Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

Jan Paweł II i Brat Albert

KAROL WOJTYŁA ZNALAZŁ WZÓROPARCIE

W dzie­jach pol­skiej ducho­wo­ści św. Brat Albert posia­da wyjąt­ko­we miej­sce. Dla mnie jego postać mia­ła zna­cze­nie decy­du­ją­ce, ponie­waż w okre­sie moje­go wła­sne­go odcho­dze­nia od sztu­ki, od lite­ra­tu­ry i od teatru, zna­la­złem w nim szcze­gól­ne ducho­we opar­cie i wzór rady­kal­ne­go wybo­ru dro­gi powo­ła­nia” – przy­znał Jan Paweł II w książ­ce „Dar i Tajem­ni­ca”.
Wśród dorob­ku lite­rac­kie­go Karo­la Woj­ty­ły znaj­du­je się napi­sa­ny w 1950 roku dra­mat „Brat nasze­go Boga”. Jego głów­nym boha­te­rem jest Brat Albert. To wła­śnie w nim mło­dy arty­sta uka­zu­je swo­ją ducho­wą wal­kę. Uka­zu­jąc postać Ada­ma Chmie­low­skie­go, poka­zu­je jak sam odnaj­dy­wał swo­je powo­ła­nie. W jed­nej ze scen Adam mówi: „Prze­pra­szam. Może mnie sobie przy­po­mi­na­cie… Opatrz­ność zrzą­dzi­ła, iż pew­ne­go razu deszcz i wichu­ra zagna­ły mnie do wasze­go schro­ni­ska… Bra­cia, odtąd jakaś siła nagli mnie tutaj zno­wu. Ja nie mogłem nie powró­cić tutaj. Na każ­dym kro­ku szła za mną wasza nędza, bez­dom­ność, wasz głód. (Mil­cze­nie naj­zu­peł­niej obo­jęt­ne) Nie wie­dzia­łem, jak wró­cić. Szu­ka­łem dróg. Szu­ka­łem środ­ków”. Nie­zwy­kle dra­ma­tycz­na jest sce­na malo­wa­nia obra­zu „Ecce Homo”: „Ty jesteś cią­gle głęb­szy od mego widze­nia. I cią­gle dal­szy. Nie mogę Cię wydo­być z mego wzro­ku. To zna­czy – Powiedz, co jesz­cze wię­cej mogę uczy­nić dla Cie­bie w nich? Jak moż­na pytać o to Cie­bie, któ­ry nie zna­łeś miar! I tak cię­żar, któ­ry odci­skam, i kon­tur, któ­ry kre­ślę – nie jest Two­im zary­sem ani Two­jej odci­skiem pięk­no­ści. Oni są!!! Odmień mój wzrok! Ja jestem im nie­po­trzeb­ny. Tak. Stwier­dzi­łem to. Prze­ko­na­łem się o tym. Dla­cze­go nie mogę prze­ko­nać Cie­bie? Powiedz sam, co ze mnie zosta­nie, jaki będzie ze mnie poży­tek, jeże­li Ty odrzu­cisz mój obraz, a oni odrzu­cą mnie? Znów jesteś ponad moją myślą.Przemawiasz wśród niej – cisza. Ale powiedz – czy możesz tego żądać od czło­wie­ka? Czy możesz tego żądać ode mnie? Jak mam prze­stać być tym, kim jestem? (Adam znów pra­cu­je z pasją, z żarem. Trwa to przez chwi­lę. Pod­czas tego dają się dosły­szeć takie sło­wa): Głos: Ty musisz przy­brać dla mnie ten kształt. Ten kształt, któ­ry obej­mu­ję duszą, i te pla­my barw na płót­nie – i Ty w tylu ludziach – to jed­no – Adam: (z wysił­kiem) To jed­no! (Odstę­pu­je na krok): – Prze­cież tak Cię utrwa­lę w tylu, tylu ludziach. Utra­ca Cię mój wzrok – A rów­no­cze­śnie widzę Cię coraz prze­ni­kli­wiej. Jak to może być? (Wpa­tru­je się w obraz ponow­nie): Ale to nie Ty jesteś – Więc to nie­praw­da, że utrwa­lam Cię w tylu ludziach. W tylu duszach”. Do tej posta­ci Karol Woj­ty­ła powra­cał wie­lo­krot­nie. 10 kwiet­nia 1970 roku mówił: „Brat Albert (…) Głę­bo­ko rozu­miał tę praw­dę, któ­ra jest wła­ści­wo­ścią i wła­sno­ścią same­go Chry­stu­sa; trze­ba być ubo­gim, aże­by innych ubo­ga­cać. Trze­ba nie mieć, nie posia­dać, aże­by innych obda­rzać…”. Sie­dem lat póź­niej powie­dział: „Jest w tej posta­ci coś, co głę­bo­ko odpo­wia­da trud­no­ściom i nie­po­ko­jom naszych cza­sów. Jest jakieś świa­dec­two dane Chry­stu­so­wi, Jego Ewan­ge­lii, dane czło­wie­ko­wi, na któ­re te wła­śnie cza­sy w szcze­gól­ny spo­sób cze­ka­ją”.
Beaty­fi­ka­cja
