Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

ŚW. JAN PAWEŁ IIMATCE TERESIE

BŁOGOSŁAWIONA MATKA TERESAKALKUTY

Homi­lia Jana Paw­ła II wygło­szo­na na pla­cu św. Pio­tra w Waty­ka­nie w cza­sie Mszy św. beaty­fi­ka­cyj­nej Mat­ki Tere­sy z Kal­ku­ty, 19 paź­dzier­ni­ka 2003 roku

Kto chce być pierw­szy mię­dzy wami, niech będzie nie­wol­ni­kiem wszyst­kich (Mk 10,44).

Por­tret beaty­fi­ka­cyj­ny Mat­ki Tere­sy

Jezu­so­we sło­wa skie­ro­wa­ne do uczniów, któ­re przed chwi­lą zabrzmia­ły na tym pla­cu, wska­zu­ją, jaka powin­na być dro­ga, któ­ra pro­wa­dzi do ewan­ge­licz­nej „wiel­ko­ści”. To dro­ga, któ­rą sam Chry­stus prze­mie­rzył aż po krzyż; iti­ne­ra­rium miło­ści i służ­by, któ­re odwra­ca wszel­ką ludz­ką logi­kę. Być nie­wol­ni­kiem wszyst­kich! Tą logi­ką pozwo­li­ła się pro­wa­dzić Mat­ka Tere­sa z Kal­ku­ty, zało­ży­ciel­ka Misjo­na­rek i Misjo­na­rzy Miło­ści, któ­rą dziś z rado­ścią wpi­su­ję w poczet bło­go­sła­wio­nych. Jestem oso­bi­ście wdzięcz­ny tej męż­nej kobie­cie, któ­rej obec­ność czu­łem zawsze bli­sko sie­bie. Jako iko­na Dobre­go Sama­ry­ta­ni­na szła wszę­dzie, by słu­żyć Chry­stu­so­wi w naj­uboż­szych i pośród ubo­gich. Ani kon­flik­ty, ani woj­ny nie były w sta­nie jej zatrzy­mać. Co jakiś czas przy­by­wa­ła, by opo­wie­dzieć mi o swo­ich doświad­cze­niach w służ­bie war­to­ściom  ewan­ge­licz­nym. Pamię­tam, na przy­kład, jak powie­dzia­ła po otrzy­ma­niu poko­jo­wej Nagro­dy Nobla: „Jeśli usły­szy­cie, że jakaś kobie­ta nie chce uro­dzić swe­go dziec­ka i zamie­rza je usu­nąć, sta­raj­cie się prze­ko­nać ją, aby mi je przy­nio­sła. Ja je będę kocha­ła, widząc w nim znak Bożej miło­ści”. Czyż nie wymow­nym jest fakt, że jej beaty­fi­ka­cja przy­pa­da dokład­nie w dniu, w któ­rym Kościół obcho­dzi Świa­to­wy Dzień Misyj­ny? Świa­dec­two życia Mat­ki Tere­sy przy­po­mi­na wszyst­kim, że ewan­ge­li­za­cyj­na misja Kościo­ła doko­nu­je się poprzez miłość, któ­ra jest kar­mio­na modli­twą i słu­cha­niem Sło­wa Boże­go. Bar­dzo wymow­nie ten styl misjo­nar­ski przed­sta­wia obraz uka­zu­ją­cy nową bło­go­sła­wio­ną, któ­ra jed­ną ręką trzy­ma dziec­ko, a w dru­giej prze­su­wa pacior­ki różań­ca. Kon­tem­pla­cja i dzia­ła­nie, ewan­ge­li­za­cja i pro­mo­cja czło­wie­czeń­stwa; Mat­ka Tere­sa gło­si Ewan­ge­lię swo­im życiem w cało­ści ofia­ro­wa­nym ubo­gim, ale jed­no­cze­śnie w cało­ści spo­wi­tym w modli­twie. Kto by mię­dzy wami chciał stać się wiel­kim, niech będzie waszym słu­gą (Mk 10,43). Ze szcze­gól­nym wzru­sze­niem wspo­mi­na­my dziś Mat­ką Tere­sę, wiel­ką słu­żeb­ni­cę ubo­gich, Kościo­ła i całe­go świa­ta. Jej życie jest świa­dec­twem god­no­ści i uprzy­wi­le­jo­wa­nia pokor­nej służ­by. Wybra­ła nie tyle bycie naj­mniej­szą, ile słu­żeb­ni­cą naj­mniej­szych. Jako praw­dzi­wa mat­ka ubo­gich, pochy­la­ła się nad oso­ba­mi doświad­cza­ją­cy­mi ubó­stwa w róż­nej posta­ci. Jej wiel­kość pole­ga na zdol­no­ści dawa­nia bez obli­cza­nia kosz­tów, dawa­nia aż do bólu. Jej życie było rady­kal­nym prze­ży­wa­niem i śmia­łym gło­sze­niem Ewan­ge­lii. Woła­nie Jezu­sa na krzy­żu: Pra­gnę (J 19,28), wyra­ża­ją­ce głę­bię Bożej tęsk­no­ty za czło­wie­kiem, prze­nik­nę­ło duszę Mat­ki Tere­sy i zna­la­zło w jej ser­cu żyzną gle­bę. Zaspo­ka­ja­nie Jezu­so­we­go