Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

APOSTOŁKA INTRONIZACJI

ROZALIA CELAKÓWNA – APOSTOŁKA INTRONIZACJI

Z beskidz­kiej wio­ski Roza­lia uro­dzi­ła się 19 wrze­śnia 1901 roku w Jachów­ce koło Mako­wa Pod­ha­lań­skie­go. Pocho­dzi­ła z bar­dzo poboż­nej rodzi­ny, w któ­rej codzien­nie odma­wia­no wspól­nie modli­twy. Mat­ka Roza­lii, kie­dy była w sta­nie bło­go­sła­wio­nym, ofia­ro­wa­ła Mat­ce Bożej swe nie­na­ro­dzo­ne jesz­cze dziec­ko. To wła­śnie mat­ka nauczy­ła Roza­lię kre­ślić znak krzy­ża i odma­wiać pierw­sze modli­twy. War­to pod­kre­ślić fakt, że rodzi­ce Roza­lii byli ludź­mi pro­sty­mi. Doce­nia­li jed­nak war­tość wie­dzy i tak w ich domu była pokaź­na, jak na wieś, biblio­tecz­ka, w któ­rej znaj­do­wa­ła się Biblia, żywo­ty świę­tych, kate­chizm, a tak­że inne książ­ki reli­gij­ne i lite­ra­tu­ra pięk­na. Codzien­nie po wie­czor­nej modli­twie rodzin­nie czy­ta­no książ­ki. Obiet­ni­ce Chry­stu­sa Roza­lia po ojcu odzie­dzi­czy­ła poryw­cze uspo­so­bie­nie. Mat­ka cza­sem skar­ży­ła się na brak posłu­szeń­stwa i poko­ry u cór­ki. Jed­nak mała Roza­lia wcze­śnie roz­po­czę­ła pra­cę nad swo­im cha­rak­te­rem. Gdy mia­ła sześć lat, posta­no­wi­ła, że będzie „grzecz­na, posłusz­na i pil­na w nauce, by nie spra­wić przy­kro­ści Panu Jezu­so­wi i rodzi­com”. Jako ośmio­let­nia dziew­czy­na usły­sza­ła głos Chry­stu­sa: „Moje dziec­ko, oddaj Mi się cała, bądź moja, świat ci nigdy szczę­ścia nie da, on nie zaspo­koi two­ich pra­gnień. Oddaj się Mnie, a znaj­dziesz wszyst­ko. Ja cię nigdy nie opusz­czę”. Innym razem Pan Jezus powie­dział do niej: „Skła­daj Mi, dziec­ko, wszyst­ko co masz – i co cię spo­tka – w ofie­rze. Ja cię uszczę­śli­wię bar­dzo; świat nigdy ci szczę­ścia dać nie może, ani zado­wo­le­nia”. 11 maja 1911 roku Roza­lia przy­ję­ła po raz pierw­szy Komu­nię Świę­tą i jak potem mówi­ła, był to naj­pięk­niej­szy dzień jej życia. Modli­ła się wów­czas: „Jezu mój, nicze­go inne­go nie pra­gnę, tyl­ko miło­ści. Chcę Cię kochać tak bar­dzo, jak tyl­ko stwo­rze­nie może uko­chać swe­go Boga. Ty, mój Jezu, wię­cej nikt!”. Kie­dy przy­ję­ła Pana Jezu­sa do swo­je­go ser­ca usły­sza­ła sło­wa: „Dziec­ko moje, proś Mnie teraz, o co chcesz”. Bez zasta­no­wie­nia powie­dzia­ła: „Niech umrę, ani­że­li bym Cię mia­ła obra­zić”. I od tej chwi­li Eucha­ry­stycz­ny Jezus stał się jej siłą. „Popatrz, dziec­ko, na Naj­święt­szy Sakra­ment, na moje uni­że­nie, na moje ukry­cie i jak jestem zapo­mnia­ny, a to wszyst­ko z miło­ści ku tobie i ku wszyst­kim duszom” – usły­sza­ła kie­dyś sło­wa Chry­stu­sa. Szu­ka­ła w życio­ry­sach świę­tych dro­gi do świę­to­ści, ale jej nie zna­la­zła. Dosta­ła ją jed­nak od… same­go