Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

BŁ . MATKA TERESAKALKUTY (1910–1997)

ŚWIĘTA W BIAŁYM SARI

Fot. Wiki­me­dia Com­mons

Agnes Ganxhe Boja­xhiu uro­dzi­ła się 26 sierp­nia 1910 roku w Sko­pje, mie­ście leżą­cym wów­czas na tere­nie Ser­bii (dziś sto­li­ca Mace­do­nii). Była cór­ką kato­li­ków-Albań­czy­ków. Agnes mia­ła bra­ta Lazëra i młod­szą sio­strę Aga­tę. Ojciec był dobrze sytu­owa­nym biz­nes­me­nem. Anga­żo­wał się w dzia­łal­ność poli­tycz­ną i przy­pła­cił to śmier­cią – został pod­stęp­nie otru­ty i zmarł w 1919 roku.

ZAKONNICAIMIENIEM NA CZEŚĆ ŚW. TERESY

Już od dzie­cię­cych lat Agnes wie­dzia­ła, że chce zostać zakon­ni­cą i słu­żyć bied­nym. W jed­nym z listów napi­sa­ła: „Mia­łam wte­dy zale­d­wie dwa­na­ście lat. (…) Wte­dy wła­śnie po raz pierw­szy zro­zu­mia­łam, że moim powo­ła­niem są bied­ni (…). Posta­no­wi­łam zostać misjo­nar­ką, posta­no­wi­łam wyje­chać i gło­sić życie Chry­stu­so­we ludziom kra­jów misyj­nych”. Kie­dy Agnes mia­ła osiem­na­ście lat wstą­pi­ła do irlandz­kie­go Zgro­ma­dze­nia Lore­ta­nek i wyje­cha­ła do Indii. W ser­cu wciąż sły­sza­ła sło­wa mat­ki, któ­re wyrze­kła przy poże­gna­niu: „Podaj Jezu­so­wi dłoń i chodź tyl­ko z Nim. Idź do przo­du, bo jeśli się obej­rzysz, zawró­cisz”. 6 stycz­nia 1929 roku Tere­sa przy­by­ła do Kal­ku­ty. W 1937 roku zło­ży­ła ślu­by wie­czy­ste i przy­bra­ła imię Tere­sa – na cześć św. Tere­sy z Lisieux.

