Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

TYDZIEŃ LITURGICZNY

TRZYNASTY TYDZIEŃ ZWYKŁY 27 VI – 2 VII 2016

PONIEDZIAŁEK:
Am 3,1–8; 4,11–12; Mt 8,23–27
Sło­wo Boże: Nie odwró­cę tego wyro­ku, gdyż za sre­bro sprze­da­ją spra­wie­dli­we­go, a ubo­gie­go za parę san­da­łów; w proch zie­mi wdep­tu­ją gło­wy bie­da­ków, i ubo­gich kie­ru­ją na bez­dro­ża; ojciec i syn cho­dzą do tej samej dziew­czy­ny, aby znie­wa­żać świę­te imię moje. Na płasz­czach zastaw­nych wyle­gu­ją się przy każ­dym ołta­rzu… Gdy sumie­nie kon­kret­ne­go czło­wie­ka prze­sta­je reago­wać na zło, potrzeb­ny jest moc­ny głos pro­ro­ka, któ­ry grzech nazwie grze­chem. Bo natu­ra ludz­ka nie­zmien­nie od wie­ków błą­dzi tymi samy­mi dro­ga­mi nie­spra­wie­dli­wo­ści, wyzy­sku ubo­gich, lek­ce­wa­że­nia bied­nych, ule­gło­ści wobec zmy­sło­wych pożą­dań. Ule­ga zaśle­pie­niu, któ­re rodzi się z pychy i chci­wo­ści. Osta­tecz­nie zapo­mi­na o Bogu i lek­ce­wa­ży Jego naka­zy. Ule­ga złu­dze­niu, że aktu­al­na, docze­sna pomyśl­ność jest peł­nią szczę­ścia. W takiej sytu­acji pro­rok przy­cho­dzi z twar­dym sło­wem upo­mnie­nia, by znów obu­dzić wraż­li­wość uśpio­ne­go sumie­nia.
WTOREK
Am 2,6–10.13–16; Mt 8,18–22
Sło­wo Boże: Słu­chaj­cie tego sło­wa, któ­re mówi Pan do was, syno­wie Izra­ela, do całe­go poko­le­nia, któ­re Ja wypro­wa­dzi­łem z zie­mi egip­skiej: Jedy­nie was zna­łem ze wszyst­kich naro­dów na zie­mi, dla­te­go was nawie­dzę karą za wszyst­kie wasze winy. Czyż wędru­je dwu razem, jeśli się wza­jem nie zna­ją? Pro­rok prze­ma­wia­ją­cy w imie­niu Pana zapo­wia­da nie­uchron­ność kar, któ­re spa­da­ją na naród izra­el­ski. Lecz wcze­śniej przy­po­mi­na, że Izra­el jest naro­dem wybra­nym i takim pozo­sta­je. Izra­el został wypro­wa­dzo­ny z nie­wo­li, bo zna­lazł w oczach Bożych miło­sier­dzie. A jeśli teraz mają przyjść trud­ne doświad­cze­nia, to tyl­ko dla­te­go, by przy­szło opa­mię­ta­nie. Pro­rok uczy, że wszel­kie zja­wi­ska w przy­ro­dzie mają swo­ją przy­czy­no­wość i rodzą kon­kret­ne skut­ki. Rów­nież wyda­rze­nia w życiu naro­du, tak­że czło­wie­ka, mają swo­ją przy­czy­no­wość i wywo­łu­ją skut­ki. W porząd­ku ducho­wym nie­pra­wość zawsze skut­ku­je cier­pie­niem.
ŚRODA
Dz 12,1–11; 2 Tm 4,6–9.17–18; Mt 16,13–19
UROCZYSTOŚĆ ŚWIĘTYCH APOSTOŁÓW PIOTRA I PAWŁA
Sło­wo Boże: Krew moja ma być wyla­na na ofia­rę, a chwi­la mojej roz­łą­ki nade­szła. W dobrych zawo­dach wystą­pi­łem, bieg ukoń­czy­łem, wia­rę ustrze­głem. Na osta­tek odło­żo­no dla mnie wie­niec spra­wie­dli­wo­ści, któ­ry mi w owym dniu odda Pan, spra­wie­dli­wy Sędzia, a nie tyl­ko mnie, ale i wszyst­kim, któ­rzy umi­ło­wa­li poja­wie­nie się Jego. Apo­stoł prze­czu­wa zbli­ża­ją­cy się kres życia. I wte­dy przy­cho­dzi chwi­la reflek­sji – pisząc do swe­go ucznia, w kil­ku zda­niach pod­su­mo­wu­je swo­je boga­te życie Apo­sto­ła, nauczy­cie­la, gło­si­cie­la Ewan­ge­lii. Już nie wspo­mi­na licz­nych zarów­no bole­snych, jak i rado­snych zda­rzeń swe­go dłu­gie­go życia. Liczy się tyl­ko wier­ność. Jeśli szedł dro­gą wia­ry, to na koń­cu jest pyta­nie o wier­ność w wie­rze. Jeśli szedł dro­gą miło­ści, to jest pyta­nie o wier­ność w miło­ści. Apo­stoł ma odwa­gę w pro­stych sło­wach posu­mo­wać cały swój trud: „w dobrych zawo­dach wystą­pi­łem, wia­rę ustrze­głem”…