Chry­stu­sa: „Moje dziec­ko, kochaj Mnie bez zastrze­żeń, do nie­skoń­czo­no­ści, pro­sto, szcze­rze, jak małe dziec­ko kocha swo­ich rodzi­ców; ŚWIĘTOŚĆ – TO MIŁOŚĆ! Nic wię­cej nie potrze­ba do świę­to­ści”. Gdy Roza­lia mia­ła sie­dem­na­ście lat, z wła­snej ini­cja­ty­wy zło­ży­ła ślub czy­sto­ści. Dziew­czy­na nie czu­ła się dobrze wśród ludzi. Czę­sto ucie­ka­ła od nich, by w samot­no­ści spę­dzić choć kil­ka chwil. Wte­dy mogła prze­by­wać z Jezu­sem. Patro­na­mi swo­je­go życia Roza­lia uczy­ni­ła św. Tere­skę od Dzie­ciąt­ka Jezus i Naj­święt­sze­go Obli­cza oraz św. Józe­fa. Doświad­cza­na ducho­wo W jej ser­cu jed­nak zapa­no­wa­ła „noc ciem­no­ści”. Dziew­czy­na nie wie­dzia­ła, co ma zro­bić ze swo­im życiem, dokąd ma pójść, gdzie jest jej miej­sce. Czu­ła w głę­bi ser­ca, że powin­na opu­ścić dom rodzin­ny. Nie mia­ła jed­nak poję­cia, dokąd mia­ła­by się udać. Roza­lia zaczę­ła cho­ro­wać. Jak­by wszyst­kie­go było mało, doświad­cza­ła rów­nież oschło­ści na modli­twie, a to spo­wo­do­wa­ło ból ducho­wy. Sza­tan nie prze­sta­wał jej ata­ko­wać. Aby ją zgnę­bić, poka­zy­wał jej pie­kło. Ciem­no­ści zale­wa­ły jej duszę. „Ja cię tu przy­pro­wa­dzi­łem” Pew­ne­go dnia Roza­lia pod­ję­ła w koń­cu decy­zję i oświad­czy­ła rodzi­com, że odcho­dzi z domu. Począt­ko­wo nie chcie­li się z tym zgo­dzić, ale ule­gli proś­bom cór­ki. Roza­lia wyje­cha­ła do Kra­ko­wa i zamiesz­ka­ła u zna­jo­mej sta­rusz­ki. W tym cza­sie bar­dzo dużo się modli­ła. Wciąż jed­nak mio­ta­ła się – nie mogła roze­znać woli Bożej. Wie­dzia­ła jedy­nie, że nie wyj­dzie za mąż. W póź­niej­szym cza­sie wstą­pi­ła nawet do zako­nu kla­ry­sek, ale ze wzglę­du na zły stan zdro­wia nie mogła tam pozo­stać. W kwiet­niu 1925 roku – osiem mie­się­cy po opusz­cze­niu domu rodzin­ne­go – zna­la­zła pra­cę w szpi­ta­lu św. Łaza­rza na oddzia­le chi­rur­gicz­nym. Tam zyska­ła pokój: „Już w cza­sie mego pierw­sze­go dyżu­ru noc­ne­go Pan Jezus dał mi do zro­zu­mie­nia, że jestem w szpi­ta­lu z Jego woli i łaski” – opi­sy­wa­ła swo­je pierw­sze dni w pra­cy Roza­lia. Kil­ka tygo­dni póź­niej zosta­ła prze­nie­sio­na urzę­do­wo na oddział der­ma­to­lo­gicz­ny, gdzie opie­ko­wa­ła się cho­ry­mi wene­rycz­nie. W szpi­ta­lu zetknę­ła się ze świa­tem miej­skie­go rynsz­to­ka. Pra­ca, któ­rą wyko­ny­wa­ła, była bar­dzo cięż­ka. Czę­sto obar­cza­no ją dyżu­ra­mi noc­ny­mi, pod­czas któ­rych musia­ła czu­wać przy kona­ją­cych. Naj­gor­szym jed­nak doświad­cze­niem dla dziew­czy­ny, któ­ra przy­wy­kła do dys­cy­pli­ny i poboż­no­ści, było nowe oto­cze­nie, z któ­rym się spo­tka­ła: ordy­nar­ne zacho­wa­nia cho­rych, prze­kleń­stwa i wul­gar­ne sło­wa. Uspo­ko­iła się jed­nak, a zara­zem