Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

TYDZIEŃ LITURGICZNY

JEDENASTY TYDZIEŃ ZWYKŁY 13–18 VI 2016

PONIEDZIAŁEK:
1 Krl 21,1b–16; Mt 5,38–42
Sło­wo Boże: Potem przy­szło dwóch ludzi nik­czem­nych, któ­rzy zasiadł­szy przed nim, zaświad­czy­li prze­ciw nie­mu, mówiąc: „Nabot zbluź­nił Bogu i kró­lo­wi”. Dla­te­go wypro­wa­dzi­li go za mia­sto i uka­mie­no­wa­li go, wsku­tek cze­go zmarł. Sami zaś posła­li do Ize­bel, aby powie­dzieć: „Nabot został uka­mie­no­wa­ny i zmarł”. Bez­względ­na Ize­bel, pozba­wio­na skru­pu­łów, dopro­wa­dza do śmier­ci Nabo­ta, wła­ści­cie­la win­ni­cy, któ­rej zapra­gnął jej mąż, król Achab. Po fał­szy­wym oskar­że­niu przez pod­sta­wio­nych świad­ków, Nabot zosta­je wypro­wa­dzo­ny poza mia­sto. Odrzu­co­ny przez wszyst­kich, umie­ra uka­mie­no­wa­ny. Jego śmierć kry­je w sobie podo­bień­stwo do śmier­ci Jezu­sa: Pan też jest oskar­ża­ny przez fał­szy­wych świad­ków, rów­nież jest ska­za­ny, rów­nież wypro­wa­dzo­ny poza mia­sto, odrzu­co­ny i pozba­wio­ny życia. Śmierć czło­wie­ka spra­wie­dli­we­go, któ­ry doświad­cza nie­spra­wie­dli­wo­ści ze stro­ny bra­ci, jest odwzo­ro­wa­niem losu Zba­wi­cie­la. W spra­wie­dli­wym znów umie­ra Pan.
WTOREK
1 Krl 21,17–29; Mt 5,43–48
Sło­wo Boże: Napraw­dę nie było niko­go, kto by tak, jak Achab, zaprze­dał się, aby czy­nić to, co złe w oczach Pana. Albo­wiem do tego skło­ni­ła go jego żona, Ize­bel. Bar­dzo hanieb­nie postę­po­wał słu­żąc boż­kom (…). Kie­dy Achab usły­szał te sło­wa, roz­darł sza­ty i wło­żył wór na cia­ło oraz pościł. Kładł się też spać w worze i cho­dził powo­li. Na dro­gę nie­pra­wo­ści król wszedł pod wpły­wem nie­pra­wej mał­żon­ki Ize­bel. Gdy jed­nak usły­szał sło­wa pro­ro­ka, któ­ry suro­wo napo­mniał go, zapo­wia­da­jąc nie­odwo­łal­ność zbli­ża­ją­cej się kary, poszedł za gło­sem sumie­nia, któ­re jako słusz­ne roz­wią­za­nie wska­za­ło mu dro­gę poku­ty. Pro­rok widząc poku­tu­ją­ce­go kró­la przy­szedł do nie­go ze sło­wem Boże­go prze­ba­cze­nia. Po raz kolej­ny potwier­dza się praw­da, że Bóg pra­gnie nawró­ce­nia każ­de­go czło­wie­ka, że zale­ży mu na dobru każ­de­go z nas i nie­ustan­nie zapra­sza na dro­gę nawró­ce­nia. Oby tak­że nasze sumie­nie zacho­wa­ło wystar­cza­ją­cą wraż­li­wość, by zawsze odna­leźć dro­gę poku­ty.
ŚRODA
2 Krl 2,1.6–14; Mt 6,1–6.16–18
Sło­wo Boże: Pod­czas gdy Eliasz i Eli­ze­usz szli i roz­ma­wia­li, oto zja­wił się wóz ogni­sty wraz z ruma­ka­mi ogni­sty­mi i roz­dzie­lił oby­dwóch: a Eliasz wśród wichru wstą­pił do nie­bios. Eli­ze­usz zaś patrzał i wołał: „Ojcze mój! Ojcze mój! Rydwa­nie Izra­ela i jego jeźdź­cze”. I już go wię­cej nie ujrzał. Eliasz koń­czy pro­ro­czą dzia­łal­ność. Pozo­sta­je jego uczeń Eli­ze­usz. Na znak żało­by roz­dzie­ra swój płaszcz na dwo­je. Waż­ne jest jed­nak, że otrzy­mu­je płaszcz Elia­sza, któ­ry spa­da z góry po wnie­bo­wstą­pie­niu pro­ro­ka – od tej chwi­li sta­je się spad­ko­bier­cą pro­ro­czej misji swe­go mistrza. Stop­nio­wo przej­mu­je zada­nia tego, któ­ry odszedł do Boga. Bo oso­by odcho­dzą, zada­nie pozo­sta­je. W jakiś spo­sób każ­dy chrze­ści­ja­nin jest spad­ko­bier­cą swe­go nauczy­cie­la
wia­ry i nosi w sobie zobo­wią­za­nie kon­ty­nu­owa­nia tej misji, dzię­ki któ­rej sam otrzy­mał dar wia­ry. Łaska wia­ry przy­cho­dzi do nas zwy­kle przez posłu­gę kon­kret­nych osób. Trze­ba tę posłu­gę wziąć na sie­bie.