pra­gnie­nia miło­ści i zba­wie­nia dusz w jed­no­ści z Mary­ją sta­ło się jedy­nym celem życia Mat­ki Tere­sy. Ono tak­że sta­no­wi­ło wewnętrz­ną moc, popy­cha­ją­cą ją do „dąże­nia z pośpie­chem” przez cały świat, aby pra­co­wać na rzecz zba­wie­nia i uświę­ce­nia naj­uboż­szych z ubo­gich. Cokol­wiek uczy­ni­li­ście jed­ne­mu z tych bra­ci moich naj­mniej­szych, Mnie­ście uczy­ni­li (Mt 25,40). Ten ewan­ge­licz­ny wer­set, tak waż­ny dla zro­zu­mie­nia służ­by Mat­ki Tere­sy ubo­gim, stał u pod­staw jej peł­ne­go wia­ry prze­ko­na­nia, że doty­ka­jąc zra­nio­nych ciał ludzi ubo­gich, doty­ka cia­ła Chry­stu­sa. To do same­go Jezu­sa, ukry­te­go pod udrę­czo­ną posta­cią naj­uboż­szych z ubo­gich, kie­ro­wa­ła się Jej posłu­ga. Mat­ka Tere­sa uwi­dacz­nia naj­głęb­szy sens służ­by – akt miło­ści wobec głod­nych, spra­gnio­nych, cudzo­ziem­ców, nagich, cho­rych, więź­niów (por. Mt 25,34–36) odno­si się do same­go Jezu­sa. Roz­po­zna­jąc Go, słu­ży­ła Mu z cał­ko­wi­tym odda­niem, wyra­ża­jąc sub­tel­ność swej oblu­bień­czej miło­ści. Tak więc w cał­ko­wi­tym odda­niu się Bogu i bliź­nie­mu Mat­ka Tere­sa odna­la­zła naj­więk­sze speł­nie­nie, żyjąc naj­szla­chet­niej­szy­mi war­to­ścia­mi swej kobie­co­ści. Chcia­ła być zna­kiem „Bożej Miło­ści, Bożej Obec­no­ści, Boże­go Współ­czu­cia” i przy­po­mnieć w ten spo­sób o war­to­ści i god­no­ści każ­de­go z dzie­ci Bożych, „stwo­rzo­nych do kocha­nia i bycia kocha­nym”. W ten spo­sób Mat­ka Tere­sa „pro­wa­dzi­ła dusze do Boga i Boga ku duszom”, zaspo­ka­ja­jąc pra­gnie­nie Chry­stu­sa skie­ro­wa­ne zwłasz­cza ku ludziom naj­bar­dziej potrze­bu­ją­cym, u któ­rych postrze­ga­nie Boga zosta­ło zmą­co­ne przez cier­pie­nie i ból. Syn Czło­wie­czy przy­szedł, aby dać życie na okup za wie­lu (Mk 10,45). Mat­ka Tere­sa dzie­li­ła z Ukrzy­żo­wa­nym Jego bole­sną mękę, w szcze­gól­ny spo­sób pod­czas dłu­gich lat „wewnętrz­nych ciem­no­ści”. Ta prze­szy­wa­ją­ca do głę­bi pró­ba zosta­ła przy­ję­ta jako szcze­gól­ny „dar i przy­wi­lej”. W godzi­nach naj­więk­szych ciem­no­ści Mat­ka Tere­sa chwy­ta­ła się wytrwa­le modli­twy przed Naj­święt­szym Sakra­men­tem. Ta ducho­wa udrę­ka pro­wa­dzi­ła ją do coraz więk­sze­go utoż­sa­mia­nia się z tymi, któ­rym codzien­nie słu­ży­ła, doświad­cza­jąc cier­pie­nia, a cza­sem wręcz odrzu­ce­nia. Powta­rza­ła czę­sto, że naj­więk­sze ubó­stwo to być nie­po­trzeb­nym, nie mieć niko­go, kto się Tobą zaopie­ku­je. Daj nam, Panie, Two­ją łaskę, w Tobie pokła­da­my nadzie­ję! Ileż razy tak jak Psal­mi­sta, rów­nież Mat­ka Tere­sa w chwi­lach wewnętrz­ne­go przy­gnę­bie­nia powta­rza­ła swe­mu Panu: W Tobie, w Tobie pokła­dam nadzie­ję, mój Boże. Oddaj­my cześć tej drob­nej kobie­cie zako­cha­nej w Bogu, tej pokor­nej zwia­stun­ce Ewan­ge­lii i nie­stru­dzo­nej dobro­dziej­ce ludz­ko­ści. Czci­my w niej jed­ną z naj­bar­dziej zna­mie­ni­tych oso­bo­wo­ści naszej epo­ki. Przyj­mij­my jej prze­sła­nie i naśla­duj­my jej przy­kład. Naj­święt­sza Mary­jo Pan­no, Kró­lo­wo Wszyst­kich Świę­tych, pomóż nam być cichy­mi i pokor­ny­mi ser­cem, tak jak ta męż­na zwia­stun­ka miło­ści. Pomóż słu­żyć z rado­ścią i uśmie­chem każ­dej oso­bie, któ­rą spo­ty­ka­my. Pomóż być misjo­na­rza­mi Chry­stu­sa, nasze­go poko­ju i naszej nadziei. Amen!