Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

FARYZEUSZEEWANGELII (26)

FARYZEUSZ UDAREMNIA ZAMYSŁ BOŻY

KS. PRAŁAT PROF. DR HAB. EDWARD STANIEK

Bóg chce dotrzeć do czło­wie­ka i posłu­gu­je się inny­mi, aby pod­pro­wa­dzi­li do spo­tka­nia z Nim. Tak było z Janem Chrzci­cie­lem. On miał pod­pro­wa­dzić ludzi dobrej woli do spo­tka­nia z Jezu­sem. Czy­nił to przez prze­po­wia­da­nie oraz przez udzie­la­nie chrztu w Jor­da­nie. Św. Łukasz zazna­cza, że przyj­mu­ją­cych było wie­lu. Byli wśród nich nawet cel­ni­cy i legio­ni­ści. Nawra­ca­li się, wyzna­jąc swe grze­chy i przyj­mu­jąc chrzest z jego rąk. Fary­ze­usze słu­cha­li Jana, ale jego chrztu nie przyj­mo­wa­li. Gdy wysłan­ni­cy Jana ode­szli, Jezus zaczął mówić do tłu­mów o Janie: „Coście wyszli oglą­dać na pusty­ni? Trzci­nę koły­szą­cą się na wie­trze? Ale coście wyszli zoba­czyć? Czło­wie­ka w mięk­kie sza­ty ubra­ne­go? Oto w pała­cach kró­lew­skich prze­by­wa­ją ci, któ­rzy noszą oka­za­łe stro­je i żyją w zbyt­kach. Ale coście wyszli zoba­czyć?
Pro­ro­ka? Tak, mówię wam, nawet wię­cej niż pro­ro­ka. On jest tym, o któ­rym napi­sa­no: Oto posy­łam mego wysłań­ca przed Tobą, aby Ci przy­go­to­wał dro­gę. Powia­dam wam: Mię­dzy naro­dzo­ny­mi z nie­wiast nie ma więk­sze­go od Jana. Lecz naj­mniej­szy w kró­le­stwie Bożym więk­szy jest niż on”. I cały lud, któ­ry Go słu­chał, nawet cel­ni­cy przy­zna­wa­li słusz­ność Bogu, przyj­mu­jąc chrzest Jano­wy. Fary­ze­usze zaś i ucze­ni w Pra­wie uda­rem­ni­li zamiar Boży wzglę­dem sie­bie, nie przyj­mu­jąc chrztu od nie­go (Łk 7,24–30). Sfor­mu­ło­wa­nie, jakim posłu­gu­je się św. Łukasz, wzy­wa do zasta­no­wie­nia, bo oka­zu­je się, że moż­na uda­rem­nić zamiar Boga, któ­ry chce nas uszczę­śli­wić. Tyl­ko Bóg to może uczy­nić, bo sami praw­dzi­we­go szczę­ścia nie jeste­śmy w sta­nie osią­gnąć. On nas do szczę­ścia stwo­rzył i bar­dzo Mu zale­ży na nim. Pra­gnie nasze­go szczę­ścia. Chce jed­nak, aby­śmy dobro­wol­nie speł­ni­li dwa warun­ki. Cho­dzi o uzna­nie swo­ich grze­chów jako szko­dze­nie samym sobie i prze­pro­sze­nie za nie Boga. Dru­gim warun­kiem jest chrzest. Po posta­wie­niu tych dwu kro­ków, otwie­ra się przed czło­wie­kiem dro­ga do peł­ni szczę­ścia, pole­ga­ją­ca
na poko­ny­wa­niu wie­lu prze­szkód, bo ksią­żę tego świa­ta nie chce, aby czło­wiek był szczę­śli­wy tak, jak on był, a dobro­wol­nie – z powo­du bra­ku poko­ry i posłu­szeń­stwa Bogu – to szczę­ście stra­cił. Fary­ze­usze sza­no­wa­li Jana jako wybit­ne­go i podzi­wia­ne­go przez innych asce­tę. Oni nie mogli mu nic zarzu­cić. Według ich opi­nii był dosko­na­ły, choć do nich nie nale­żał, bo kochał spra­wie­dli­wość i cze­kał na pod­ję­cie zadań przez Jezu­sa. Fary­ze­usze mię­dzy inny­mi z tego powo­du nie pode­szli do chrztu Jano­we­go i nie otwo­rzy­li ser­ca na dzia­ła­nie Boga. Dziś jeste­śmy świad­ka­mi, jak wie­lu ludzi w Koście­le uda­rem­nia zamiar Boga wobec nich. Prze­ko­na­ją się o tym dopie­ro sta­jąc przed Bogiem w godzi­nie sądu. Zoba­czą wiel­ką szan­sę, jaką była ich przy­na­leż­ność do Kościo­ła – i rów­nie ostro zoba­czą, jak z tej szan­sy dobro­wol­nie zre­zy­gno­wa­li. Uda­rem­ni­li zamiar Boga wobec sie­bie. O praw­dzi­wym szczę­ściu nie będą mogli nawet marzyć.