Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

TYDZIEŃ LITURGICZNY

PIĄTY TYDZIEŃ ZWYKŁY 6–11 II 2017

PONIEDZIAŁEK:
Rdz 1,1–19; Mk 6,53–56
Sło­wo Boże: Ludzie bie­ga­li po całej oko­li­cy i zaczę­li zno­sić na noszach cho­rych tam, gdzie jak sły­sze­li, prze­by­wa. I gdzie­kol­wiek wcho­dził do wsi, do miast czy osad, kła­dli cho­rych na otwar­tych miej­scach i pro­si­li Go, żeby ci choć frędz­li u Jego płasz­cza mogli dotknąć. A wszy­scy, któ­rzy się Go dotknę­li, odzy­ski­wa­li zdro­wie. To musia­ło być nie­złe zamie­sza­nie. Bie­ga­li, przy­no­si­li cho­rych, mówi­li o swych dole­gli­wo­ściach. Widać wyraź­nie pośpiech i nie­po­kój. Z cze­go to wyni­ka­ło? Praw­do­po­dob­nie byli prze­ko­na­ni, że otwar­ła się przed nimi wyjąt­ko­wa oka­zja, któ­ra może się już nie powtó­rzyć. Jeśli Jezus pój­dzie dalej, być może nigdy tu nie wró­ci. Nie, nie moż­na dopu­ścić, by oka­zja spo­tka­nia z Pro­ro­kiem z Naza­re­tu zosta­ła zaprze­pasz­czo­na. Tak myśle­li oni, miesz­kań­cy Gali­lei. I wyko­rzy­sta­li dany im czas łaski. Czy my myśli­my podob­nie? Czy rozu­mie­my, że „dziś” jest cza­sem łaski?
WTOREK
Rdz 1,20–2,4a; Mk 7,1–13
Sło­wo Boże: Słusz­nie pro­rok Iza­jasz powie­dział o was, obłud­ni­kach, jak jest napi­sa­ne: „Ten lud czci Mnie war­ga­mi, lecz ser­cem swym dale­ko jest ode Mnie…”. Uchy­li­li­ście przy­ka­za­nie Boże, a trzy­ma­cie się ludz­kiej tra­dy­cji, doko­nu­je­cie obmy­wa­nia dzban­ków i kub­ków. I wie­le innych podob­nych rze­czy czy­ni­cie. Zarzut Jezu­sa jest poważ­ny: ucze­ni Izra­ela odrzu­ci­li Pra­wo Boże. I może­my w tym miej­scu ze zro­zu­mie­niem poki­wać gło­wą, że tak rze­czy­wi­ście się sta­ło. Tym­cza­sem adre­sa­tem tej bole­snej uwa­gi nie są ucze­ni w Piśmie, nie jest też ludz­kość, któ­ra dziś nagmin­nie odrzu­ca pra­wa Boże. Pierw­szym adre­sa­tem jest Kościół, któ­ry musi wsłu­chi­wać się w sło­wa swe­go Mistrza i pil­nie baczyć, by nie zagu­bić przej­rzy­sto­ści ewan­ge­licz­ne­go prze­sła­nia. I tu cho­dzi o Kościół obec­ny w każ­dym wie­rzą­cym, w każ­dej rodzi­nie, w każ­dej wspól­no­cie.
ŚRODA
Rdz 2,4b–9.15–17; Mk 7,14–23
Sło­wo Boże: I mówił dalej: „Co wycho­dzi z czło­wie­ka, to czy­ni go nie­czy­stym. Z wnę­trza bowiem, z ser­ca ludz­kie­go pocho­dzą złe myśli, nie­rząd, kra­dzie­że, zabój­stwa, cudzo­łó­stwa, chci­wość, prze­wrot­ność, pod­stęp, wyuz­da­nie, zazdrość, obe­lgi, pycha, głu­po­ta. Całe to zło z wnę­trza pocho­dzi i czy­ni czło­wie­ka nie­czy­stym”. Podwój­ne stan­dar­dy nie są przy­pa­dło­ścia­mi li tyl­ko poli­ty­ków, nie­ustan­nie spie­ra­ją­cych się o oce­nę swych dzia­łań. Dość łatwo sami wpa­da­my w podob­ną pułap­kę. Gdy przy­cho­dzi opi­sać suk­ces, chęt­nie pod­kre­śla­my, że to sku­tek pod­ję­tej pra­cy, zdo­by­tych umie­jęt­no­ści. Z kolei gdy poja­wia się grzech, naj­chęt­niej przy­czy­nę tego widzie­li­by­śmy w zewnętrz­nych warun­kach, by pomniej­szyć swą winę i odpo­wie­dzial­ność. Tym­cza­sem Jezus przy­po­mi­na, że to czło­wiek jest auten­tycz­nym twór­cą zła – i pono­si odpo­wie­dzial­ność.
