Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

TYDZIEŃ LITURGICZNY

PIERWSZY TYDZIEŃ ZWYKŁY 9–14 I 2017

PONIEDZIAŁEK:
Hbr 1,1–6; Mk 1,14–20
Sło­wo Boże: Prze­cho­dząc obok Jezio­ra Gali­lej­skie­go ujrzał Szy­mo­na i bra­ta Szy­mo­no­we­go, Andrze­ja, jak zarzu­ca­li sieć w jezio­ro; byli bowiem ryba­ka­mi. I rzekł do nich Jezus: „Pójdź­cie za Mną, a spra­wię, że sta­nie­cie się ryba­ka­mi ludzi”. I natych­miast zosta­wi­li sie­ci i poszli za Nim. Jezus jako pierw­szych powo­łał ryba­ków. Zarzu­ca­li sieć w jezio­ro i łowi­li ryby. Zwy­kle ryby łowi się, by stać się ich posia­da­czem. Jezus pro­po­nu­je Szy­mo­no­wi i Andrze­jo­wi, by sta­li się ryba­ka­mi ludzi. Ale ludzi nie da się gro­ma­dzić, by stać się ich wła­ści­cie­lem. Z cza­sem ucznio­wie zro­zu­mie­ją, że bycie ryba­kiem ludzi ozna­cza trud­ną służ­bę. Dłu­go się tego uczy­li. Tego nie­raz dłu­go uczą się też ludzie, któ­rzy dziś peł­nią róż­ne posłu­gi w Koście­le. Oby Pan dał im zro­zu­mie­nie, że rybak w służ­bie Jezu­sa nie jest dys­po­nen­tem czło­wie­ka, ale jego słu­gą.
WTOREK
Hbr 2,5–12; Mk 1,21–28
Sło­wo Boże: Był wła­śnie w syna­go­dze czło­wiek opę­ta­ny przez ducha nie­czy­ste­go. Zaczął on gło­śno wołać: „Cze­go chcesz od nas, Jezu­sie Naza­rej­czy­ku? Przy­sze­dłeś nas zgu­bić. Wiem, kto jesteś: Świę­ty Boga”. Lecz Jezus roz­ka­zał mu suro­wo: „Milcz i wyjdź z nie­go!”. Wte­dy duch nie­czy­sty zaczął nim mio­tać i z gło­śnym krzy­kiem wyszedł z nie­go. Czy nie zaska­ku­je nas fakt, że opę­ta­ny prze­by­wa w syna­go­dze? Być może spo­koj­nie spę­dzał tam czas pośród poboż­nych żydów i wyda­wa­ło się, że wszyst­ko jest w porząd­ku. Dopie­ro gdy poja­wił się Jezus, zaczął gło­śno wołać, roz­po­znał obec­ność Syna Boże­go. Jezus doko­ny­wał wie­lu zna­ków, naj­czę­ściej były to uzdro­wie­nia. Ale cel był zawsze ten sam: wyrwać czło­wie­ka spod pano­wa­nia złe­go ducha. Raz jest to oczy­wi­ste, innym razem pozo­sta­je ukry­te. I nic nie zmie­ni­ło się od tam­tych cza­sów. Pan cią­gle wyry­wa czło­wie­ka z pęt zła.
ŚRODA
Hbr 2,14–18; Mk 1,29–39
Sło­wo Boże: Nad ranem, kie­dy było jesz­cze ciem­no, wstał, wyszedł i udał się na miej­sce pustyn­ne, i tam się modlił. Pośpie­szył za Nim Szy­mon z towa­rzy­sza­mi, a gdy Go zna­leź­li, powie­dzie­li Mu: „Wszy­scy Cię szu­ka­ją”. Lecz On rzekł do nich: „Pójdź­my gdzie indziej, do sąsied­nich miej­sco­wo­ści, abym i tam mógł nauczać”. Wyda­wa­ło się, że na nic już nie ma cza­su, bo tylu ludzi, tylu potrze­bu­ją­cych, tak wie­le spraw do zała­twie­nia. I do tego zwy­czaj­ne zmę­cze­nie. A jed­nak Jezus potra­fił wstać wcze­śnie rano, wręcz jesz­cze w nocy, by w miej­scu osob­nym pod­jąć modli­twę. Z cza­sem znaj­du­ją Go ucznio­wie. Mają kon­kret­ną pro­po­zy­cję, co dalej. Ale Jezus bez cie­nia wąt­pli­wo­ści mówi sam, dokąd pój­dą. Ta pew­ność rodzi się z modli­twy. Gdy swo­je pla­ny potra­fi­my przed­sta­wić Jezu­so­wi, to pokój ser­ca jest zna­kiem, że Pan ten plan bło­go­sła­wi.