POWOŁANIE W POWOŁANIU

W jed­nym z domów dla ubo­gich w Kal­ku­cie

Pod­czas poby­tu w Indiach sio­stra Tere­sa zetknę­ła się z wiel­ką bie­dą. Choć była szczę­śli­wą lore­tan­ką, posta­no­wi­ła zało­żyć nowy insty­tut zakon­ny, któ­ry zajął­by się opie­ką nad naj­uboż­szy­mi. W 1948 roku (mia­ła wte­dy  38 lat) – po dwu­dzie­stu latach życi zakon­ne­go – posta­no­wi­ła opu­ścić mury klasz­tor­ne. Chcia­ła poma­gać bied­nym i umie­ra­ją­cym wslum­sach alku­ty. Przez dwa lata ocze­ki­wa­ła na decy­zję władz kościel­nych, by móc zało­żyć wła­sne Zgro­ma­dze­nie Misjo­na­rek Miło­ści i zamie­nić habit na sari – tra­dy­cyj­ny strój hin­du­ski. Pisa­ła w jed­nym z listów: „Być Hin­du­ską – żyć z nimi – jak oni – tak żeby tra­fiać ludziom do serc. (…) Sio­stry mają trzy­mać się dosko­na­łe­go ubó­stwa – ubó­stwa Krzy­ża – nic oprócz Boga. – Żeby nie dać bogac­twom wejść do ich serc, nie będą mia­ły nic z rze­czy zewnętrz­nych – ale będą utrzy­my­wa­ły się z pra­cy wła­snych rąk – fran­cisz­kań­skie ubó­stwo – bene­dyk­tyń­ska pra­ca. Do zako­nu powin­ny być przyj­mo­wa­ne dziew­czę­ta każ­dej naro­do­wo­ści – ale muszą nabrać indyj­skie­go spo­so­bu myśle­nia – nosić pro­ste ubra­nia. Dłu­gi, bia­ły habit z dłu­gi­mi ręka­wa­mi, jasno­nie­bie­skie sari i bia­ły welon, san­da­ły, bez poń­czoch, kru­cy­fiks, pas i róża­niec. (…) Powin­ny stać się praw­dzi­wy­mi Ofia­ra­mi – bez słów – ale w każ­dym zna­cze­niu tego sło­wa, indyj­ski­mi ofia­ra­mi dla Indii. Miłość powin­na być sło­wem, ogniem, któ­ry spra­wi, że będą żyły całą peł­nią życia. Jeże­li zakon­ni­ce będą bar­dzo ubo­gie, będą wol­ne, by kochać tyl­ko Boga – słu­żyć tyl­ko Jemu – być tyl­ko Jego”. Mat­ka Tere­sa ukoń­czy­ła kurs pie­lę­gniar­ski, aby lepiej słu­żyć ubo­gim. Po jego zakoń­cze­niu wró­ci­ła z Pat­ny do Kal­ku­ty i w świę­ta Boże­go Naro­dze­nia roz­po­czę­ła dzia­łal­ność. Posta­no­wi­ła, że razem ze swo­imi sio­stra­mi będzie żyć w takich samych warun­kach jak ci, któ­ry­mi mia­ła się zaj­mo­wać. Za pięć rupii mie­sięcz­nie wyna­ję­ła więc w dziel­ni­cy nędzy ubo­gą chat­kę. Od razu zaopie­ko­wa­ła się pię­cior­giem dzie­ci. Nie tyl­ko dała im jeść, ale zaczę­ła uczyć je alfa­be­tu. Każ­de­go dnia Mat­ka Tere­sa wędro­wa­ła uli­ca­mi Kal­ku­ty i pochy­la­ła się nad kale­ka­mi, trę­do­wa­ty­mi i umie­ra­ją­cy­mi z gło­du. W jedy­nym z listów wspo­mi­na­ła, jak na śmiet­ni­ku zna­la­zła led­wo żywą kobie­tę. Z wiel­kim tru­dem wywal­czy­ła dla niej miej­sce w szpi­ta­lu. Zakon­ni­ca w bia­łym sari prze­ży­wa­ła wie­le dra­ma­tycz­nych chwil. Były jed­nak i jaśniej­sze momen­ty, np. w dniu, w któ­rym wyda­ła ostat­nie pie­nią­dze, nie­zna­jo­my czło­wiek ofia­ro­wał na jej dzia­łal­ność 50 rupii. Dla niej był to znak opie­ki ze stro­ny Boga. Świa­dec­two Mat­ki Tere­sy pocią­ga­ło dziew­czy­ny. Pew­ne­go dnia cór­ka boga­tych rodzi­ców oświad­czy­ła, że chce dzie­lić los Mat­ki Tere­sy. Za nią przy­szły następ­ne i tak zaczę­ła powsta­wać nowa wspól­no­ta. 7 paź­dzier­ni­ka 1949 roku arcy­bi­skup Kal­ku­ty Fer­di­nand Périer SJ zatwier­dził nowe zgro­ma­dze­nie na pra­wie die­ce­zjal­nym. 12 kwiet­nia 1953 roku – po odby­ciu nowi­cja­tu – dwa­na­ście sióstr zło­ży­ło pierw­szą pro­fe­sję zakon­ną, a zało­ży­ciel­ka zło­ży­ła pro­fe­sję wie­czy­stą jako Misjo­nar­ka Miło­ści. 1 lute­go 1965 roku zgro­ma­dze­nie zosta­ło zatwier­dzo­ne ofi­cjal­nie przez Sto­li­cę Apo­stol­ską. Sio­stry Mat­ki Tere­sy pro­wa­dzą obec­nie na całym świe­cie sie­ro­ciń­ce oraz domy dla cho­rych i umie­ra­ją­cych.
Mat­ka Tere­sa prze­mie­rza­ła cały świat. Wszę­dzie gdzie mogła zakła­da­ła pla­ców­ki swej wspól­no­ty zakon­nej. Tam gdzie widzia­ła bie­dę i ubó­stwo, chcia­ła poma­gać na róż­ne spo­so­by. W 1984 roku zało­ży­ła męską wspól­no­tę czyn­ną Bra­ci Misjo­na­rzy Miło­ści. Widząc wiel­ką pra­cę i doce­nia­jąc ją, w 1968 roku papież Paweł VI popro­sił Mat­kę Tere­sę o przy­sła­nie sióstr z jej zgro­ma­dze­nia do Rzy­mu do opie­ki nad bie­da­ka­mi.

