Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

TYDZIEŃ LITURGICZNY

CZWARTY TYDZIEŃ ZWYKŁY 30 I – 4 II 2017

PONIEDZIAŁEK:
Hbr 11,32–40; Mk 5,1–20
Sło­wo Boże: Gdy Jezus wsia­dał do łodzi, pro­sił Go opę­ta­ny, żeby mógł z Nim zostać. Ale nie zgo­dził się na to, tyl­ko rzekł do nie­go: „Wra­caj do domu, do swo­ich, i opo­wiedz im wszyst­ko, co Pan ci uczy­nił i jak uli­to­wał się nad tobą”. Poszedł więc i zaczął roz­gła­szać w Deka­po­lu wszyst­ko, co Jezus mu uczy­nił. Sytu­acja opę­ta­ne­go była dra­ma­tycz­na: miesz­kał pośród gro­bów, spę­ta­ny łań­cu­cha­mi krzy­czał i był nie­bez­piecz­ny dla innych. To czło­wiek ducho­wo mar­twy, nie­wol­nik namięt­no­ści, któ­ry nad­to nisz­czy innych. Czy dzi­siaj podob­ne sytu­acje są moż­li­we? Być może nie ma tak moc­no widocz­nych zna­ków zewnętrz­ne­go znie­wo­le­nia, są jed­nak te same posta­wy ludzi: to nie­okieł­zna­ne pra­gnie­nie speł­nia­nia swych życzeń bez licze­nia się z dobrem bliź­nie­go. Jezus pro­po­nu­je inną dro­gę: praw­dzi­wa wol­no­ści przy­cho­dzi jako dar od Boga, gdy przyj­mu­je­my Jego sło­wo.
WTOREK
Hbr 12,1–4; Mk 5,21–43
Sło­wo Boże: Wziął ze sobą tyl­ko ojca i mat­kę dziec­ka oraz tych, któ­rzy z Nim byli, i wszedł tam, gdzie dziec­ko leża­ło. Ująw­szy dziew­czyn­kę za rękę, rzekł do niej „Tali­tha kum”, to zna­czy: „Dziew­czyn­ko, mówię ci, wstań!” Dziew­czyn­ka natych­miast wsta­ła i cho­dzi­ła, mia­ła bowiem dwa­na­ście lat. I osłu­pie­li wprost ze zdu­mie­nia. To było w domu prze­ło­żo­ne­go syna­go­gi. Wszy­scy stra­ci­li już nadzie­ję, bo dziew­czyn­ka umar­ła. Ale to jest wła­śnie sytu­acja „dla Boga”. Gdy nie ma inne­go ratun­ku, pozo­sta­je tyl­ko On, nasz Pan. I tak było też w tam­tej chwi­li. Wszy­scy widzą śmierć – koniec. Jezus widzi ina­czej, widzi jak Bóg Stwór­ca, Pan życia i śmier­ci. Jezus widzi sen. Bo dla Boga śmierć jest jak sen. Bóg może ten sen prze­rwać, by czło­wie­ka wezwać do życia – nowe­go życia. Wskrze­sze­nie dziew­czyn­ki jest jak zapo­wiedź zmar­twych­wsta­nia. Wszy­scy ocze­ku­je­my nowe­go życia.
ŚRODA
Hbr 12,4–7.11–15; Mk 6,1–6
Sło­wo Boże: A Jezus mówił im: „Tyl­ko w swo­jej ojczyź­nie, wśród swo­ich krew­nych i w swo­im domu może być pro­rok tak lek­ce­wa­żo­ny”. I nie mógł tam zdzia­łać żad­ne­go cudu, jedy­nie na kil­ku cho­rych poło­żył ręce i uzdro­wił ich. Dzi­wił się też ich nie­do­wiar­stwu. Potem obcho­dził oko­licz­ne wsie i nauczał. Miesz­kań­cy Naza­re­tu słu­cha­jąc Jezu­sa w pierw­szym odru­chu byli zdu­mie­ni Jego mądro­ścią i cuda­mi, któ­re czy­nił. Jed­nak­że
nie potra­fi­li uwie­rzyć Jego sło­wu. Prze­ko­na­ni, że Go już dobrze zna­ją, nie odpo­wie­dzie­li na wezwa­nie Zba­wi­cie­la, któ­rzy przy­szedł do swo­ich z Dobrą Nowi­ną. Lek­ce­wa­żo­ny Jezus mimo wszyst­ko pró­bu­je poru­szyć ser­ca swych roda­ków, pró­bu­je prze­ko­nać. Lecz oni zmar­no­wa­li wyjąt­ko­wą szan­sę. Nie­do­wiar­stwo sta­ło się barie­rą nie do poko­na­nia. Oby nasze życie nie sta­ło się cią­giem zmar­no­wa­nych chwil.