CZWARTEK
Hbr 3,7–14; Mk 1,40–45
Sło­wo Boże: Pew­ne­go dnia przy­szedł do Jezu­sa trę­do­wa­ty i upadł­szy na kola­na, pro­sił Go: „Jeśli zechcesz, możesz mnie oczy­ścić”. A Jezus zdję­ty lito­ścią, wycią­gnął rękę, dotknął go i rzekł do nie­go: „Chcę, bądź oczysz­czo­ny”. Natych­miast trąd go opu­ścił i został oczysz­czo­ny (…) A ludzie zewsząd scho­dzi­li się do Nie­go. Doświad­czo­ny cho­ro­bą trę­do­wa­ty nie utra­cił nadziei. Choć nikt nie dawał mu naj­mniej­szej szan­sy na wyzdro­wie­nie, to jed­nak gdy tyl­ko poja­wi­ła się choć­by nikła szan­sa na lep­szy los, popro­sił – zapew­ne nie po raz pierw­szy. Bez natar­czy­wo­ści, ale z wiel­ką poko­rą i zaufa­niem. I widocz­ną wia­rą w moż­li­wo­ści Jezu­sa. Proś­ba oka­za­ła się sku­tecz­na. Jak dłu­go cze­kał na tę chwi­lę? Nie wie­my. Osta­tecz­nie nie jest to tak bar­dzo waż­ne. Liczy się to, że nie zre­zy­gno­wał ze swe­go dąże­nia (może nawet marze­nia). Potra­fił być deli­kat­ny i zara­zem nie­ustę­pli­wy.
PIĄTEK
Hbr 4,1–5.11; Mk 2,1–12
Sło­wo Boże: I przy­szli do Jezu­sa z para­li­ty­kiem, któ­re­go nio­sło czte­rech. Nie mogąc z powo­du tłu­mu przy­nieść go do Nie­go, odkry­li dach nad miej­scem, gdzie Jezus się znaj­do­wał, i przez otwór spu­ści­li nosze, na któ­rych leżał para­li­tyk. Jezus widząc ich wia­rę, rzekł do para­li­ty­ka: „Dziec­ko, odpusz­czo­ne są two­je grze­chy”. Trze­ba było śmia­łej decy­zji, by wziąć spa­ra­li­żo­wa­ne­go na nosze i spu­ścić przed Jezu­sem przez otwór w dachu. Trze­ba było szu­kać nie­zwy­czaj­nej dro­gi, by dostać się do Pro­ro­ka z Naza­re­tu. Wia­ra poka­za­ła spo­sób dotar­cia do upra­gnio­ne­go miej­sca, miłość pozwo­li­ła poko­nać wszel­kie trud­no­ści. I nas wia­ra zapro­wa­dzi tam, gdzie Jezus będzie mógł oka­zać nam miło­sier­dzie, a miłość pozwo­li nie zra­żać się prze­ciw­no­ścia­mi. Oby tyl­ko były one wystar­cza­ją­co moc­ne i żar­li­we. Oby­śmy mogli zna­leźć ludzi boga­tych wia­rą i miło­ścią.
SOBOTA
Hbr 4,12–16; Mk 2,13–17
Sło­wo Boże: Gdy Jezus sie­dział przy sto­le, wie­lu cel­ni­ków i grzesz­ni­ków sie­dzia­ło razem z Jezu­sem i Jego ucznia­mi. Wie­lu bowiem było tych, któ­rzy szli za Nim. Nie­któ­rzy ucze­ni w Piśmie, spo­śród fary­ze­uszów, widząc, że je z grzesz­ni­ka­mi i cel­ni­ka­mi mówi­li do Jego uczniów: „Cze­mu On je i pije z cel­ni­ka­mi i grzesz­ni­ka­mi?”. To nie jest naj­lep­sze towa­rzy­stwo dla czło­wie­ka dba­ją­ce­go o swo­ją repu­ta­cję. Tym­cza­sem Jezus sie­dzi z cel­ni­ka­mi i grzesz­ni­ka­mi, trze­ba powie­dzieć wprost: z mar­gi­ne­sem spo­łecz­nym. Cze­go Jezus szu­ka w krę­gu poten­cjal­nych prze­stęp­ców? Szu­ka czło­wie­ka. Szu­ka czło­wie­ka zagu­bio­ne­go, ducho­wo cho­re­go, z pokrę­co­nym życio­ry­sem… O kogo tu cho­dzi? Wbrew pozo­rom to nie ten ktoś obok, ten inny. To ja. To mnie, zagu­bio­ne­go, zra­nio­ne­go wła­snym błę­dem szu­ka Pan. Panie, oto jestem tu, ja grzesz­nik. Przyjdź.