Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

TYDZIEŃ LITURGICZNY

DWUDZIESTY SZÓSTY TYDZIEŃ ZWYKŁY 26 IX – 1 X 2016

PONIEDZIAŁEK:
Hi 1,6–22; Łk 9,46–50
Sło­wo Boże: Hiob wstał, roz­darł swe sza­ty (…), upadł na zie­mię, oddał pokłon i rzekł: „Nagi wysze­dłem z łona mat­ki i nagi tam wró­cę. Pan dał i Pan zabrał. Niech będzie imię Pana bło­go­sła­wio­ne”. W tym wszyst­kim Hiob nie zgrze­szył i nie przy­pi­sał Bogu nie­pra­wo­ści. Śmierć dzie­ci, utra­ta dorob­ku życia. Tu mogą dojść do gło­su rady­kal­ne emo­cje: wzbu­rze­nie, bunt, złość. Ale też moż­na ina­czej. Złe emo­cje nie muszą opa­no­wać ludz­kie­go ser­ca. Hiob, wypeł­nio­ny bólem, zacho­wu­je świa­tło wia­ry na tyle moc­ne, że wcho­dzi na dro­gę ufnej modli­twy: „Niech imię Pana będzie bło­go­sła­wio­ne”. Wia­ra pra­gnie być świa­tłem dla ludz­kie­go umy­słu i ludz­kich czy­nów w każ­dej chwi­li, tak­że gdy przy­cho­dzi naj­więk­szy ból. Bo praw­dzi­wa wia­ra jest mocą w chwi­li ciem­no­ści. Ina­czej sta­je się mar­twa.
WTOREK
Hi 3,1–3.11–17.20–23; Łk 9,51–56
Sło­wo Boże: Hiob otwo­rzył usta i prze­kli­nał swój dzień. Zabrał głos i tak mówił: „Niech prze­pad­nie dzień mego uro­dze­nia i noc, gdy powie­dzia­no: Poczę­ty został męż­czy­zna. Dla­cze­go nie umar­łem po wyj­ściu z łona, nie wysze­dłem z wnętrz­no­ści, by sko­nać?”. Co dopie­ro autor natchnio­ny stwier­dził, że cier­pią­cy Hiob nie przy­pi­sał Bogu nie­pra­wo­ści, a teraz wyraź­nie uka­zu­je, że czło­wiek ten bez ogró­dek prze­kli­na dzień swe­go naro­dze­nia. W opi­sie tym znaj­du­je­my auten­tyzm reak­cji kogoś, na kogo zwa­la się ogrom cier­pie­nia. Po
latach pomyśl­no­ści, gdy przy­cho­dzi doświad­cze­nie stra­ty mająt­ku, utra­ty naj­bliż­szych, nie­zro­zu­mie­nia i odrzu­ce­nia przez innych, taka reak­cja nie jest dziw­na. Jed­nak­że Hiob, prze­kli­na­ją­cy swój los, nie obwi­nia Boga. I w tym jest jego wiel­kość.
ŚRODA
Hi 9,1–12.14–16; Łk 9,57–62
Sło­wo Boże: Jak czło­wiek może być przed Bogiem pra­wy? Gdy­by ktoś się z Nim pra­wo­wał, nie odpo­wie raz jeden na tysiąc (…). Nie widzę Go, cho­ciaż prze­cho­dzi: mija, a dostrzec nie mogę. Kto Mu zabro­ni, choć znisz­czy? Kto zdo­ła powie­dzieć: „Co robisz?”. Jak­że ja zdo­łam z nim mówić? Co cha­rak­te­ry­zu­je rela­cję czło­wiek – Bóg? Oto Stwór­ca, od któ­re­go zale­ży wszel­kie stwo­rze­nie, któ­ry dał począ­tek wszyst­kie­mu, co może­my spo­tkać, i któ­ry wszyst­ko utrzy­mu­je mocą swej łaski, pra­gnie rów­no­cze­śnie roz­ma­wiać z kimś, kto pozo­sta­je w cał­ko­wi­tej od Nie­go zależ­no­ści. I jesz­cze trak­tu­je swo­je stwo­rze­nie jak part­ne­ra. Medy­ta­cja o tym, co zna­czy, że Bóg jest Stwór­cą, i co zna­czy, że ja jestem stwo­rze­niem, nie jest łatwa, ale koniecz­na, by doce­nić ogrom Bożej łaski. Jest koniecz­na, by w pokor­ny spo­sób zoba­czyć swo­je miej­sce.