W cza­sie swo­jej podró­ży do Ojczy­zny – 22 czerw­ca 1983 roku na kra­kow­skich Bło­niach Jan Paweł II beaty­fi­ko­wał Bra­ta Alber­ta i o. Rafa­ła Kali­now­skie­go. Powie­dział wów­czas: „Oto dwaj ucznio­wie Boskie­go Mistrza, któ­rzy w peł­ni odkry­li na dro­gach swe­go ziem­skie­go piel­grzy­mo­wa­nia miłość Chry­stu­sa – i któ­rzy w tej miło­ści wytrwa­li! Świę­tość bowiem pole­ga na miło­ści. Opie­ra się na przy­ka­za­niu miło­ści. Mówi Chry­stus: To jest moje przy­ka­za­nie, aby­ście się wza­jem­nie miło­wa­li, tak jak Ja was umi­ło­wa­łem (J 15,12). I mówi jesz­cze: Jeśli będzie­cie zacho­wy­wać moje przy­ka­za­nia, będzie­cie trwać w miło­ści mojej, tak jak Ja zacho­wa­łem przy­ka­za­nia Ojca mego i trwam w Jego miło­ści (J 15,10). Świę­tość jest więc szcze­gól­nym podo­bień­stwem do Chry­stu­sa. Jest podo­bień­stwem przez miłość. Poprzez miłość trwa­my w Chry­stu­sie, tak jak On sam poprzez miłość trwa w Ojcu. Świę­tość jest podo­bień­stwem do Chry­stu­sa, któ­re się­ga tajem­ni­cy Jego jed­no­ści z Ojcem w Duchu Świę­tym: Jego jed­no­ści z Ojcem przez miłość. Miłość jest pierw­szą i odwiecz­ną tre­ścią przy­ka­za­nia, któ­re pocho­dzi od Ojca. Chry­stus mówi, że On sam zacho­wu­je to przy­ka­za­nie. On też daje nam to przy­ka­za­nie, w któ­rym zawie­ra się cała istot­na treść nasze­go podo­bień­stwa do Boga w Chry­stu­sie. Ojciec Rafał i Brat Albert osią­gnę­li w swym życiu te szczy­ty świę­to­ści, jakie dziś potwier­dza Kościół, na dro­dze miło­ści. Nie ma innej dro­gi, któ­ra do tych szczy­tów pro­wa­dzi. Dziś Chry­stus mówi do nich: Wy jeste­ście przy­ja­ciół­mi moimi (J 15,14), nazwa­łem was przy­ja­ciół­mi, albo­wiem oznaj­mi­łem wam wszyst­ko, co usły­sza­łem od Ojca moje­go (tam­że, w. 15). To wszyst­ko stresz­cza się w przy­ka­za­niu miło­ści. Nikt nie ma więk­szej miło­ści od tej, gdy ktoś życie swo­je odda­je za przy­ja­ciół swo­ich (J 15,13). Ojciec Rafał i Brat Albert od wcze­snych lat życia rozu­mie­li tę praw­dę, że miłość pole­ga na dawa­niu duszy, że miłu­jąc – trze­ba sie­bie dać – owszem, że trze­ba życie swo­je oddać, tak jak mówi Chry­stus do Apo­sto­łów. To dawa­nie życia za przy­ja­ciół swo­ich, za roda­ków, wyra­zi­ło się rów­nież w 1863 roku poprzez ich udział w powsta­niu. Józef Kali­now­ski miał wów­czas 28 lat, był inży­nie­rem – posia­dał sto­pień ofi­cer­ski w armii car­skiej. Adam Chmie­low­ski liczył w tym samym roku 17 lat, był stu­den­tem Insty­tu­tu Rol­ni­czo-Leśne­go w Puła­wach. Każ­dym z nich kie­ro­wa­ła boha­ter­ska miłość Ojczy­zny. Za udział w powsta­niu Kali­now­ski zapła­cił Sybi­rem (na Sybir zamie­nio­no mu karę śmier­ci), Chmie­low­ski kalec­twem”.
Kano­ni­za­cja
12 listo­pa­da 1989 roku w Rzy­mie mia­ła miej­sce kano­ni­za­cja Bra­ta Alber­ta. W prze­mó­wie­niu do Pola­ków przy­by­łych na kano­ni­za­cję, Ojciec Świę­ty nazwał św. Bra­ta Alber­ta „apo­sto­łem swo­ich cza­sów”, „rady­kal­nym naśla­dow­cą św. Fran­cisz­ka, roz­mi­ło­wa­nym jak on w ewan­ge­licz­nym ubó­stwie” oraz „patro­nem trud­ne­go prze­ło­mu”, jaki w tym cza­sie doko­ny­wał się w naszym kra­ju. Życzył wszyst­kim roda­kom, „aby ten świę­ty, któ­ry był dla wszyst­kich dobry jak chleb, dopo­mógł wszyst­kim Pola­kom do odzy­ska­nia wza­jem­nej dobro­ci. Aby stał się żywym kamie­niem w budo­wa­niu tej cywi­li­za­cji, któ­rą Paweł VI nazwał cywi­li­za­cją miło­ści, na naszej ojczy­stej zie­mi i wszę­dzie”.

mp