Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

FARYZEUSZEEWANGELII (18)

OSTRZEŻENIE PRZED FARYZEUSZAMI

KS. PRAŁAT PROF. DR HAB. EDWARD STANIEK

Aktu­al­ne są sło­wa Jezu­sa prze­ka­za­ne rze­szom słu­cha­czy, aby się strze­gli fary­ze­uszy. Sło­wa te odsła­nia­ją, do jakie­go stop­nia Ewan­ge­lia jest ostrym mie­czem, się­ga­ją­cym do szpi­ku kości. Jak sło­wa Jezu­sa ode­bra­li słu­cha­cze, a jak fary­ze­usze – to moż­na sobie tyl­ko wyobra­zić. One były szo­kiem dla jed­nych i dla dru­gich. Naj­trud­niej dostrzec w nich miłość, z jaką Jezus je wypo­wia­dał. A On gło­sił je z miło­ścią – i dla­te­go zosta­ły wpi­sa­ne do Ewan­ge­lii. Wów­czas prze­mó­wił Jezus do tłu­mów i do swych uczniów tymi sło­wa­mi: „Na kate­drze Moj­że­sza zasie­dli ucze­ni w Piśmie i fary­ze­usze. Czyń­cie więc i zacho­wuj­cie wszyst­ko, co wam pole­cą, lecz uczyn­ków ich nie naśla­duj­cie. Mówią bowiem, ale sami nie czy­nią. Wią­żą cię­ża­ry wiel­kie i nie do unie­sie­nia i kła­dą je ludziom na ramio­na, lecz sami pal­cem ruszyć ich nie chcą. Wszyst­kie swe uczyn­ki speł­nia­ją w tym celu, żeby się ludziom poka­zać. Roz­sze­rza­ją swo­je filak­te­rie i wydłu­ża­ją frędz­le u płasz­czów. Lubią zaszczyt­ne miej­sca na ucztach i pierw­sze krze­sła w syna­go­gach. Chcą, by ich pozdra­wia­no na ryn­kach i żeby ludzie nazy­wa­li ich Rab­bi. Otóż wy nie pozwa­laj­cie nazy­wać się Rab­bi, albo­wiem jeden jest wasz Nauczy­ciel, a wy wszy­scy brać­mi jeste­ście. Niko­go też na zie­mi nie nazy­waj­cie waszym ojcem; jeden bowiem jest Ojciec wasz, Ten w nie­bie. Nie chciej­cie rów­nież, żeby was nazy­wa­no mistrza­mi, bo jeden jest tyl­ko wasz Mistrz, Chry­stus. Naj­więk­szy z was niech będzie naszym słu­gą. Kto się wywyż­sza, będzie poni­żo­ny, a to się poni­ża, będzie wywyż­szo­ny” (Mt 23,1–12). Jezus ma na uwa­dze urząd nauczy­ciel­ski Izra­ela. Waż­ne jest jasne stwier­dze­nie, doty­czą­ce potrze­by zacho­wa­nia przez wie­rzą­cych tego, co nauczy­cie­le prze­ka­zu­ją. Moc­no jed­nak potę­pia ich za to, że jako nauczy­cie­le nie żyją pra­wem Boga. Jezus wyraź­nie stwier­dza, że sta­wia­nie wyso­kich wyma­gań jest słusz­ne, i dla­te­go słu­cha­cze win­ni je wyko­nać. Jezu­so­wi nie cho­dzi
o to, aby wyma­ga­nia Boże­go Pra­wa łago­dzić, ale aby je wyko­nać. Zarzut pole­ga na tym, że fary­ze­usze ina­czej mówią, a ina­czej żyją. Praw­dy nie da się prze­ka­zy­wać samym sło­wem, trze­ba to czy­nić świa­dec­twem. Jezus ata­ku­je ich za brak świa­dec­twa. Reli­gij­ność fary­ze­uszy jest pozor­na, oni wyko­rzy­stu­ją prak­ty­ki reli­gij­ne, aby się ludziom podo­bać i aby mieć z tego korzy­ści. Takie podej­ście do życia reli­gij­ne­go jest przez Jezu­sa potę­pio­ne. Prze­stro­ga, skie­ro­wa­na do rzesz, była połą­czo­na z wezwa­niem uczniów Jezu­sa do życia w praw­dzie. Czy­ni to usta­wia­jąc na jed­nym bie­gu­nie miłu­ją­cych praw­dę, a na dru­gim toną­cych w zakła­ma­niu. Gdy­by Kościół nie był Boży, tyl­ko ludz­ki, to już daw­no ten tekst był­by z Ewan­ge­lii wykre­ślo­ny i nie czy­ta­no by go w litur­gii, bo mówi o współ­cze­snych fary­ze­uszach, któ­rzy mówią pięk­ne sło­wa, ale nimi nie żyją. Obec­ność tych moc­nych słów w życiu Kościo­ła jest dowo­dem obec­no­ści w nim Ducha Świę­te­go. Ten Duch jest Stró­żem prze­ka­zy­wa­nej praw­dy.