Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

TYDZIEŃ LITURGICZNY

SIEDEMNASTY TYDZIEŃ ZWYKŁY 25 – 30 VII 2016

PONIEDZIAŁEK:
2 Kor 4,7–15; Mt 20,20–28
Świę­to św. Jaku­ba
Sło­wo Boże: Prze­cho­wu­je­my skarb w naczy­niach gli­nia­nych, aby z Boga była owa prze­ogrom­na moc, a nie z nas. Zewsząd zno­si­my cier­pie­nia, lecz nie pod­da­je­my się zwąt­pie­niu; żyje­my w nie­do­stat­ku, lecz nie roz­pa­cza­my; zno­si­my prze­śla­do­wa­nia, lecz nie czu­je­my się osa­mot­nie­ni… Na dro­dze wier­nej służ­by Bogu poja­wia­ją się zagro­że­nia zewnętrz­ne. Mocą łaski Pana moż­na je poko­nać. Od nich jed­nak gor­sze bywa­ją te, któ­re pły­ną z ludz­kie­go ser­ca. Czło­wiek, nawet wybit­ny, nie jest niczym wię­cej niż naczy­niem gli­nia­nym. Mimo oczy­wi­stej kru­cho­ści moż­na je prze­zna­czyć do waż­nych zadań. Ktoś, kto pod­jął waż­ną odpo­wie­dzial­ność w Koście­le nie utra­cił nic ze swej kru­cho­ści, czy­li poten­cjal­nych zagro­żeń ducho­wych. Jeśli o tym zapo­mni, koń­czy się służ­ba, zwy­cię­ża nie Chry­stus, ale pycha.
WTOREK
Jr 14,17–22; Mt 13,36–43
Sło­wo Boże: Dla­cze­go dotkną­łeś nas klę­ską, a nie ma dla nas ule­cze­nia? Spo­dzie­wa­li­śmy się poko­ju, ale nie ma nic dobre­go (…) Uzna­je­my, Panie, naszą nie­go­dzi­wość, prze­wrot­ność naszych przod­ków, bo zgrze­szy­li­śmy prze­ciw Tobie. Nie odrzu­caj nas przez wzgląd na Two­je imię… Nie­po­wo­dze­nia są nie­od­łącz­ną czę­ścią nasze­go życia. Wów­czas spon­ta­nicz­nie poja­wia­ją się pyta­nia: dla­cze­go tak się sta­ło: Kto zawi­nił? Czym ja sam zawi­ni­łem? Pro­rok mówiąc o prze­ży­wa­nym roz­cza­ro­wa­niu wybie­ra inną dro­gę: w pierw­szym odru­chu zachę­ca do modli­twy skru­chy. Jest ona bowiem jak codzien­ny chleb czło­wie­ka wie­rzą­ce­go. Czy w rado­ści czy w prze­ciw­no­ściach nie moż­na jej pomi­nąć. Nie moż­na w poko­ju ser­ca zakoń­czyć dnia, jeśli zapo­mni­my ze skru­chą pochy­lić swą gło­wę przed Stwór­cą.
ŚRODA
Jr 15,10.16–21; Mt 13,44–46
Sło­wo Boże: Jeśli się nawró­cisz, dozwo­lę, byś znów sta­nął przede Mną. Jeśli zaś będziesz czy­nić to, co szla­chet­ne, bez jakiej­kol­wiek pod­ło­ści, będziesz jak­by moimi usta­mi (…). Uczy­nię z cie­bie dla tego naro­du nie­zdo­by­ty mur ze spi­żu. Będą wal­czyć z tobą, lecz cię nie zwy­cię­żą, bo Ja jestem z tobą… Grzech zawsze jest for­mą uciecz­ki czło­wie­ka sprzed Boże­go obli­cza. Rezy­gnu­jąc z grze­chu, wcho­dząc na dro­gę nawró­ce­nia, znów odnaj­du­je­my się w pro­mie­niach Bożej obec­no­ści. Ta obec­ność Boga w ludz­kim ser­cu może być tak moc­na i czy­tel­na, że sta­je się źró­dłem pro­mie­nio­wa­nia na innych. Czło­wiek ponie­kąd bez udzia­łu swej świa­do­mo­ści może mówić o Panu. Sta­je się Jego usta­mi. Tak two­rzo­ne sło­wo o Bożej obec­no­ści nie oba­wia się kontr­ar­gu­men­tów. Bo Pan sam naj­sku­tecz­niej mówi przez czło­wie­ka.
