Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

TYDZIEŃ LITURGICZNY

TRZYDZIESTY TRZECI TYDZIEŃ ZWYKŁY 14–19 XI 2016

PONIEDZIAŁEK:
Ap 1,1–4;2,1–5a; Łk 18,35–43
Sło­wo Boże: Z nam two­je czy­ny (…) Ty masz wytrwa­łość i znio­słeś wie­le dla imie­nia mego – nie­zmor­do­wa­ny. Ale mam prze­ciw tobie to, że odstą­pi­łeś od twej pier­wot­nej miło­ści. Pamię­taj więc, skąd spa­dłeś, i nawróć się, i pierw­sze czy­ny podej­mij. Powrót do pier­wot­nej miło­ści to powrót do pierw­sze­go entu­zja­zmu, któ­ry poja­wia się u począt­ku nowych dzieł; do pierw­szej cie­ka­wo­ści świa­ta i ludzi, gdy otwar­tym ser­cem chło­nie się kolej­ne zda­rze­nia; do spon­ta­nicz­ne­go zachwy­tu wobec zada­nia, któ­re posta­wił Bóg; to wresz­cie szcze­ra pasja, z jaką wędru­je się nie­zna­nym trak­tem. Taki powrót moż­li­wy jest nawet po naj­więk­szych zakrę­tach i błą­dze­niu po bez­dro­żach. Jeśli pozwo­li­my, by Bóg nas pro­wa­dził. Powrót do pier­wot­nej miło­ści – zada­nie zawsze aktu­al­ne.
WTOREK
Ap 3,1–6.14–22; Łk 19,1–10
Sło­wo Boże: Ja wszyst­kich, któ­rych kocham, kar­cę i ćwi­czę. Bądź więc gor­li­wy i nawróć się. Oto sto­ję u drzwi i koła­czę: jeśli kto posły­szy mój głos i drzwi otwo­rzy, wej­dę do nie­go i będę z nim wie­cze­rzał, a on ze Mną. Zwy­cięz­cy dam zasiąść ze Mną na moim tro­nie… Tak dobrze zna­ny obraz – być może jako mały obra­zek z dzie­ciń­stwa, gdy chcia­ło się sta­wiać oczy­wi­ste pyta­nie: gdzie jest klam­ka… Nie widać gospo­da­rza, nie sły­chać zapro­sze­nia… A Pan cze­ka, czy drzwi uchy­lą się choć­by tro­chę, by wcho­dząc otwo­rzył je jesz­cze sze­rzej i pozo­stał w miesz­ka­niu ludz­kie­go ser­ca. Takie zapro­sze­nie znów dziś trze­ba wyraź­nie wypo­wie­dzieć nowym pra­gnie­niem, nową wia­rą, nową miło­ścią. Sło­wa­mi i też bez słów. Zapro­sić w trud dzi­siej­sze­go dnia. Jezus cier­pli­wie na to cze­ka.
ŚRODA
Ap 4,1–11; Łk 19,11–28
Sło­wo Boże: Czte­ry Isto­ty żyją­ce – a każ­da z nich ma po sześć skrzy­deł – doko­ła i wewnątrz są peł­ne oczu, i bez wytchnie­nia mówią dniem i nocą: Świę­ty, Świę­ty, Świę­ty, Pan Bóg wszech­mo­gą­cy, Któ­ry był i Któ­ry jest, i Któ­ry przy­cho­dzi. Chwa­ła, cześć i uwiel­bie­nie wobec Boga i Stwór­cy – nie­ustan­na pieśń stwo­rze­nia. To nie­prze­rwa­ny zachwyt nad nie­ogar­nio­ną wiel­ko­ścią Stwór­cy. Zachwyt, któ­ry nigdy się nie skoń­czy, bo Jego wspa­nia­łość to nie­prze­nik­nio­ne pokła­dy pięk­na, przez któ­re prze­cho­dzić będzie zba­wio­ny czło­wiek i nigdy ich nie wyczer­pie, nigdy nie doj­dzie kre­su. Szczę­śli­wy, kto już dziś umie zachwy­cić się swo­im Bogiem. A zachwyt swój potra­fi prze­lać w sło­wa modli­twy, wyra­zić w mil­czą­cym czu­wa­niu, wypo­wie­dzieć czy­nem miło­ści.
CZWARTEK