CZWARTEK
Ap 12,7–12a; J 1,47–51
ŚWIĘTO ŚW. ARCHANIOŁÓW MICHAŁA, GABRIELA I RAFAŁA
Sło­wo Boże: Michał i jego anio­ło­wie mie­li wal­czyć ze Smo­kiem. I wystą­pił do wal­ki Smok i jego anio­ło­wie (…) I został strą­co­ny wiel­ki Smok, wąż sta­ro­daw­ny, któ­ry zwie się dia­beł i sza­tan, zwo­dzą­cy całą zamiesz­ka­łą zie­mię, został strą­co­ny na zie­mię, a z nim strą­ce­ni zosta­li jego anio­ło­wie. Żyje­my w cią­głym nie­bez­pie­czeń­stwie, bo może­my zostać zwie­dze­ni. To zna­mien­ne: potra­fi­my moc­no uwa­żać, by nikt nie oszu­kał nas w spra­wach mate­rial­nych. Jest wie­le insty­tu­cji, któ­re nas na tym polu wspo­ma­ga­ją. Tym­cza­sem nie­jed­no­krot­nie bra­ku­je nam wystar­cza­ją­cej uwa­gi, gdy ktoś zwo­dzi nas
zatru­ty­mi myśla­mi czy zwod­ni­czy­mi pla­na­mi. Łatwiej bro­nić to, co mate­rial­ne niż to, co ducho­we. A prze­cież odwiecz­ny zwo­dzi­ciel nie zasto­so­wał wobec nas ulgo­wej tary­fy. Cho­dzi mu zawsze o duszę, o myśli, o nasze pra­gnie­nia i decy­zje!
PIĄTEK
Hi 38,1.12–21;40,3–5; Łk 10,13–16
Sło­wo Boże: Z wichru Pan zwró­cił się do Hio­ba: „Powiedz, czy znasz wszyst­ko? Któ­rę­dy dro­ga do świa­tła? A gdzie sie­dzi­ba mro­ku… I Hiob odpo­wie­dział Panu: „Jam mały, cóż Ci odpo­wiem? Rękę przy­ło­żę do ust. Raz prze­mó­wi­łem, nie wię­cej, dru­gi raz nicze­go nie dodam”. Moż­na spie­rać się Bogiem, moż­na pytać  o przy­czy­nę wszyst­kich spraw dzie­ją­cych się na zie­mi, moż­na szu­kać. A nawet błą­dzić. Mamy ponie­kąd pra­wo do tego. Ale nie wol­no stwo­rzyć takiej wrza­wy, pośród któ­rej nie będzie­my zdol­ni usły­szeć gło­su Boga. Potrzeb­ny jest czas ciszy. Wobec Bożych zamy­słów zbyt sła­be są moż­li­wo­ści ludz­kie­go umy­słu. Nie­po­ję­ty odsła­nia się jako nie­po­ję­ty. I wte­dy nale­ży pochy­lić gło­wę. A popeł­nio­ne błę­dy spo­żyt­ko­wać, wycią­ga­jąc wła­ści­we wnio­ski. I znów zacząć słu­chać, co mówi Pan.
SOBOTA
Hi 42,1–3.5–6.12–17; Łk 10,17–24
Sło­wo Boże: Wiem, że Ty wszyst­ko możesz (…) Któż nie­ro­zum­nie Twe rzą­dy zaciem­ni? dotąd Cię zna­łem ze słu­chu, obec­nie ujrza­łem Cię wzro­kiem, stąd się we łzach roz­pły­wam, poku­tu­ję w pro­chu i popie­le. Wie­lu wie­rzy, bo tak im o Bogu mówio­no. I nie ma w tym nic nie­wła­ści­we­go, bo wia­ra rodzi się ze słu­cha­nia. Jed­nak­że przy­cho­dzą takie wyzwa­nia, że trze­ba pójść dalej. By trwać w wie­rze potrzeb­ne jest nie­mal nama­cal­ne dotknię­cie Stwór­cy. I Pan daje takie doświad­cze­nia, któ­re są jak potęż­ny błysk nowe­go świa­tła. Z ciem­no­ści wyła­nia się świat, spo­strze­ga­my nową dro­gę, otrzy­mu­je­my nie­zna­ną wcze­śniej pew­ność. Podą­ża­jąc dro­gą wia­ry może­my napo­tkać kry­zys, ale dzię­ki temu może­my też wzra­stać. Dla­te­go za wszyst­ko Bogu niech będą dzię­ki.