ANIOŁ POKOJU

[pul­lqu­ote]
„Świa­dec­two życia Mat­ki Tere­sy przy­po­mi­na wszyst­kim, że ewan­ge­li­za­cyj­na
misja Kościo­ła doko­nu­je się poprzez miłość, któ­ra jest kar­mio­na
modli­twą i słu­cha­niem Sło­wa Boże­go. Bar­dzo wymow­nie ten styl misjo­nar­ski
przed­sta­wia obraz uka­zu­ją­cy nową bło­go­sła­wio­ną, któ­ra jed­ną
ręką trzy­ma dziec­ko, a w dru­giej prze­su­wa pacior­ki różań­ca. Kon­tem­pla­cja
i dzia­ła­nie, ewan­ge­li­za­cja i pro­mo­cja czło­wie­czeń­stwa; Mat­ka Tere­sa
gło­si Ewan­ge­lię swo­im życiem w cało­ści ofia­ro­wa­nym ubo­gim, ale jed­no­cze­śnie
w cało­ści spo­wi­tym w modli­twie”.
Jan Paweł II – 19 paź­dzier­ni­ka 2003 roku, w cza­sie Mszy Świę­tej beaty­fi­ka­cyj­nej Mat­ki Tere­sy
[/pullquote]Matka Tere­sa pra­co­wa­ła tam, gdzie wie­le orga­ni­za­cji cha­ry­ta­tyw­nych boi się wejść. To, co robi­ła, budzi­ło powszech­ny podziw. Pokor­na zakon­ni­ca za swo­ją dzia­łal­ność odzna­czo­na zosta­ła ponad dwu­dzie­sto­ma waż­ny­mi mię­dzy­na­ro­do­wy­mi nagro­da­mi, m.in.: Klej­no­tem Indii, meda­lem Kon­gre­su USA oraz hono­ro­wym oby­wa­tel­stwem USA (była trze­cią oso­bą w histo­rii, któ­ra otrzy­ma­ła to wyróż­nie­nie), Hono­ro­wym Orde­rem Zasłu­gi przy­zna­nym przez kró­lo­wą Elż­bie­tę II oraz dok­to­ra­tem hono­ris cau­sa Uni­wer­sy­te­tu w Cam­brid­ge. W 1979 roku otrzy­ma­ła Poko­jo­wą Nagro­dę Nobla. Dzię­ki temu wie­le kra­jów otwo­rzy­ło drzwi dla sióstr. Papież Paweł VI nagro­dził ją Nagro­dą Poko­ju papie­ża Jana XXIII „za pra­cę na rzecz ubo­gich, obraz chrze­ści­jań­skiej miło­ści i wysił­ki na rzecz poko­ju”. W 1976 roku otrzy­ma­ła nagro­dę Pacem in ter­ris. Na wnio­sek wło­skich dzie­ci zosta­ła Kawa­le­rem Orde­ru Uśmie­chu (1996).
W „NOCY CIEMNOŚCI”
Mat­ka Tere­sa, uśmiech­nię­ta na co dzień, przez wie­le lat prze­ży­wa­ła jed­nak ducho­we udrę­ki, ciem­ną noc w duszy. Do swo­je­go ojca duchow­ne­go napi­sa­ła nawet, że „jeśli kie­dy­kol­wiek będzie świę­tą, to będzie świę­tą od ciem­no­ści”. Wyda­wa­ło się jej, że Bóg przed nią się ukry­wa. „Gorą­co pra­gnę – peł­nym bólu pra­gnie­niem, bycia wszyst­kim dla Boga – być świę­tą w taki spo­sób, żeby Jezus mógł w peł­ni żyć swo­im życiem we mnie. Im bar­dziej ja chcę Jego – tym mniej sama jestem chcia­na. – Chcę kochać Go tak, jak jesz­cze nigdy dotąd nie był kocha­ny – a mimo to trwa we mnie to głę­bo­kie uczu­cie oddzie­le­nia od Nie­go – ta strasz­na pust­ka, to poczu­cie nie­obec­no­ści Boga” – czy­ta­my w jed­nym z jej listów. W innym pisa­ła zno­wu: „Pro­szę o modli­twę – tęsk­no­ta za Bogiem jest strasz­nie bole­sna, a mimo to ciem­ność sta­je się coraz więk­sza. Cóż za sprzecz­ność mam w duszy. – Ból, jaki mam w sobie, jest tak wiel­ki – że napraw­dę cały ten roz­głos i ludz­kie gada­nie nie wywo­łu­ją we mnie żad­nych odczuć. Niech Wasza Emi­nen­cja pro­si Mat­kę Bożą, żeby była mi Mat­ką w tych ciem­no­ściach”.
W DRODZE NA OŁTARZE
[pul­lqu­ote]
Życie jest oka­zją, sko­rzy­staj z niej.
Życie jest pięk­nem, podzi­wiaj je.
Życie jest roz­ko­szą, zakosz­tuj jej.
Życie jest marze­niem, speł­nij je.
Życie jest wyzwa­niem, staw mu czo­ło.
Życie to obo­wią­zek, speł­nij go.
Życie jest grą, pro­wadź ją.
Życie jest skar­bem, troszcz się o nie­go.
Życie jest bogac­twem, strzeż go.
Życie jest miło­ścią, raduj się nią.
Życie jest tajem­ni­cą, poznaj ją.
Życie to obiet­ni­ca, wypeł­nij ją.
Życie jest smut­kiem, poko­naj go.
Życie jest pie­śnią, śpie­waj ją.
Życie jest wal­ką, podej­mij ją.
Życie jest tra­ge­dią, nabierz sił.
Życie jest przy­go­dą, nie cofaj się.
Życie jest życiem, ocal je!
Życie jest szan­są, sko­rzy­staj z niej.
Życie jest zbyt cen­ne, nie niszcz go.
Mat­ka Tere­sa z Kal­ku­ty