Ap 5,1–10; Łk 19,41–44
Sło­wo Boże: I taką pieśń śpie­wa­ją: „Godzien jesteś wziąć księ­gę i jej pie­czę­cie otwo­rzyć, bo zosta­łeś zabi­ty i krwią Two­ją naby­łeś dla Boga ludzi z każ­de­go poko­le­nia, języ­ka, ludu i naro­du, i uczy­ni­łeś ich Bogu nasze­mu kró­le­stwem i kapła­na­mi”. Zwy­cię­ski Bara­nek, jeden jedy­ny może wziąć księ­gę i otwo­rzyć ją, oraz dopeł­nić prze­zna­cze­nia. Jego ofia­ra jest sku­tecz­na dla wszyst­kich ludów i poko­leń. I z tej racji przy­słu­gu­je Mu cześć naj­wyż­sza. I posłu­szeń­stwo dosko­na­łe. I wdzięcz­ność bez gra­nic. I pokłon naj­głęb­szy. I miłość naj­szczer­sza… Tak oto zaczy­na się ado­ra­cja Syna Boże­go. A ado­ru­jąc upodob­nia­my się do Tego, któ­re­go ado­ru­je­my. Pan wpro­wa­dza nas w tajem­ni­ce posłu­gi kró­lew­skiej i kapłań­skiej – ado­ru­jąc zwy­cię­skie­go Baran­ka uczy­my się jak słu­żyć i być zdol­nym do zło­że­nia ofia­ry.
PIĄTEK
Ap 10,8–11; Łk 19,45–48
Sło­wo Boże: Posze­dłem więc do anio­ła, mówiąc mu, by mi dał ksią­żecz­kę. I rze­cze mi: „Weź i połknij ją, a napeł­ni wnętrz­no­ści twe gory­czą, lecz w ustach twych będzie słod­ka jak miód”. I wzią­łem ksią­żecz­kę z ręki anio­ła, i połkną­łem ją, a w ustach moich sta­ła się słod­ka jak miód… Anioł daje ksią­żecz­kę prze­zna­czeń – w niej zapi­sa­ne są przy­szłe losy Kościo­ła i poszcze­gól­nych ludzi. Dwo­ja­ki smak z niej pły­nie: sło­dycz, któ­ra jest sym­bo­lem owo­ców zro­dzo­nych z wia­ry; gorycz, któ­ra zapo­wia­da cier­pie­nie, w tym tak­że prze­śla­do­wa­nia. Jeśli godzi­my się na sło­dycz, to zna­czy jeśli przyj­mu­je­my „korzy­ści” pły­ną­ce z wia­ry, umiej­my przy­jąć co gorz­kie, czy­li męż­nie zno­sić „nie­wy­go­dy”. Bo wia­ra jest źró­dłem świa­tła na dro­gach codzien­ne­go życia, nie­sie pokój, ale też wie­rząc musi­my być goto­wi przy­jąć trud­ne ude­rze­nia świa­ta.
SOBOTA
Ap 11,4–12; Łk 20,27–40
Sło­wo Boże: A gdy dopeł­nią swo­je­go świa­dec­twa, Bestia, któ­ra wycho­dzi z Cze­lu­ści, wyda im woj­nę, zwy­cię­ży ich i zabi­je. A zwło­ki ich leżeć będą na pla­cu wiel­kie­go mia­sta… A po trzech i pół dniach duch życia z Boga w nich wstą­pił i sta­nę­li na nogi. Każ­da praw­dzi­wie ugrun­to­wa­na wia­ra musi przejść przez pró­by, by pierz­chły wszel­kie złu­dze­nia. W pro­ro­czej wizji Apo­stoł spo­strze­ga świad­ków, któ­rzy cier­pią i osta­tecz­nie umie­ra­ją. Zabój­cy już nawet się cie­szą i ślą sobie gra­tu­la­cje. Ale po okre­ślo­nym cza­sie duch życia zstę­pu­je od Boga i oży­wia wier­ne słu­gi. Tak dzia­ła Pan. Gdy wyda­je się, że nasze wysił­ki są darem­ne, a popeł­nio­ne błę­dy nie­od­wra­cal­ne, Bóg potra­fi oży­wić każ­de dobro, któ­re przez nas powsta­ło. I ci, któ­rzy zda­ło się, że są już mar­twi na duszy – oży­ją.