CZWARTEK
Syr 48,1–14; Mt 6,7–15
Sło­wo Boże: Jak­że wsła­wio­ny jesteś, Elia­szu, przez swo­je cuda i któż się może pochwa­lić, że do cie­bie jest podob­ny? Ty ze śmier­ci wskrze­si­łeś zmar­łe­go i sło­wem Naj­wyż­sze­go wypro­wa­dzi­łeś go z otchła­ni (…). Ty, na Syna­ju usły­sza­łeś naga­nę i na Hore­bie wyro­ki pomsty. Ty nama­ści­łeś kró­lów (…). Szczę­śli­wi, któ­rzy cię widzie­li. Szczę­śli­wi, któ­rzy widzie­li Elia­sza. W Elia­szu bowiem Bóg wie­lo­krot­nie oka­zał swą moc, wyra­żał tro­skę o lud i jego zba­wie­nie. Pro­wa­dził swych wybra­nych. Ten wiel­ki pro­rok nie­złom­nie przy­po­mi­nał o Bogu, nie bacząc, że nara­ża się panu­ją­cym. Takich pro­ro­ków potrze­bu­je­my rów­nież dziś, a Bóg w swo­jej dobro­ci nam ich posy­ła. Być może nawet nie wie­my, jak bar­dzo jeste­śmy wyróż­nie­ni tym, iż sło­wa pro­ro­ków roz­brzmie­wa­ją w Koście­le czy­stym gło­sem. I jak bar­dzo win­ni­śmy być wdzięcz­ni za ten głos, zara­zem trosz­cząc się, by głos ten nie pozo­stał przez nas nie­zau­wa­żo­ny. Szczę­śli­wi, któ­rzy przyj­mu­ją pro­ro­czy głos Kościo­ła.
PIĄTEK
2 Krl 11,1–4.9–18.20a; Mt 6,19–23
Sło­wo Boże: Joja­da zawarł przy­mie­rze mię­dzy Panem a kró­lem i ludem, by byli ludem Pana, oraz mię­dzy kró­lem a ludem. Po czym cała lud­ność wyru­szy­ła do świą­ty­ni Baala i zbu­rzy­ła ją. Ołta­rze jej i posą­gi potłu­czo­no cał­ko­wi­cie, a Mat­ta­na, kapła­na Baala, zabi­to przed ołta­rza­mi. I posta­wił kapłan Joja­da straż przed świą­ty­nią Pań­ską. Przy­mie­rze zawar­te z Bogiem przez jed­no poko­le­nie, łama­ne jest przez następ­ne. Tak wie­lo­krot­nie było w histo­rii naro­du wybra­ne­go. Trze­ba było poważ­ne­go wysił­ku, by za każ­dym razem po błę­dach nie­wia­ry czy też bał­wo­chwal­stwa odbu­do­wać żywy zwią­zek ze Stwór­cą. I trze­ba było odwa­gi, by odno­wio­ne przy­mie­rze wpro­wa­dzić w czyn. Taką odwa­gą wyka­zał się kapłan Joja­da. Jego wal­ka jest wal­ką o Boga, o wia­rę naro­du, o zba­wie­nie. Jest sens wie­lo­krot­nie pona­wiać ducho­we wybo­ry, powra­cać do decy­zji wcze­śniej pod­ję­tych, przy­po­mi­nać sobie o tym, co kon­sty­tu­uje nasze życie. Wszyst­ko po to, by kory­go­wać każ­de zej­ście na manow­ce.
SOBOTA
2 Krn 24,17–25; Mt 6,24–34
Sło­wo Boże: Po śmier­ci Joja­dy przy­by­li naczel­ni­cy judz­cy i odda­li pokłon kró­lo­wi. Król ich wte­dy usłu­chał. Opu­ści­li więc świą­ty­nię Pana, Boga swe­go, i zaczę­li czcić asze­ry oraz posą­gi. Wsku­tek ich winy zapło­nął gniew Boży nad Judą i nad Jero­zo­li­mą. Posłał więc Pan do nich pro­ro­ków, aby ich nawró­ci­li do Pana, oni jed­nak ich nie słu­cha­li. Led­wie pro­rok odszedł do wiecz­no­ści, poja­wi­ło się odstęp­stwo. Bra­kło cha­ry­zma­tycz­ne­go słu­gi Pana i naród wszedł na dro­gę bał­wo­chwal­stwa. I znów kolej­ni pro­ro­cy, posła­ni przez Boga, wzy­wa­ją do opa­mię­ta­nia. Odstęp­stwo jest tak wiel­kie, iż napo­mi­na­ją­cy pro­rok ginie śmier­cią męczeń­ską. Dziw­ny jest Bóg, któ­ry nie wyma­zu­je z powierzch­ni zie­mi wia­ro­łom­nych, ale zno­si ich sło­wa i czy­ny. Nara­ża na śmierć swe słu­gi. Wciąż liczy na nawró­ce­nie. Bóg jest dziw­ny, bo kocha miło­ścią bez gra­nic. Dziw­ny, bo cier­pli­wie cze­ka na nawró­ce­nie ser­ca, nawet – gdy kosz­ty tego ocze­ki­wa­nia są ogrom­ne. Tak potra­fi cze­kać na nas. Tak też my cze­kaj­my na innych.