wzmoc­ni­ła, gdy usły­sza­ła sło­wa Jezu­sa: „W tym miej­scu jesteś z mej woli. (…) Ja cię tu przy­pro­wa­dzi­łem (…). Tutaj będziesz mieć praw­dzi­we zado­wo­le­nie wewnętrz­ne (…), bo jesteś na wła­ści­wym miej­scu”. Wów­czas otrzy­ma­ła tak­że od Pana Jezu­sa szcze­gól­ne wezwa­nia do pod­ję­cia wyna­gro­dze­nia Naj­święt­sze­mu Ser­cu Pana Jezu­sa: „Popatrz się, moje dziec­ko, jak strasz­nie mnie ranią grze­chy nie­czy­ste, jaką strasz­ną boleść zada­ją Mi te dusze! (…). Ty, dziec­ko, masz pra­co­wać w tym miej­scu, by Mi wyna­gra­dzać za te strasz­ne grze­chy i pocie­szać moje Boskie Ser­ce”. Roza­lia w szpi­ta­lu pra­co­wa­ła aż do śmier­ci (bli­sko dwa­dzie­ścia lat). Pod­czas jej dyżu­rów noc­nych nie zmar­ła ani jed­na oso­ba nie pojed­na­na z Bogiem, a prze­cież na jej oddzia­le prze­by­wa­li ludzie z mar­gi­ne­su spo­łecz­ne­go. Stan zdro­wia Roza­lii cią­gle się pogar­szał. Cho­ro­wa­ła na zapa­le­nie oskrze­li, a tak­że gry­pę, któ­ra spo­wo­do­wa­ła u niej zmia­ny w płu­cach. Prze­cho­dzi­ła ostre zapa­le­nie wyrost­ka robacz­ko­we­go i poope­ra­cyj­ne zapa­le­nie płuc. Mimo to cią­gle pra­co­wa­ła. Znaj­do­wa­ła jed­nak codzien­nie czas na modli­twę i siły, by uczest­ni­czyć we Mszy św. i w Dro­dze Krzy­żo­wej. Korzy­sta­ła z posłu­gi sta­łe­go kie­row­ni­ka ducho­we­go. To wszyst­ko dawa­ło jej siły do pra­cy. Za swo­ją peł­ną poświę­ce­nia służ­bę otrzy­ma­ła dwie pro­po­zy­cje awan­su. Nie sko­rzy­sta­ła z nich. Wie­dzia­ła, że ma być pro­stą pie­lę­gniar­ką – i była wier­na swe­mu powo­ła­niu. Całe swo­je życie Roza­lia pod­po­rząd­ko­wa­ła naj­waż­niej­sze­mu celo­wi – dopro­wa­dze­niu Naro­du Pol­skie­go do doko­na­nia uro­czy­ste­go Aktu intro­ni­za­cji. W „Wyzna­niach z prze­żyć wewnętrz­nych” prze­czy­tać może­my szcze­gó­ły ducho­wych doznań, któ­re były jej udzia­łem w latach 1937–44. „Pol­ska nie zgi­nie, o ile przyj­mie Chry­stu­sa za Kró­la w całym tego sło­wa zna­cze­niu; jeże­li się pod­po­rząd­ku­je pod pra­wo Boże, pod pra­wo Jego Miło­ści. Ina­czej, moje dziec­ko, nie ostoi się” – to sło­wa, jakie usły­sza­ła w cza­sie jed­ne­go z widzeń. Roz­po­czę­ła się II woj­na świa­to­wa. Woj­ska nie­miec­kie zaję­ły Kra­ków. Roza­lia otrzy­ma­ła dodat­ko­we zada­nia w szpi­ta­lu. Asce­tycz­ny tryb życia, cier­pie­nia fizycz­ne i moral­ne oraz cięż­ka pra­ca nad­wą­tli­ły jej zdro­wie do tego stop­nia, że cho­ro­ba zła­ma­ła jej siły żywot­ne. Roza­lia coraz czę­ściej myśla­ła o śmier­ci. 8 wrze­śnia 1944 roku lekarz stwier­dził u niej cięż­ką angi­nę. Prze­wie­zio­no ją do szpi­ta­la, gdzie zaopa­trzo­na sakra­men­ta­mi świę­ty­mi, zmar­ła 13 wrze­śnia 1944 roku. Pocho­wa­na zosta­ła na cmen­ta­rzu Rako­wic­kim w Kra­ko­wie.