CZWARTEK
Rdz 2,18–25; Mk 7,24–30
Sło­wo Boże: Usły­sza­ła o Nim kobie­ta, któ­rej córecz­ka była opę­ta­na przez ducha nie­czy­ste­go. Przy­szła i padła Mu do nóg, a była to pogan­ka, Syro­fe­ni­cjan­ka z pocho­dze­nia, i pro­si­ła Go, żeby złe­go ducha wyrzu­cił z jej cór­ki. I powie­dział do niej Jezus: „Pozwól wpierw nasy­cić się dzie­ciom; bo nie­do­brze jest zabie­rać chleb dzie­ciom, a rzu­cać szcze­nię­tom”. Nie­zna­na bli­żej pogan­ka i zara­zem mat­ka cho­rej dziew­czy­ny prze­by­ła ogrom­ną dro­gę. Nie, to nie była fizycz­na prze­strzeń. To była odle­głość znacz­nie trud­niej­sza do poko­na­nia: odle­głość wyzna­czo­na przez zupeł­nie inną kul­tu­rę i reli­gię. A jed­nak owa kobie­ta zna­la­zła w sobie zdol­ność do poko­na­nia tej barie­ry – co wię­cej – oka­za­ła tak wyraź­ne zde­ter­mi­no­wa­nie w swej wie­rze i poko­rze, że otrzy­ma­ła łaskę, na któ­rą tak bar­dzo liczy­ła. Oto do cze­go zdol­na jest miłość. Nasz Pan pra­gnie nas dziś pro­wa­dzić w jed­nym kie­run­ku – ku coraz więk­szej miło­ści.
PIĄTEK
Rdz 3,1–8; Mk 7,31–37
Sło­wo Boże: Przy­pro­wa­dzi­li Mu głu­cho­nie­me­go i pro­si­li Go, żeby poło­żył na nie­go rękę. On wziął go na bok, z dala od tłu­mu, wło­żył pal­ce w jego uszy i śli­ną dotknął mu języ­ka; a spoj­rzaw­szy w nie­bo, wes­tchnął i rzekł do nie­go: „Effa­tha”, to zna­czy: Otwórz się. Zaraz otwo­rzy­ły się jego uszy, wię­zy języ­ka się roz­wią­za­ły… Czło­wiek głu­cho­nie­my posia­da ogra­ni­czo­ny kon­takt z inny­mi. Osa­mot­nio­ny, zmu­szo­ny jest pozo­sta­wać na mar­gi­ne­sie. I ten czło­wiek zna­lazł innych, któ­rzy się za nim wsta­wi­li. Nie tyl­ko za nim pro­si­li, tak­że przy­pro­wa­dzi­li go do Jezu­sa. A wów­czas cho­ry usły­szał naj­waż­niej­sze sło­wo życia: otwórz się. I tak zmie­nił się cały jego świat. Wbrew pozo­rom podob­na cho­ro­ba doty­ka wie­lu, bo pozo­sta­ją w izo­la­cji, osa­mot­nie­niu, nie rozu­mie­ją i nie są rozu­mia­ni. Ten trud­ny węzeł może roz­wią­zać tyl­ko Jezus. Ale potrzeb­ni są ci, któ­rzy pro­szą i przy­pro­wa­dza­ją do Pana.
SOBOTA
Rdz 3,9–24; Mk 8,1–10
Sło­wo Boże: W owym cza­sie, gdy zno­wu wiel­ki tłum był z Jezu­sem i nie mie­li co jeść, przy­wo­łał do sie­bie uczniów i rzekł im: „Żal mi tego tłu­mu, bo już trzy dni trwa­ją przy Mnie, a nie mają co jeść. A jeśli ich pusz­czę zgłod­nia­łych do domu, zasłab­ną w dro­dze; bo nie­któ­rzy z nich przy­szli z dale­ka”. Choć odno­si­my wie­le suk­ce­sów, w grun­cie rze­czy pozo­sta­je­my ludź­mi, któ­rym doskwie­ra nie­po­rad­ność. Czę­sto chce­my o tym zapo­mnieć, nie­ła­two nam się do tego przy­znać. Tym­cza­sem Bóg spo­glą­da­jąc na nas widzi wszyst­ko we wła­ści­wy spo­sób – i dla­te­go spo­glą­da z miło­sier­dziem. Czy­nem Boże­go miło­sier­dzia było roz­mno­że­nie chle­ba na pust­ko­wiu. Dziś tego typu czy­nem jest udzie­la­nie Chle­ba Eucha­ry­stycz­ne­go. Wie­lu słab­nąc na dro­dze wia­ry nie czu­je, że przy­czy­ną jest brak tegoż pokar­mu. Nie rezy­gnuj­my z nie­go lek­ko­myśl­nie.