CZWARTEK
Jr 18,1–6; Mt 13,47–53
Sło­wo Boże: Zstą­pi­łem do domu garn­ca­rza, on zaś pra­co­wał wła­śnie przy kole (…). Wte­dy Pan skie­ro­wał do mnie nastę­pu­ją­ce sło­wo: „Czy nie mogę postą­pić z wami, domu Izra­ela, jak ten garn­carz? — mówi Pan. Oto bowiem jak gli­na w ręku garn­ca­rza, tak jeste­ście wy, domu Izra­ela, w moim ręku”. Dla­cze­go jed­ne naczy­nia są pięk­ne, inne zupeł­nie pro­ste? Dla­cze­go jed­ne sto­ją dum­nie w pierw­szym sze­re­gu, a duża część gdzieś w mało widocz­nym miej­scu? Tych pytań może być znacz­nie wię­cej. Chęt­nie posta­wi­li­by­śmy je Stwór­cy, świę­te­mu Garn­ca­rzo­wi, któ­ry mozol­nie lepi nasze życie. Ale nie jest to czas na egza­mi­no­wa­nie Boga. Naj­lep­sze co może­my dziś uczy­nić, to zaufać, że Pan nie bawi się naszym życiem, lecz z miło­ścią pochy­la się nad każ­dym z nas, by lepić znów, gdy my, bywa, że to co ule­pio­ne, kru­szy­my.
PIĄTEK
1 J 4,7–16; J 11,19–27
Sło­wo Boże: Umi­ło­wa­ni, miłuj­my się wza­jem­nie, ponie­waż miłość jest z Boga, a każ­dy, kto miłu­je, naro­dził się z Boga i zna Boga. Kto nie miłu­je, nie zna Boga, bo Bóg jest miło­ścią. W tym obja­wi­ła się miłość Boga ku nam, że zesłał Syna swe­go Jed­no­ro­dzo­ne­go na świat, aby­śmy życie mie­li dzię­ki Nie­mu. „Wszy­scy zobacz­cie, jak nasz Pan jest dobry”. To sło­wa modli­twy-wezwa­nia, któ­re są odpo­wie­dzią na dzi­siej­szą reflek­sję Jana Apo­sto­ła. Bóg jest miło­ścią, Bóg oka­zu­je miło­sier­dzie. Łaska Jego jest nie­wy­czer­pa­na. Te sło­wa wciąż są powta­rza­ne, wie­lo­krot­nie przy­po­mi­na­ne szcze­gól­nie w Roku Miło­sier­dzia. Czy kry­je się za tym jakaś prze­sa­da? Bynaj­mniej. Nigdy dość o miło­sier­dziu nasze­go Stwór­cy. O ile pamię­ta­my, że każ­de przy­po­mnie­nie o tym, że Pan jest dobry i miło­sier­ny, jest rów­no­cze­śnie wezwa­niem, by te posta­wy w sobie roz­wi­jać.
SOBOTA
Jr 26,11–16.24; Mt 14,1–12
Sło­wo Boże: „Czło­wiek ten zasłu­gu­je na wyrok śmier­ci, gdyż pro­ro­ko­wał prze­ciw temu mia­stu, jak to sły­sze­li­ście na wła­sne uszy”. Jere­miasz zaś rzekł: „Pan posłał mnie, bym gło­sił prze­ciw temu domo­wi (…) Teraz więc zmień­cie swo­je postę­po­wa­nie i swo­je uczyn­ki, słu­chaj­cie gło­su Pana…”. Bywa, że sło­wo Pana jest twar­de i trud­ne  do przy­ję­cia. Wywo­łu­je sprze­ciw samo sło­wo i gło­si­ciel sło­wa. Oto sytu­acja Jere­mia­sza. Nie pierw­szy to i nie ostat­ni spra­wie­dli­wy słu­ga Pana, ska­zy­wa­ny na odrzu­ce­nie, wyszy­dze­nie a nawet śmierć z powo­du wier­no­ści sło­wu Boże­mu. W obli­czu bez­po­śred­nie­go zagro­że­nia pro­rok pozo­sta­je gło­si­cie­lem praw­dy Bożej. Jest słu­gą Naj­wyż­sze­go i herol­dem Jego praw. Pro­śmy o łaskę pozo­sta­wa­nia rzecz­ni­ka­mi spraw Bożych wobec ludzi, któ­rych spo­ty­ka­my na co dzień.