Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

TYDZIEŃ LITURGICZNY

DRUGI TYDZIEŃ ADWENTU 5–10 XII 2016

PONIEDZIAŁEK:
Iz 35,1–10; Łk 5,17–26
Sło­wo Boże: „Otóż żeby­ście wie­dzie­li, że Syn Czło­wie­czy ma na zie­mi wła­dzę odpusz­cza­nia grze­chów” – rzekł do spa­ra­li­żo­wa­ne­go: „Mówię ci, wstań, weź swo­je łoże i idź do domu!”. I natych­miast wstał wobec nich, wziął łoże, na któ­rym leżał, i poszedł do swe­go domu, wiel­biąc Boga. Wte­dy zdu­mie­nie ogar­nę­ło wszyst­kich; wiel­bi­li Boga… Pro­rok Iza­jasz zapo­wie­dział, że pustyn­na, spie­czo­na zie­mia zakwit­nie, bo przy­bę­dzie Pan. I oto Jezus pochy­la się nad czło­wie­kiem spa­ra­li­żo­wa­nym. Ten, któ­ry o wła­snych siłach nie był w sta­nie zro­bić jed­ne­go kro­ku, był jak pusty­nia pozba­wio­na wody życia. Ów brak nie wyni­kał jed­nak tyl­ko z fizycz­nej sła­bo­ści. O wie­le bar­dziej był skut­kiem popeł­nio­nych grze­chów. Dla­te­go Jezus, widząc spa­ra­li­żo­wa­ne­go i chcąc mu pomóc, w pierw­szym odru­chu odpusz­cza mu grze­chy. I dopie­ro na potwier­dze­nie tego, co już się doko­na­ło, uzdra­wia fizycz­nie.
WTOREK
Iz 40,1–11; Mt 18,12–14
Sło­wo Boże: Jak wam się zda­je? Jeśli kto posia­da sto owiec i zabłą­ka się jed­na z nich: to czy nie zosta­wi dzie­więć­dzie­się­ciu dzie­wię­ciu na górach i nie pój­dzie szu­kać tej, któ­ra się błą­ka? A jeśli mu uda się ją odna­leźć, zapraw­dę, powia­dam wam: cie­szy się nią bar­dziej niż dzie­więć­dzie­się­ciu dzie­wię­ciu tymi, któ­re się nie zabłą­ka­ły. Nie­raz myśli­my o zagu­bio­nej owcy, któ­rą z takim sta­ra­niem i odda­niem poszu­ku­je Pan. Przy tym nie­raz naiw­nie myśli­my, że sami trwa­my przy Jezu­sie, bo prze­cież sta­ra­my się nie zgu­bić Jego śla­dów, mamy dobrą wolę speł­nie­nia tego, co Pan mówi. A tak napraw­dę wciąż jeste­śmy tymi, któ­rych On nie­ustan­nie poszu­ku­je, na któ­rych Mu zale­ży, z powro­tu któ­rych dozna­je rado­ści. Nie wol­no ulec złu­dze­niu, że o nas Pan nie zabie­ga. Prze­ciw­nie, wciąż gubi­my dro­gę, a jeśli na niej trwa­my, to dla­te­go, że nas nie­ustan­nie Zba­wi­ciel odnaj­du­je. I niech to nam wystar­czy.
ŚRODA
Iz 40,25–31; Mt 11,28–30
Sło­wo Boże: Przyjdź­cie do Mnie wszy­scy, któ­rzy utru­dze­ni i obcią­że­ni jeste­ście, a Ja was pokrze­pię. Weź­cie na sie­bie moje jarz­mo i uczcie się ode Mnie, bo jestem cichy i pokor­ne­go ser­ca, a znaj­dzie­cie uko­je­nie dla dusz waszych. Albo­wiem słod­kie jest moje jarz­mo, a moje brze­mię lek­kie. Niby to oczy­wi­ste: gdy przy­ci­ska jakiś cię­żar, gdy jest to cię­żar nie­zno­śny i wyczer­pu­ją­cy, war­to, a nawet trze­ba szu­kać pomo­cy. Tym razem jed­nak Pan pro­po­nu­je pomoc wza­jem­ną: zapra­sza, by nieść Jego cię­żar, a nade wszyst­ko uczyć się od Nie­go. Nieść Jezu­so­wy cię­żar nie ozna­cza zwięk­sze­nia obcią­żeń, to raczej udział w Jego miło­ści do czło­wie­ka, któ­ra zmie­nia wszyst­ko, któ­ra może zmie­nić tak­że mnie. Rów­no­cze­śnie Jezus rze­czy­wi­ście bie­rze na sie­bie mój trud. A pro­rok Iza­jasz doda­je, o czym war­to pamię­tać, że Pan nigdy się nie męczy.
