Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

TYDZIEŃ LITURGICZNY

TRZECI TYDZIEŃ ADWENTU 12–17 XII 2016

PONIEDZIAŁEK:
Dz 6,8–10;7,54–60; Mt 10,17–22
ŚWIĘTO ŚW. SZCZEPANA
Sło­wo Boże: Miej­cie się na bacz­no­ści przed ludź­mi. Będą was wyda­wać sądom i w swych syna­go­gach będą was biczo­wać. Nawet przed namiest­ni­ków i kró­lów będą was wodzić z mego powo­du, na świa­dec­two im i poga­nom. Kie­dy was wyda­dzą, nie mar­tw­cie się o to, jak ani co macie mówić. Róż­ne są przy­czy­ny złe­go trak­to­wa­nia uczniów Chry­stu­sa i nie zawsze dozna­wa­ne prze­ciw­no­ści czy nawet prze­śla­do­wa­nia będą zasłu­gą. Tak bowiem jest tyl­ko wte­dy, gdy cier­pi­my z powo­du Chry­stu­sa. A prze­cież bywa, że cier­pi­my wsku­tek wła­sne­go grze­chu czy też grze­chu współ­bra­ci. Jed­no i dru­gie cier­pie­nie może być przy­czy­ną upad­ku (gdy rodzi w ludz­kim ser­cu bunt), ale też jed­no i dru­gie może pro­wa­dzić do wzro­stu ducho­we­go, jeśli przyj­mie­my je, rozu­mie­jąc, że idzie­my szla­kiem wyzna­czo­nym przez Pana.
WTOREK
1 J 1,1–4; J 20,2–8
ŚWIĘTO ŚW. JANA APOSTOŁA
Sło­wo Boże: Wyszedł więc Piotr i ów dru­gi uczeń i szli do gro­bu. Bie­gli oni oby­dwaj, lecz ów dru­gi uczeń wyprze­dził Pio­tra i przy­był pierw­szy do gro­bu. A kie­dy się nachy­lił, zoba­czył leżą­ce płót­na, jed­nak­że nie wszedł do środ­ka. Nad­szedł potem Szy­mon Piotr, idą­cy za nim. Wszedł on do wnę­trza… Ujrzał i uwie­rzył. Obaj Apo­sto­ło­wie uwie­rzy­li w Jezu­sa od pierw­sze­go z Nim spo­tka­nia nad brze­giem Jezio­ra Gali­lej­skie­go. Razem z Panem prze­szli wie­le dróg pale­styń­skiej zie­mi. I gdy nabie­ra­li prze­ko­na­nia, że już napraw­dę wie­rzą, znów poja­wia­ło się coś, co bole­śnie odsła­nia­ło bra­ki ich wia­ry. Podob­nie było pod krzy­żem – ta wyjąt­ko­wo trud­na pró­ba raz jesz­cze poka­za­ła, że wciąż nie wie­rzą peł­nią wia­ry. A potem przy­cho­dzi chwi­la spo­tka­nia z pustym gro­bem Pana. I znów wie­rzą. Czy tak już zosta­nie do koń­ca?
ŚRODA
1 J 1,5–2,2; Mt 2,13–18
ŚWIĘTO ŚWIĘTYCH MŁODZIANKÓW MĘCZENNIKÓW
Sło­wo Boże: Wte­dy Herod widząc, że go Mędr­cy zawie­dli, wpadł w strasz­ny gniew. Posłał opraw­ców do Betle­jem i całej oko­li­cy i kazał poza­bi­jać wszyst­kich chłop­ców w wie­ku do lat dwóch, sto­sow­nie do cza­su, o któ­rym się dowie­dział od Mędr­ców. Wte­dy speł­ni­ły się sło­wa pro­ro­ka Jere­mia­sza: „Krzyk usły­sza­no w Rama…”. Król uru­cha­mia cały apa­rat wła­dzy prze­ciw­ko małe­mu Dzie­cię­ciu. Z lęku o sie­bie czło­wiek sta­je się zdol­ny do naj­więk­szych pod­ło­ści. A prze­cież lęk o sie­bie, ukry­ty za każ­dym odru­chem ludz­kie­go ego­izmu, to nic inne­go jak brak wia­ry i zaufa­nia w opatrz­ność Stwór­cy. To odruch, przez któ­ry pra­gnie­my zabez­pie­czyć swą przy­szłość. Tym­cza­sem budu­je­my dobrą przy­szłość wie­rząc, czy­li gdy jeste­śmy pew­ni, że Pan trosz­czy się o nas sku­tecz­nie. Pozba­wie­ni wia­ry, sza­mo­cze­my się lękli­wi w oko­wach praw­dzi­wych i wyima­gi­no­wa­nych nie­bez­pie­czeństw.
CZWARTEK
