Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

Nawrócenie

Klęknąłem do pacierza

Dwu­dzie­sto­let­ni Hen­ryk, bied­ny matu­rzy­sta, przez rok był kore­pe­ty­to­rem syna Wey­he­rów, wła­ści­cie­li mająt­ku w Poświęt­nem koło Płoń­ska. Prze­zwy­cię­żył tam mło­dzień­czy kry­zys wia­ry, o czym napi­sał do swo­je­go kole­gi Kon­ra­da Dobrskie­go w liście z 16 grud­nia 1865 roku. Od głę­bo­ko rozu­mia­nych chrze­ści­jań­skich war­to­ści nie odstą­pił do koń­ca życia.

Kościół w Okrzei, w któ­rym ochrzczo­ny został Hen­ryk Sien­kie­wicz (Fot. Wiki­pe­dia Com­mons)

„W naszych latach, latach odmian, walk wewnętrz­nych i rewo­lu­cyj – trud­no powie­dzieć o mło­dzień­cu, któ­re­go widzia­ło się wczo­raj – jakim jest dziś. Być może się zmie­ni­łeś, Two­je czę­ste zwro­ty: daj Boże, dał­by Bóg etc. dają mi dużo w tym wzglę­dzie do myśle­nia. Chcę poprzeć moje twier­dze­nie o zmia­nach mło­dzień­cze­go wie­ku. Przed kil­ko­ma tygo­dnia­mi byłem, jak wiesz zresz­tą, uspo­so­bie­nia cynicz­no-scep­tycz­ne­go. Oba­śmy tacy byli. Dziś nie poznał­byś mnie w tym wzglę­dzie. Nie z wyro­zu­mo­wa­nia, nie z żad­nych wnio­sków filo­zo­ficz­nych, ale jakoś mimo­wied­nie, jakoś z potrze­by klęk­ną­łem pew­ne­go wie­czo­ra do nie mówio­ne­go od dwóch lat pacie­rza. Od tej chwi­li wie­rzę – całą siłą. Krót­ka ta modli­twa podzia­ła­ła na mnie zba­wien­nie. Spoj­rza­łem w przy­szłość i wzdry­gną­łem się: Jaka sza­lo­na, męt­na, jaka bez jutra! Uczu­łem coś w kształ­cie żalu i od tej chwi­li powta­rzam: wie­rzę. Co wię­cej – zda­je mi się, że dosze­dłem do wnio­sku, że są natu­ry ludz­kie może wszyst­kie – któ­re nie mogą, któ­rym nie­po­dob­na obejść się bez wia­ry. Ja mam taką natu­rę, taki cha­rak­ter. Prze­ko­na­łem się, żem nigdy nie wąt­pił zupeł­nie, że byłem w zawie­sze­niu, w wal­ce, któ­ra dziś padła zwy­cię­sko na stro­nę wia­ry” – tłu­ma­czył Kon­ra­do­wi Dobrskie­mu. „Być może – nawet zapew­ne, jak z listów widać, że i Ty w tym cza­sie opu­ści­łeś cho­rą­gwie, ate­isto! Posta­raj­my się wytłu­ma­czyć sobie: dla­cze­go? (…) Muszę przy­znać, że małą przy­czy­ną była isto­ta bez­myśl­na, bez­wied­na, wię­cej nik­czem­na niż szla­chet­na, wię­cej zła niż dobra – wię­cej głu­pia niż zła. Jest to G. J. [Gustaw Jagiel­ski]. W nic nie wie­rzy!? Tak, ale ten ate­izm wyszedł z życia peł­ne­go bru­dów i zby­dlę­ce­nia, w któ­rym wia­ra zga­sła nie z prze­ko­na­nia, ale w bło­cie zła. – Bydlę­ciu lepiej, jeże­li za gro­bem nie ma przy­szło­ści – nic więc dziw­ne­go, że bydlę­ta dla swe­go wła­śnie zby­dlę­ce­nia zapie­ra­ją się jej otwar­cie. – Więk­sza część ate­istów jest z podob­ne­go źró­dła taki­mi. – Być więc z taki­mi ludź­mi bra­tem w ide­ach? O, to wolę je cisnąć pod nogi tym, któ­rzy je wywo­ła­li. – Dziś jakoś życie przed­sta­wia mi się jeże­li nie poetycz­niej, to może jaśniej, prak­tycz­niej, a nawet i wese­lej. To jeden powód – dru­gie­go mi przy­szło odszu­kać. Czy wie­rzysz, że nim jest miłość?! (…) miło­ścią nazy­wam w sobie jakąś siłę, któ­ra mi mówi: szu­kaj – jakąś potrze­bę wewnętrz­ną, nie­prze­ła­ma­ną, co nie­raz tak wzbie­ra w pier­si, tak rada by wylać się na zewnątrz, że rze­czy­wi­ście nie­raz szu­kam, któ­rą z już zna­nych mi kobiet obrać za przed­miot mej miło­ści. (…) Dziś przy­naj­mniej sądzę, że jeże­li teraz nie mam dość siły, to ją mieć muszę, a zdo­bę­dę ją przez cią­głą pra­cę nad sobą, przez cią­głą wal­kę wewnętrz­ną, któ­ra zahar­tu­je moją wolę i posta­wi sil­nym do wal­ki na śmierć i życie, jaką kie­dyś pra­gnę podać w imie­niu ide­ali­zmu. Dziś jestem sła­by – zwy­cię­stwo było­by dla mnie nie­po­dob­nym. – Ale chcę dla tego wal­czyć, w imie­niu tego, co nazy­wa­ją ide­al­nym pięk­nym i dobrym. – Ide­alizm – pięk­no i dobro są, zda­je mi się, poję­cia zbli­żo­ne do sie­bie bar­dzo – pro­za więc życia, mówię o życiu ducho­wym, któ­re dziś [leży] pod noga­mi reali­zmu – musi pocią­gać wie­le złe­go, wie­le bru­du i głu­po­ty– dla­te­go powta­rzam, chcę wal­czyć prze­ciw­ko takie­mu życiu” – pisał Sien­kie­wicz w liście do przy­ja­cie­la.