Opi­nia świę­to­ści
Pro­mie­nio­wa­nie świę­to­ści Roza­lii dostrze­gło nie­mal całe oto­cze­nie, któ­re się z nią zetknę­ło. – Już pięć lat po jej śmier­ci roz­po­czę­to zbie­ra­nie pry­wat­nych zeznań o jej życiu i cno­tach, a jed­no­cze­śnie podzię­ko­wań za cuda i łaski uzy­ska­ne za jej wsta­wien­nic­twem – pisał o. Kazi­mierz Dobrzyc­ki, jeden z jej kie­row­ni­ków ducho­wych. Ks. Wła­dy­sław Cał­ka, jeden ze spo­wied­ni­ków Roza­lii, jesz­cze za jej życia doszedł do prze­ko­na­nia, że spo­tkał duszę wyjąt­ko­wo uprzy­wi­le­jo­wa­ną. To było powo­dem tego, że zabez­pie­czył czter­dzie­ści pięć jej listów. Zosta­ły po niej tak­że wyzna­nia z prze­żyć wewnętrz­nych, notat­ki i wspo­mnie­nia, któ­re spo­rzą­dza­ła na pole­ce­nie swo­ich spo­wied­ni­ków i kie­row­ni­ków ducho­wych. W nich moż­na zna­leźć posłan­nic­two, opi­sy widzeń i kie­ro­wa­ne do Roza­lii Cela­ków­ny sło­wa Jezu­sa. 5 listo­pa­da 1996 roku ks. kar­dy­nał Fran­ci­szek Machar­ski otwo­rzył w Archi­die­ce­zji Kra­kow­skiej pro­ces kano­ni­za­cyj­ny dziew­czy­ny z Jachów­ki. Zakoń­czył się on na szcze­blu die­ce­zjal­nym 17 kwiet­nia 2007 roku. Zgod­nie z życze­niem Arcy­bi­sku­pa Metro­po­li­ty Kra­kow­skie­go ks. kar­dy­na­ła Sta­ni­sła­wa Dzi­wi­sza, dal­szym prze­bie­giem pro­ce­su wobec Kon­gre­ga­cji ds. Kano­ni­za­cyj­nych ma się zaj­mo­wać wyłącz­nie Pro­win­cja Pol­ski Połu­dnio­wej Towa­rzy­stwa Jezu­so­we­go (dekret z dnia 16 kwiet­nia 2007 roku). Do Księ­ży Jezu­itów zatem nale­ży tak­że tro­ska o czy­stość kul­tu pry­wat­ne­go Słu­żeb­ni­cy Bożej. Ducho­wość Roza­lii W ducho­wo­ści Roza­lii Cela­ków­ny klu­czo­we są dwie idee: poświę­ce­nia się i wyna­gra­dza­nia Ser­cu Pana Jezu­sa. W swo­ich notat­kach zapi­sa­ła m.in. takie zda­nia: „Gdy mi Pan Jezus dał poznać war­tość życia odda­ne­go cał­ko­wi­cie Jemu, dał mi rów­nież i łaskę, żebym wal­czy­ła na śmierć i życie z mymi zły­mi skłon­no­ścia­mi, a zwłasz­cza z namięt­no­ścią gnie­wu. Zda­ło mi się, że Jezus woła do mnie: Nic się nie lękaj. Walcz męż­nie przy moim Ser­cu, z któ­re­go będziesz czer­pać siłę na całe twe życie. Otrzy­masz łaskę, że uko­chasz cier­pie­nie, podob­nie jak Ja je uko­cha­łem”. W sobo­tę 6 maja 1939 roku Pan Jezus dopu­ścił na Roza­lię ogrom­ne cier­pie­nia ducho­we. Gdy czu­ła się nimi przy­gnie­cio­na, a w jej ser­cu zago­ścił lęk i trwo­ga, znów usły­sza­ła wezwa­nie Chry­stu­sa: „Dziec­ko, ogrom­nie boli Mnie nie­wdzięcz­ność, pocie­szaj Mnie i wyna­gra­dzaj. Boli Mnie szcze­gól­nie nie­wdzięcz­ność od osób, któ­re są Mi odda­ne i poświę­co­ne”. To wła­śnie na fun­da­men­cie doświad­czeń i prze­żyć zwią­za­nych z poświę­ce­niem się Naj­święt­sze­mu Ser­cu  Jezu­sa i wyna­gro­dze­niem Bogu za grze­chy, a tak­że w opar­ciu o mistycz­ne natchnie­nia i wezwa­nia wewnętrz­ne zro­dzi­ła się u Roza­lii idea Intro­ni­za­cji Naj­święt­sze­go Ser­ca Pana Jezu­sa.

mp