CZWARTEK
Rdz 3,9–15; Ef 1,3–6.11–12; Łk 1,26–38
Sło­wo Boże: Bóg posłał anio­ła Gabrie­la do mia­sta w Gali­lei, zwa­ne­go Naza­ret, do Dzie­wi­cy poślu­bio­nej mężo­wi imie­niem Józef, z rodu Dawi­da; a Dzie­wi­cy było na imię Mary­ja. Anioł wszedł do Niej i rzekł: „Bądź pozdro­wio­na, peł­na łaski, Pan z Tobą, bło­go­sła­wio­na jesteś mię­dzy nie­wia­sta­mi”. Gdy cie­szą­ca się peł­nią łaski Ewa zgrze­szy­ła, Bóg zaczął wołać: „Gdzie jesteś?”. Czło­wiek skrę­ca­jąc na dro­gę grze­chu wcho­dzi w prze­strzeń, któ­ra ponie­kąd pozo­sta­je poza Bożym wzro­kiem. Spo­śród wie­lu kobiet, Bóg swo­im wzro­kiem ujrzał Mary­ję – peł­ną łaski i do Niej posłał Gabrie­la. Zoba­czył Tę, któ­ra była wol­na od grze­chu, przez co cał­ko­wi­cie odda­na swe­mu Stwór­cy. Każ­dy z nas bywa raz bli­żej Ewy, raz bli­żej Maryi. Gdy skrę­ca­my w stro­nę Ewy, Pan z nie­po­ko­jem woła: gdzie jesteś? Gdy wra­ca­my, sta­je­my się rado­ścią nasze­go Pana.
PIĄTEK
Iz 48,17–19; Mt 11,16–19
Sło­wo Boże: Z kim mam porów­nać to poko­le­nie? Podob­ne jest ono do prze­sia­du­ją­cych na ryn­ku dzie­ci, któ­re gło­śno przy­ma­wia­ją swym rówie­śni­kom: „Przy­gry­wa­li­śmy wam, a nie tań­czy­li­ście; bia­da­li­śmy, a wy nie zawo­dzi­li­ście”. Przy­szedł bowiem Jan, nie jadł ani nie pił, a oni mówią: „Zły duch go opę­tał”. Pan przy­szedł do ludzi z miło­ścią, szu­ka­jąc każ­de­go, kto się zagu­bił. Z całą pasją poszu­ku­jąc zagu­bio­nych, nie utra­cił poczu­cia reali­zmu. Zatro­ska­ny o każ­de­go, potra­fił też z całą ostro­ścią oce­nić ludz­kie zacho­wa­nia. I mając jasność co do tego, jak trud­ne jest poko­le­nie, z któ­rym dzie­lił swój czas na pale­styń­skiej zie­mi, nie zmie­nił nic ze swe­go zbaw­cze­go pla­nu. Bo nie mógł wyzbyć się miło­ści, któ­rą niósł w ser­cu. Jeśli spo­ty­kał się z nie­zro­zu­mie­niem czy wręcz opacz­nym rozu­mie­niem swe­go dzia­ła­nia, pozo­stał wier­ny tej miło­ści, któ­ra spro­wa­dzi­ła Go na zie­mię.
SOBOTA
Syr 48,1–4.9–11; Mt 17,10–13
Sło­wo Boże: „Cze­mu ucze­ni w Piśmie twier­dzą, że naj­pierw musi przyjść Eliasz?”. Jezus odparł: „Eliasz istot­nie przyj­dzie i wszyst­ko napra­wi. Lecz powia­dam wam: Eliasz już przy­szedł, a nie pozna­li go i postą­pi­li z nim tak, jak chcie­li. Tak i Syn Czło­wie­czy ma od nich cier­pieć”. Wte­dy ucznio­wie zro­zu­mie­li, że mówił im o Janie Chrzci­cie­lu. Nie zro­zu­mie­li. Nie spo­strze­gli. Nie przy­ję­li zna­ku od Boga. Postą­pi­li, jak chcie­li. Czy to aż tak wiel­ki błąd? Tak, bo nie roz­po­zna­li gło­su Boże­go, nie potrak­to­wa­li go poważ­nie, nie odczy­ta­li zna­ku i zatrzy­ma­li się w pół dro­gi. Nad­to swo­im upo­rem zamknę­li dro­gę sobie i innym. To trze­ba zro­zu­mieć i odnieść do wła­sne­go życia: zanie­dba­na modli­twa, zmar­no­wa­ne natchnie­nie, lek­ko potrak­to­wa­ny obo­wią­zek… to wszyst­ko mówi o odrzu­co­nej łasce. Dla­te­go praw­dzi­wie wiel­kim jest pro­rok Eliasz, któ­ry pośród tłu­mu błą­dzą­cych jeden zacho­wał zdol­ność słu­cha­nia Pana.