CZWARTEK
Am 7,10–17; Mt 9,1–8
Sło­wo Boże: „Spi­sku­je prze­ciw­ko tobie­Amos pośród domu Izra­ela. Nie może zie­mia znieść wszyst­kich słów jego (…)”. I rzekł Ama­zjasz, kapłan z Betel, do Amo­sa: „Widzą­cy, idź, ucie­kaj sobie do zie­mi Judy. I tam jedz chleb, i tam pro­ro­kuj, bo jest ono kró­lew­ską świą­ty­nią i kró­lew­ską budow­lą”. Ama­zjasz, kapłan z Betel, ośrod­ka reli­gij­ne­go kon­ku­ru­ją­ce­go ze świą­ty­nią w Jero­zo­li­mie, się­gnął po naj­prost­sze roz­wią­za­nie: wygnał nie­wy­god­ne­go pro­ro­ka. Być może sądził, że jeśli nie będzie pro­ro­ka, nie usły­szy słów Boga, to roz­wią­że pro­blem swej nie­wier­no­ści. Pro­ro­ka moż­na wygnać, to się uda­je, ale czy moż­na zdu­sić głos pro­ro­ka? Nie spo­sób zamknąć mu ust, bo nawet gdy ktoś się­gnie po osta­tecz­ne roz­wią­za­nie i go zabi­je, zza gro­bu pro­rok może prze­ma­wiać jesz­cze gło­śniej. Wygnać to zna­czy usu­nąć z pola widze­nia, wyma­zać ze świa­do­mo­ści, zlek­ce­wa­żyć. Ale czy tak dzia­ła­ją­ce sumie­nie roz­wią­zu­je
PIĄTEK
Am 8,4–6.9–12; Mt 9,9–13
Sło­wo Boże: Słu­chaj­cie t ego w y, któ­rzy gnę­bi­cie ubo­gie­go i bez­rol­ne­go pozo­sta­wia­cie bez pra­cy, któ­rzy mówi­cie: „Kie­dyż minie nów księ­ży­ca, byśmy mogli sprze­da­wać? Kie­dyż sza­bat, byśmy mogli otwo­rzyć spi­chlerz? A będzie­my zmniej­szać efę, powięk­szać sykl i wagę pod­stęp­nie fał­szo­wać”. Pro­wa­dze­nie biz­ne­su, gro­ma­dze­nie coraz więk­szych bogactw, nawet ze cenę oszu­ki­wa­nia innych, jest cho­ro­bą, któ­ra obej­mu­je czło­wie­ka tak głę­bo­ko, iż nie liczy się brat, nie liczy się Bóg, jedy­ną pasją sta­je się bożek, jakim jest pra­ca i pie­niądz, zna­cze­nie i doby­tek. Czy jest wyj­ście z tej cho­ro­by? Bóg posy­ła pro­ro­ka, pró­bu­je rato­wać zaśle­pio­nych ludzi. Mówi twar­de sło­wa. Upo­mi­na. Wska­zu­je nie­uchron­ność wiel­kich nie­szczęść. Bo to są kon­se­kwen­cje grze­chu. To wiel­ka łaska Stwór­cy, któ­ry pra­gnie rato­wać znie­wo­lo­ne­go czło­wie­ka. Jak bar­dzo trze­ba tę łaskę cenić i uwa­żać, by jej nie zmar­no­wać. Raz i dru­gi odrzu­co­na, może być bez­pow­rot­nie utra­co­na.
SOBOTA
Am 9,11–15; Mt 9,14–17
Sło­wo Boże: Oto nadej­dą dni, mówi Pan, że będzie postę­po­wał żni­wiarz tuż za ora­czem, a dep­czą­cy wino­gro­na za sie­ją­cym ziar­no; z gór moszcz spły­wać będzie kro­pla­mi, a wszyst­kie pagór­ki będą nim opły­wać. Uwol­nię z nie­wo­li lud mój izra­el­ski, odbu­du­ją mia­sta zbu­rzo­ne i będą w nich miesz­kać; zasa­dzą win­ni­ce i pić będą wino. Gdy nara­sta­ła nie­pra­wość, pro­ro­cy gło­si­li nie­uchron­ność kary (cier­pie­nia). Gdy naród zna­lazł się w trud­nym poło­że­niu bole­snej nie­wo­li, Pan przy­cho­dzi z nowym sło­wem. Bo Stwór­ca dobrze wie, jak bar­dzo potrzeb­na jest nam nadzie­ja. Nie spo­sób pod­jąć jakie­kol­wiek zada­nia, gdy zabrak­nie nadziei. Roz­po­czy­na­jąc naj­prost­szą czyn­ność, podej­muj­my ją z prze­ko­na­niem, że osią­gnie­my zamie­rzo­ny sku­tek. Lecz naj­waż­niej­szym źró­dłem naszej nadziei jest sło­wo Boga, któ­ry zobo­wią­zał się, że nas nie opu­ści.