[/pullquote]5 wrze­śnia 1997 roku Mat­ka Tere­sa zmar­ła na zawał ser­ca w domu macie­rzy­stym swe­go zgro­ma­dze­nia w Kal­ku­cie. Mówio­no tego dnia, że ode­szła „żyją­ca świę­ta”. 13 wrze­śnia odbył się jej pogrzeb i decy­zją władz Indii miał on opra­wę należ­ną oso­bom o naj­wyż­szej ran­dze w pań­stwie. Na proś­bę wie­lu osób i orga­ni­za­cji, Ojciec Świę­ty Jan Paweł II już w 1999 roku, a więc zale­d­wie dwa lata po jej śmier­ci, wydał zgo­dę na ofi­cjal­ne roz­po­czę­cie pro­ce­su beaty­fi­ka­cyj­ne­go (prze­pi­sy kościel­ne wyma­ga­ją mini­mum pięć lat na pod­ję­cie takich dzia­łań). Już czte­ry lata póź­niej Papież-Polak beaty­fi­ko­wał Mat­kę Tere­sę. Mia­ło to miej­sce 19 paź­dzier­ni­ka 2003 roku. Jan Paweł II powie­dział wte­dy m.in.: „Mat­ka Tere­sa dzie­li­ła z Ukrzy­żo­wa­nym Jego bole­sną mękę, w szcze­gól­ny spo­sób pod­czas dłu­gich lat wewnętrz­nych ciem­no­ści. Ta prze­szy­wa­ją­ca do głę­bi pró­ba zosta­ła przy­ję­ta jako szcze­gól­ny dar i przy­wi­lej. W godzi­nach naj­więk­szych ciem­no­ści Mat­ka Tere­sa chwy­ta­ła się wytrwa­le modli­twy przed Naj­święt­szym Sakra­men­tem. Ta ducho­wa udrę­ka pro­wa­dzi­ła ją do coraz więk­sze­go utoż­sa­mia­nia się z tymi, któ­rym codzien­nie słu­ży­ła, doświad­cza­jąc cier­pie­nia, a cza­sem wręcz odrzu­ce­nia. Powta­rza­ła czę­sto, że naj­więk­sze ubó­stwo to być nie­po­trzeb­nym, nie mieć niko­go, kto się Tobą zaopie­ku­je”. I dalej: „Ileż razy tak jak Psal­mi­sta, rów­nież Mat­ka Tere­sa w chwi­lach wewnętrz­ne­go przy­gnę­bie­nia powta­rza­ła Swe­mu Panu: W Tobie, w Tobie pokła­dam nadzie­ję, mój Boże. Oddaj­my cześć tej drob­nej kobie­cie zako­cha­nej w Bogu, tej pokor­nej zwia­stun­ce Ewan­ge­lii i nie­stru­dzo­nej dobro­dziej­ce ludz­ko­ści. Czci­my w Niej jed­ną z naj­bar­dziej zna­mie­ni­tych oso­bo­wo­ści naszej epo­ki. Przyj­mij­my Jej prze­sła­nie i naśla­duj­my Jej przy­kład. Naj­święt­sza Mary­jo Pan­no, Kró­lo­wo Wszyst­kich Świę­tych, pomóż nam być cichy­mi i pokor­ny­mi ser­cem, tak jak ta męż­na zwia­stun­ka miło­ści. Pomóż słu­żyć z rado­ścią i uśmie­chem każ­dej oso­bie, któ­rą spo­ty­ka­my. Pomóż być misjo­na­rza­mi Chry­stu­sa, nasze­go poko­ju i naszej nadziei”.