Pan. Wichu­ra, trzę­sie­nie zie­mi i ogień wska­zu­ją na moc Boga. Zara­zem łagod­ny powiew uświa­da­mia, że Bóg jest deli­kat­ny, pełen współ­czu­cia, że przy­no­si ulgę i uko­je­nie. I to oba wymia­ry Bożej obec­no­ści trze­ba umieć odkry­wać.
SOBOTA
Dz 11,21b–26; 13,1–3; Mt 10,7–13
Wspo­mnie­nie św. Bar­na­by
Sło­wo Boże: Wysła­no do Antio­chii Bar­na­bę. Gdy on przy­był i zoba­czył dzia­ła­nie łaski Bożej, ucie­szył się i zachę­cał, aby całym ser­cem wytrwa­li przy Panu; był bowiem czło­wie­kiem­do­brym i peł­nym Ducha Świę­te­go i wia­ry. Pozy­ska­no wte­dy wiel­ką rze­szę dla Pana. Udał się też do Tar­su, aby odszu­kać Paw­ła. Autor Dzie­jów Apo­stol­skich opi­su­je posta­wę Bar­na­by. Cha­rak­te­ry­sty­ka, choć krót­ka, uka­zu­je isto­tę bycia chrze­ści­ja­ni­nem. Uczeń Chry­stu­sa to czło­wiek pełen Ducha Świę­te­go. I to jest fun­da­men­tal­ne stwier­dze­nie. Bowiem bez obec­no­ści Boże­go Ducha w ser­cu nie spo­sób być praw­dzi­wie dobrym i nie spo­sób zdo­by­wać innych dla Pana. Duch obec­ny w ludz­kim ser­cu spra­wia, że spra­wy Boże są przez nas prze­ży­wa­ne jak spra­wy wła­sne, bli­skie nasze­mu ser­cu, przez co poko­nu­je­my znie­chę­ce­nia. Duch Chry­stu­sa umoż­li­wia też odróż­nie­nie praw­dzi­we­go dobra od dobra pozor­ne­go i tyl­ko On czy­ni nasze życie owoc­nym dla Kościo­ła.