1 J 2,3–11; Łk 2,22–35
PIĄTY DZIEŃ OKTAWY BOŻEGO NARODZENIA
Sło­wo Boże: A żył w Jeru­za­lem czło­wiek imie­niem Syme­on. Był to czło­wiek spra­wie­dli­wy i poboż­ny, wycze­ku­ją­cy pocie­chy Izra­ela; a Duch Świę­ty spo­czy­wał na nim. Jemu to Duch Świę­ty obja­wił, że nie ujrzy śmier­ci, aż zoba­czy Mesja­sza Pań­skie­go. Z natchnie­niem więc Ducha przy­szedł do świą­ty­ni. Sta­ry Syme­on nale­ży do gro­na tych świad­ków, któ­rzy potwier­dza­ją przyj­ście na świat Mesja­sza. Żył wie­le lat w ocze­ki­wa­niu na speł­nie­nie obiet­nic Bożych. Tych, któ­re otrzy­mał wybra­ny naród i tak­że tych, któ­re otrzy­mał on sam. W jego życiu spla­ta­ją się obiet­ni­ce: te wiel­kie o wymia­rze uni­wer­sal­nym i te oso­bi­ste, zwią­za­ne tyl­ko z jego życiem. Cze­kał Izra­el, cze­kał Syme­on. W jed­nej chwi­li Boże obiet­ni­ce zosta­ją speł­nio­ne. Takie jest doświad­cze­nie wia­ry: jed­nym sło­wem Bóg mówi do wszyst­kich i do każ­de­go oso­bi­ście.
PIĄTEK
Syr 3,2–6.12–14; Kol 3,12–21; Mt 2,13–15.19–23
ŚWIĘTO ŚWIĘTEJ RODZINY
Sło­wo Boże: Gdy Mędr­cy się odda­li­li, oto anioł Pań­ski uka­zał się Józe­fo­wi we śnie i rzekł: „Wstań, weź Dzie­cię i Jego Mat­kę i uchodź do Egip­tu; pozo­stań tam, aż ci powiem; bo Herod będzie szu­kał Dzie­cię­cia, aby Je zgła­dzić”. On wstał, wziął w nocy Dzie­cię i Jego Mat­kę i udał się do Egip­tu; tam pozo­stał aż do śmier­ci Hero­da. W pew­nym sen­sie naprze­ciw sie­bie sta­ją Józef i Herod. Ten pierw­szy otrzy­mu­je pole­ce­nie, by chro­nić Mary­ję i Jej Dzie­cię. Ten dru­gi, zaspo­ka­ja­jąc swo­je pra­gnie­nie wła­dzy, dąży do znisz­cze­nia Jezu­sa. Te oso­by uka­zu­ją dwie stro­ny czło­wie­ka. Józef uka­zu­je tę stro­nę każ­de­go z nas, któ­ra oży­wia­na jest pra­gnie­niem, by trosz­czyć się o Jezu­sa w swym ser­cu, słu­chać Go i za Nim iść. Herod z kolei obra­zu­je tę stro­nę, któ­ra pozo­sta­je pod pano­wa­niem grze­chu. Bo każ­dy grzech jest zabój­stwem Pana. Już dziś trze­ba wstać jak Józef, by poko­nać grzech.
SOBOTA
1 J 2,18–21; J 1,1–18
SIÓDMY DZIEŃ OKTAWY BOŻEGO NARODZENIA
Sło­wo Boże: Na świe­cie było Sło­wo, a świat stał się przez Nie, lecz świat Go nie poznał. Przy­szło do swo­jej wła­sno­ści, a swoi Go nie przy­ję­li. Wszyst­kim tym jed­nak, któ­rzy Je przy­ję­li, dało moc, aby się sta­li dzieć­mi Boży­mi, tym, któ­rzy wie­rzą w imię Jego – któ­rzy ani z krwi, ani z żądzy cia­ła, ani z woli męża, ale z Boga się naro­dzi­li. Jest tu trud­ny para­doks: świat stał się przez Sło­wo (Sło­wo, Syn Boży ma udział w dzie­le stwo­rze­nia świa­ta, jest zatem Panem świa­ta), rów­no­cze­śnie ten sam świat nie przyj­mu­je Sło­wa, to zna­czy bun­tu­je się prze­ciw swe­mu Panu. I Pan na to pozwa­la. Zara­zem poja­wia­ją się ludzie, któ­rzy przyj­mu­ją Sło­wo – i w ten spo­sób wcho­dzą w zupeł­nie nową rela­cję, któ­ra rady­kal­nie zmie­nia całe ich życie: sta­ją się praw­dzi­wie dzieć­mi Boga, Stwór­cy. To nie może pocho­dzić od ludzi, z ich wysił­ku. To jest wyłącz­nie darem przy­cho­dzą­cym od Pana.