CZWARTEK
Ml 3,1–4; Łk 2,22–40
Świę­to Ofia­ro­wa­nia Pań­skie­go Sło­wo Boże: A żył w Jero­zo­li­mie czło­wiek, imie­niem Syme­on. Był to czło­wiek pra­wy i poboż­ny, wycze­ki­wał pocie­chy Izra­ela, a Duch Świę­ty spo­czy­wał na nim. Jemu Duch Świę­ty obja­wił, że nie ujrzy śmier­ci, aż nie zoba­czy Mesja­sza Pań­skie­go. Za natchnie­niem więc Ducha przy­szedł do świą­ty­ni. W krót­kiej infor­ma­cji o Syme­onie, by scha­rak­te­ry­zo­wać jego posta­wę, Ewan­ge­li­sta Łukasz aż trzy­krot­nie wspo­mi­na Ducha Świę­te­go. A to ozna­cza, że Duch Świę­ty był wyjąt­ko­wo moc­no obec­ny z życiu tego czło­wie­ka. Syme­on żyje jak­by w cie­niu Ducha Świę­te­go (Duch spo­czy­wa na nim); otrzy­mał obiet­ni­cę, że nie ujrzy śmier­ci – bo zawsze Duch jest tym, któ­ry oży­wia i wyry­wa stwo­rze­nie z otchła­ni śmier­ci; idąc do świą­ty­ni jest pro­wa­dzo­ny przez Ducha – tak win­no wyglą­dać całe życie czło­wie­ka wie­rzą­ce­go.
PIĄTEK
Hbr 13,1–8; Mk 6,14–29
Sło­wo Boże: Herod kazał pochwy­cić Jana i zwią­za­ne­go trzy­mał w wię­zie­niu z powo­du Hero­dia­dy, żony bra­ta swe­go, Fili­pa, któ­rą wziął za żonę. Jan bowiem napo­mi­nał Hero­da: „Nie wol­no ci mieć żony twe­go bra­ta”. A Hero­dia­da zawzię­ła się na nie­go i chcia­ła go zgła­dzić, lecz nie mogła. Herod bowiem czuł lęk przed Janem. Oto Herod i Hero­dia­da. Król choć uwię­ził pro­ro­ka znad Jor­da­nu, oka­zy­wał mu jed­nak respekt. Tym samym roz­po­znał jego wyjąt­ko­wość, uznał jego auto­ry­tet. Kró­lo­wa prze­ciw­nie, W Janie Chrzci­cie­lu widzia­ła jedy­nie oso­bi­ste­go wro­ga i prze­szko­dę na dro­dze do celu. W jej ser­cu pano­wa­ła głę­bo­ka nie­na­wiść, któ­ra osta­tecz­nie dopro­wa­dzi­ła do śmier­ci Jana. Sta­ło się to moż­li­we, bo Herod ogar­nię­ty zmy­sło­wo­ścią nie był w sta­nie obro­nić nawet resz­tek swej pra­wo­ści, któ­re intu­icja dobrze mu pod­po­wia­da­ła. I Hero­da, i Hero­dia­dę znisz­czy­ły namięt­no­ści.
SOBOTA
Hbr 13,15–17; Mk 6,30–34
Sło­wo Boże: Apo­sto­ło­wie zebra­li się u Jezu­sa i opo­wie­dzie­li Mu wszyst­ko, co zdzia­ła­li i cze­go naucza­li. A On rzekł do nich: „Pójdź­cie wy sami osob­no na pust­ko­wie i wypocz­nij­cie nie­co”. Tak wie­lu bowiem przy­cho­dzi­ło i odcho­dzi­ło, że nawet na posi­łek nie mie­li cza­su. Odpły­nę­li więc łodzią na pust­ko­wie, osob­no. Potrze­by były ogrom­ne. Tłu­my zbie­ra­ły się wokół Jezu­sa i uczniów, a każ­dy z przy­cho­dzą­cych potrze­bo­wał cza­su, uwa­gi, pomo­cy. To musia­ło rodzić zmę­cze­nie. I Jezus mówi, że Apo­sto­ło­wie mają pra­wo do wytchnie­nia. Nie cho­dzi tu jed­nak o współ­cze­śnie rozu­mia­ny wypo­czy­nek. Jezus zachę­cał, by poprzez kon­takt z Bogiem w cza­sie modli­twy wzmoc­nić siły wewnętrz­ne­go czło­wie­ka. Praw­dzi­wa rege­ne­ra­cja to w pierw­szym rzę­dzie rege­ne­ra­cja ducha. Dopie­ro w dal­szej kolej­no­ści wzmac­nia­nie cia­ła. Czy­śmy o tym porząd­ku nie zapo­mnie­li?