Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

FARYZEUSZEEWANGELII (27)

JEZUS GOŚCIEM U FARYZEUSZA

KS. PRAŁAT PROF. DR HAB. EDWARD STANIEK

Boga­ty fary­ze­usz przy­go­to­wał dla Jezu­sa i Jego uczniów ucztę. Zapro­sił też swo­ich kole­gów i krew­nych. Chciał skom­pro­mi­to­wać Jezu­sa i pozwo­lił wejść do sali bie­siad­nej dobrze zna­nej wszyst­kim pro­sty­tut­ce, któ­ra się w Jezu­sie zako­cha­ła. Jezus zapro­sze­nie przy­jął i zamie­nił ucztę w lek­cję wiel­kiej miło­ści – i to prze­ba­cza­ją­cej, a zro­bił to moc­no upo­ka­rza­jąc gospo­da­rza. Wie­lu z tru­dem dostrze­ga w tym miłość Jezu­sa do gospo­da­rza. Nie mogą jej odczy­tać w tym, co On zro­bił. A Jezus uczy­nił to z miło­ści do nie­go i jego kole­gów, aby im otwo­rzyć oczy na to, czym żyli. Jeden z fary­ze­uszów zapro­sił Go do sie­bie na posi­łek. Wszedł więc do domu i zajął miej­sce za sto­łem. A oto kobie­ta, któ­ra pro­wa­dzi­ła w mie­ście życie grzesz­ne, dowie­dziaw­szy się, że jest gościem w domu fary­ze­usza, przy­nio­sła fla­ko­nik ala­ba­stro­wy olej­ku, i sta­nąw­szy z tyłu u nóg Jego, pła­cząc, zaczę­ła łza­mi oble­wać Jego nogi i wło­sa­mi swej gło­wy je wycie­rać. Potem cało­wa­ła Jego sto­py i namasz­cza­ła je olej­kiem. Widząc to fary­ze­usz, któ­ry Go zapro­sił, mówił sam do sie­bie: „Gdy­by On był pro­ro­kiem, wie­dział­by, co za jed­na i jaka jest ta kobie­ta, któ­ra się Go doty­ka, że jest grzesz­ni­cą”. Na to Jezus rzekł do nie­go: „Szy­mo­nie, mam ci coś powie­dzieć”. On rzekł: „Powiedz, Nauczy­cie­lu!”. „Pewien wie­rzy­ciel miał dwóch dłuż­ni­ków. Jeden winien mu był pięć­set dena­rów, a dru­gi pięć­dzie­siąt. Gdy nie mie­li z cze­go oddać, daro­wał oby­dwom. Któ­ry więc z nich będzie go bar­dziej miło­wał?” Szy­mon odpo­wie­dział: „Sądzę, że ten, któ­re­mu wię­cej daro­wał”. On mu rzekł: „Słusz­nie osą­dzi­łeś”. Potem zwró­cił się do kobie­ty i rzekł Szy­mo­no­wi: „Widzisz tę kobie­tę? Wsze­dłem do twe­go domu, a nie poda­łeś Mi wody do nóg; ona zaś łza­mi obla­ła Mi sto­py i swy­mi wło­sa­mi je otar­ła. Nie dałeś Mi poca­łun­ku; a ona, odkąd wsze­dłem, nie prze­sta­je cało­wać nóg moich. Gło­wy nie nama­ści­łeś Mi oli­wą; ona zaś olej­kiem nama­ści­ła moje nogi. Dla­te­go powia­dam ci: Odpusz­czo­ne są jej licz­ne grze­chy, ponie­waż bar­dzo umi­ło­wa­ła. A ten, komu mało się odpusz­cza, mało miłu­je”. Do niej zaś rzekł: „Two­je grze­chy są odpusz­czo­ne”. Na to współ­bie­siad­ni­cy zaczę­li mówić sami do sie­bie: „Któż On jest, że nawet grze­chy odpusz­cza?”. On zaś rzekł do kobie­ty: „Two­ja wia­ra cię oca­li­ła, idź w poko­ju!” (Łk 7,36–50). Zesta­wie­nie pro­sty­tut­ki z fary­ze­uszem i uka­za­nie wyż­szo­ści jej miło­ści nad miło­ścią gospo­da­rza – szo­ku­je. Już to odsła­nia, kim są fary­ze­usze. Pozor­na dosko­na­łość, bo nie umie­ją kochać ludzi taki­mi, jacy są. Kocha­ją ego­istycz­nie sie­bie i sta­wia­ją wszyst­kich pod swy­mi sto­pa­mi, bo ego­izm nie jest Bożą miło­ścią. Jezus, zna­jąc ser­ce gospo­da­rza i pro­sty­tut­ki, wyraź­nie sta­wia ją na pierw­szym pla­nie i jej odpusz­cza grze­chy, a nie gospo­da­rzo­wi. Jak prze­łknę­li tę lek­cję fary­ze­usze, tego nie wie­my. Wie­my nato­miast, że zamiast zasta­no­wić się nad stop­niem miło­ści w swo­im ser­cu, zatrzy­ma­li się nad pyta­niem: kim jest Jezus, sko­ro odpusz­cza grze­chy?