Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

Z NAUCZANIA OJCA ŚWIĘTEGO

MODLITWA PROWADZI KU CORAZ WIĘKSZEJ NADZIEI!

Frag­men­ty kate­che­zy Ojca Świę­te­go Fran­cisz­ka, wygło­szo­nej pod­czas audien­cji ogól­nej w auli Paw­ła VI w Waty­ka­nie, 18 stycz­nia br.


Dro­dzy bra­cia i sio­stry!
W Piśmie Świę­tym, pośród pro­ro­ków Izra­ela, wyróż­nia się pew­na postać tro­chę nie­ty­po­wa, pro­rok pró­bu­ją­cy uciec od powo­ła­nia Pana, uni­ka­ją­cy włą­cze­nia się w służ­bę Boże­go pla­nu zba­wie­nia. Cho­dzi o pro­ro­ka Jona­sza. (…) Pod­czas swej uciecz­ki pro­rok sty­ka się z poga­na­mi, mary­na­rza­mi na stat­ku, na któ­ry wsiadł, by odda­lić się od Boga i od swo­jej misji. (…) Kie­dy prze­pra­wia­li się przez morze, wybu­chła strasz­li­wa burza, a Jonasz zszedł do ładow­ni stat­ku i pogrą­żył się we śnie. Mary­na­rze nato­miast, gdy zoba­czy­li swo­ją zgu­bę, to „każ­dy wołał do swe­go bóstwa”. Byli poga­na­mi. Dowód­ca stat­ku obu­dził więc Jona­sza, mówiąc: „Dla­cze­go ty śpisz? Wstań, wołaj do Boga twe­go, może wspo­mni Bóg na nas i nie zgi­nie­my”. Reak­cja tych „pogan” jest wła­ści­wą reak­cją w obli­czu śmier­ci; bo to wów­czas czło­wiek dopeł­nia swe­go doświad­cze­nia wła­snej sła­bo­ści i swej potrze­by zba­wie­nia. Instynk­tow­ne prze­ra­że­nie w obli­czu śmier­ci ujaw­nia potrze­bę pokła­da­nia nadziei w Bogu życia. „Może wspo­mni Bóg na nas i nie zgi­nie­my”. (…) Nazbyt łatwo lek­ce­wa­ży­my zwra­ca­nie się do Boga w potrze­bie, tak jak­by to była tyl­ko modli­twa inte­re­sow­na, a zatem nie­do­sko­na­ła. Lecz Bóg zna naszą sła­bość, wie, że pamię­ta­my o Nim, aby pro­sić o pomoc i z pobłaż­li­wym uśmie­chem ojca Bóg reagu­je przy­chyl­nie. Gdy Jonasz, uzna­jąc swo­ją odpo­wie­dzial­ność, pozwa­la się wrzu­cić do morza, aby oca­lić swo­ich towa­rzy­szy podró­ży, burza ustę­pu­je. (…) Nadzie­ja, któ­ra dopro­wa­dzi­ła ich do modli­twy, aby nie umrzeć, oka­zu­je się jesz­cze moc­niej­sza i doko­nu­je cze­goś, co wykra­cza tak­że poza to, cze­go ocze­ki­wa­li: nie tyl­ko nie zgi­nę­li w cza­sie burzy, ale otwo­rzy­li się na uzna­nie praw­dzi­we­go i jedy­ne­go Pana nie­ba i zie­mi. Następ­nie, tak­że miesz­kań­cy Nini­wy, w obli­czu per­spek­ty­wy znisz­cze­nia, będą się modli­li, pobu­dze­ni nadzie­ją na Boże prze­ba­cze­nie. Będą czy­nić poku­tę, będą wzy­wać Pana i nawró­cą się do Nie­go, począw­szy od kró­la, któ­ry podob­nie jak dowód­ca stat­ku, daje wyraz nadziei, mówiąc: „Kto wie, może się odwró­ci i uli­tu­je Bóg, (…), a nie zgi­nie­my?”. (…) Niech Pan spra­wi, aby­śmy zro­zu­mie­li powią­za­nie mię­dzy modli­twą a nadzie­ją. Modli­twa pro­wa­dzi nas ku coraz więk­szej nadziei. A kie­dy sytu­acja sta­je się mrocz­na, jeśli będzie wię­cej modli­twy, to będzie też i wię­cej nadziei.