Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

Z NAUCZANIA OJCA ŚWIĘTEGO

POKORA NIEZBĘDNYM WARUNKIEM MODLITWY

Frag­men­ty kate­che­zy Ojca Świę­te­go Fran­cisz­ka, wygło­szo­nej pod­czas audien­cji ogól­nej na pla­cu św. Pio­tra w Waty­ka­nie, 1 czerw­ca br.

Dro­dzy bra­cia i sio­stry!
W minio­ną śro­dę słu­cha­li­śmy przy­po­wie­ści o sędzim i wdo­wie, o tym, że trze­ba modlić się wytrwa­le. Dzi­siaj Jezus, za pomo­cą innej przy­po­wie­ści, chce nas nauczyć, jaka posta­wa jest wła­ści­wa, aby modlić się i przy­zy­wać miło­sier­dzia Ojca. (…) Oby­dwaj jej boha­te­ro­wie uda­li się do świą­ty­ni, aby się modlić, ale dzia­ła­li w bar­dzo odmien­ny spo­sób, zysku­jąc prze­ciw­ne rezul­ta­ty. Fary­ze­usz modlił się „sto­jąc” i uży­wał wie­lu słów. (…) Cho­ciaż znaj­du­je się w świą­ty­ni, nie czu­je potrze­by, aby paść na kola­na przed maje­sta­tem Boga. (…) Tak więc ów fary­ze­usz, któ­ry uwa­ża sie­bie za spra­wie­dli­we­go, pomi­ja naj­waż­niej­sze przy­ka­za­nie: miło­ści Boga i bliź­nie­go. Nie wystar­cza zatem zada­wać sobie pyta­nia, jak wie­le się modli­my, ale musi­my tak­że zapy­tać samych sie­bie, jak się modli­my, a raczej, jakie jest [pul­lqu­ote]
Do Pola­ków Ojciec Świę­ty powie­dział:
Ser­decz­nie pozdra­wiam pol­skich piel­grzy­mów. Dziś w spo­sób szcze­gól­ny
jed­no­czę się z mło­dy­mi, któ­rzy jak co roku gro­ma­dzą się na Led­ni­cy. Dro­dzy
Przy­ja­cie­le, chce­cie razem gło­śno wypo­wie­dzieć, wyśpie­wać i wytań­czyć wasze
„Amen”. Jest to wasze potwier­dze­nie oso­bi­ste­go odda­nia Chry­stu­so­wi,
któ­re­go wasi przod­ko­wie przy­ję­li wraz z Chrztem 1050 lat temu. Na wzór
Maryi, któ­rej całe życie było prze­nik­nię­te chwa­łą Bożą, w Duchu Świę­tym
codzien­nie powta­rzaj­cie wasze „amen – niech tak się sta­nie”. Wspo­mnie­nie
ojca Jana, ini­cja­to­ra waszych spo­tkań, któ­ry sta­nął już przez Panem, niech was
inspi­ru­je na dro­gach wia­ry. Z ser­ca bło­go­sła­wię wam i waszym paste­rzom.
[/pullquote]nasze ser­ce: waż­ne jest, aby je zba­dać, aby oce­nić myśli, uczu­cia i wyko­rze­nić aro­gan­cję i obłu­dę. (…) Trze­ba nauczyć się odnaj­dy­wa­nia dro­gi do nasze­go ser­ca, doce­nić war­tość życia wewnętrz­ne­go i mil­cze­nia, bo tam Bóg nas spo­ty­ka i do nas mówi. (…) Nato­miast cel­nik sta­je w świą­ty­ni z ser­cem pokor­nym i skru­szo­nym: „stał z dale­ka i nie śmiał nawet oczu wznieść ku nie­bu, lecz bił się w pier­si”. Jego modli­twa jest bar­dzo krót­ka, nie tak dłu­ga jak cel­ni­ka: „Boże, miej litość dla mnie, grzesz­ni­ka!”. (…) Przy­po­wieść naucza, że jeste­śmy spra­wie­dli­wy­mi lub grzesz­ni­ka­mi nie z powo­du naszej przy­na­leż­no­ści spo­łecz­nej, ale ze wzglę­du na spo­sób, w jaki odno­si­my się do Boga i bra­ci. Akty poku­ty i kil­ka pro­stych słów cel­ni­ka świad­czą o tym, że zda­je on sobie spra­wę, jak nędz­na jest jego sytu­acja. Istot­ną rolę odgry­wa jego modli­twa. Dzia­ła jako czło­wiek pokor­ny, pew­ny jedy­nie tego, że jest grzesz­ni­kiem, potrze­bu­ją­cym zmi­ło­wa­nia. O ile fary­ze­usz o nic nie popro­sił, bo miał już wszyst­ko, to cel­nik może jedy­nie żebrać o Boże miło­sier­dzie. To pięk­ne – żebrać o Boże miło­sier­dzie! (…) Jezus koń­czy przy­po­wieść zda­niem: Powia­dam wam: „Ten [to zna­czy cel­nik] odszedł do domu uspra­wie­dli­wio­ny, nie tam­ten. Każ­dy bowiem, kto się wywyż­sza, będzie poni­żo­ny, a kto się uni­ża, będzie wywyż­szo­ny”. (…) Zatem w życiu, ten kto uwa­ża się za spra­wie­dli­we­go i osą­dza innych, pogar­dza­jąc nimi, jest [czło­wie­kiem] zepsu­tym i obłud­ni­kiem. Pycha zagra­ża wszel­kie­mu dobre­mu dzia­ła­niu, oga­ła­ca modli­twę, odda­la od Boga i od innych. Jeśli Bóg ma upodo­ba­nie w poko­rze, to nie po to, aby nas poni­żyć: poko­ra jest raczej nie­zbęd­nym warun­kiem, aby być przez Nie­go wynie­sio­nym i doświad­czyć w ten spo­sób miło­sier­dzia, któ­re przy­cho­dzi, aby wypeł­nić nasze pust­ki. Jeśli modli­twa czło­wie­ka pysz­ne­go nie docie­ra do ser­ca Boga, to poko­ra bie­da­ka otwie­ra je na oścież. (…).