Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

SŁOWA KAPŁANA

NOWE ŻYCIE W CHRYSTUSIE (34)

BP JAN SZKODOŃ BISKUP POMOCNICZY

„Jeśli kto przy­cho­dzi do Mnie, a nie ma w nie­na­wi­ści swe­go ojca i mat­ki, żony i dzie­ci, bra­ci i sióstr, nad­to i sie­bie same­go, nie może być moim uczniem” (Łk 14,26). Te sło­wa Pana Jezu­sa mogą być zaska­ku­ją­ce dla wie­lu z nas, a szcze­gól­nie dla żyją­cych w mał­żeń­stwie i rodzi­nie. Jak pogo­dzić naukę Pana Jezu­sa o miło­ści, miło­sier­dziu i prze­ba­cze­niu ze zda­niem: „Jeśli kto przy­cho­dzi do Mnie, a nie ma w nie­na­wi­ści…”. „Czcić ojca swe­go i mat­kę swo­ją”, a jed­no­cze­śnie: „kto… nie ma w nie­na­wi­ści ojca i mat­ki”. Jak pogo­dzić obo­wią­zek miło­ści rodzi­ciel­skiej z nauką Pana Jezu­sa: „a nie ma w nie­na­wi­ści…”, „nie może być moim uczniem”. Wyra­że­nie „mieć w nie­na­wi­ści” ozna­cza „mniej kochać”, pod­po­rząd­ko­wać swo­ją miłość – nawet wobec naj­bliż­szych – miło­ści Pana Jezu­sa. Wie­lu rodzi­ców prze­ży­wa roz­ter­kę, gdy doro­sły syn czy cór­ka żyją bez ślu­bu, prze­sta­ją uczęsz­czać na Mszę świę­tą w nie­dzie­lę… Czy rodzi­ce mają pra­wo, a nawet obo­wią­zek upo­mi­nać? A gdy takie upo­mnie­nie dopro­wa­dzi do kłót­ni, do odda­le­nia się syna czy cór­ki od rodzi­ców? „Nie może być moim uczniem” – ostrze­ga Pan Jezus. Rodzi­ce radzą się przy­ja­ciół, radzą się kapła­na. Wie­lu dziś twier­dzi, że naj­waż­niej­szy jest spo­kój, naj­waż­niej­sze jest, by nie zerwać kon­tak­tu z wła­sny­mi dzieć­mi. Trze­ba – uwa­ża­ją nie­któ­rzy – wszyst­ko pozo­sta­wić sumie­niu bliź­nie­go, tak­że wte­dy, gdy cho­dzi o wła­sne dziec­ko. Pan Jezus wzy­wa nas do rady­ka­li­zmu: „Nikt z was, kto nie wyrze­ka się wszyst­kie­go, co posia­da, nie może być moim uczniem” (Łk 14,33), a jed­no­cze­śnie przy­po­mi­na o roz­trop­no­ści, o prze­wi­dy­wa­niu: kto budu­je wie­żę, winien zasta­no­wić się, czy ma środ­ki, aby ją wykoń­czyć. Król wyru­sza­ją­cy na woj­nę, roz­wa­ża, czy mając dzie­sięć tysię­cy ludzi może sta­wić czo­ła temu, kto ma dwa­dzie­ścia tysię­cy ludzi (por. Łk 14,28–32). War­to wra­cać w życiu, tak­że w rodzi­nie, do słów psal­mi­sty: „Naucz nas liczyć dni nasze, byśmy zdo­by­li mądrość ser­ca” (Ps 90,12). Czas jest darem Bożym, prze­mi­ja­nie uświa­da­mia nam odpo­wie­dzial­ność za każ­dy dzień. Win­ni­śmy sta­rać się zdo­być „mądrość ser­ca”. „Miłość… wyma­ga… sta­le zaczy­na­nia od nowa… i ustę­pu­je przed kul­tu­rą tym­cza­so­wo­ści” (Ojciec Świę­ty Fran­ci­szek, adhor­ta­cja Amo­ris laeti­tia – „O miło­ści w rodzi­nie”, p. 124).
Pro­po­zy­cja posta­no­wie­nia
Zasta­no­wię się, jak pogo­dzić rady­kal­ne wyma­ga­nia Ewan­ge­lii z ludz­ką roz­trop­no­ścią, np. w upo­mi­na­niu dora­sta­ją­cych i doro­słych dzie­ci?