Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

TYDZIEŃ LITURGICZNY

SZÓSTY TYDZIEŃ ZWYKŁY 13–18 II 2017

PONIEDZIAŁEK:
Rdz 4,1–15; Mk 8,11–13
Sło­wo Boże: A chcąc wysta­wić Go na pró­bę, doma­ga­li się od Nie­go zna­ku. On zaś wes­tchnął w głę­bi w duszy i rzekł: „Cze­mu to ple­mię doma­ga się zna­ku? Zapraw­dę, powia­dam wam: żaden znak nie będzie dany temu ple­mie­niu”. A zosta­wiw­szy ich, wsiadł z powro­tem do łodzi i odpły­nął na dru­gą stro­nę. Tyle zna­ków czy­nił Jezus otwar­cie. Każ­dy cud wska­zy­wał na nową obec­ność Boga wśród swe­go ludu. Dla­cze­go tym razem Pan nie chciał uczy­nić kolej­ne­go zna­ku? Praw­do­po­dob­nie przej­rzał pod­stęp­ne zamia­ry swo­ich roz­mów­ców. Odczuł brak szcze­rej woli pozna­nia Jego posłan­nic­twa, zoba­czył zamknię­te ser­ca, opę­ta­ne dąże­niem, by Go skom­pro­mi­to­wać. Ten rodzaj zamknię­cia ser­ca moż­na nazwać zatwar­dzia­ło­ścią. Gdy łatwo nam przy­cho­dzi oskar­żać innych, bacz­my, by i w nas nie było głu­pie­go upo­ru.
WTOREK
Dz 13,46–49; Łk 10,1–9
ŚWIĘTO ŚWIĘTYCH CYRYLAMETODEGO
Sło­wo Boże: Gdy do jakie­go domu wej­dzie­cie, naj­pierw mów­cie: „Pokój temu domo­wi!”. Jeśli tam miesz­ka czło­wiek god­ny poko­ju, wasz pokój spo­cznie na nim; jeśli nie, powró­ci do was. W tym samym domu zostań­cie, jedząc i pijąc, co mają: bo zasłu­gu­je robot­nik na swą zapła­tę. Apo­stoł Jezu­sa winien przy­cho­dzić do innych z darem poko­ju. To powszech­ny zwy­czaj na Wscho­dzie: ludzie życzą sobie poko­ju. Kry­je się za tym nie tyl­ko ocze­ki­wa­nie na pokój, któ­ry jest owo­cem zgo­dy mię­dzy ludź­mi, ale też głę­bo­ka tęsk­no­ta za poko­jem, war­to­ścią zapo­wia­da­ną przez pro­ro­ków. Bo pokój jest cechą cza­su mesjań­skie­go. Wspo­mnia­ne pozdro­wie­nie jest przy­po­mnie­niem, że Zbaw­ca już jest w tym domu, do któ­re­go weszli ucznio­wie. Tu nie ma tyl­ko kur­tu­azji. To jest świa­do­mość łaski.
ŚRODA
Rdz 8,6–13.20–22; Mk 8,22–26
Sło­wo Boże: Zwil­żył mu oczy śli­ną, poło­żył na nie­go ręce i zapy­tał: „Czy coś widzisz?”. A gdy ten przej­rzał, powie­dział: „Widzę ludzi, bo gdy cho­dzą, dostrze­gam ich niby drze­wa”. Potem zno­wu poło­żył ręce na jego oczy. I przej­rzał on zupeł­nie i został uzdro­wio­ny; wszyst­ko widział teraz jasno i wyraź­nie. Kolej­ne uzdro­wie­nie – tym razem to czło­wiek nie­wi­do­my. Jezus zwil­żył oczy cho­re­go śli­ną dwu­krot­nie. A prze­cież w wie­lu sytu­acjach wystar­czy­ło raz coś zro­bić, nad­to wystar­cza­ło samo sło­wo. Skąd taka zmia­na? Być może Pan chce nam poka­zać, że nie ma jed­ne­go sche­ma­tu, nie ma uni­wer­sal­nej meto­dy. Za każ­dym razem jest wol­ne dzia­ła­nie Jezu­sa, któ­ry pra­gnie udzie­lić łaski, a posłu­gu­je się róż­ny­mi zna­ka­mi, do któ­rych nie nale­ży się przy­wią­zy­wać. Zwią­zać trze­ba się jedy­nie z Jezu­sem.
CZWARTEK
Rdz 9,1–13; Mk 8,27–33
Sło­wo Boże: I zaczął ich pouczać, że Syn Czło­wie­czy wie­le musi wycier­pieć, że będzie odrzu­co­ny przez star­szych… Wte­dy Piotr wziął Go na bok i zaczął Go upo­mi­nać. Lecz On obró­cił się i patrząc nas wych uczniów, zgro­mił Pio­tra sło­wa­mi: „Zejdź Mi z oczu, sza­ta­nie, bo nie myślisz po Boże­mu, lecz po ludz­ku”. Piotr co dopie­ro został pochwa­lo­ny, wyka­zał
się bowiem lep­szym niż inni zro­zu­mie­niem misji Jezu­sa. Mija zale­d­wie chwi­la i już nie zga­dza się ze swo­im Mistrzem. Dys­kret­nie, na boku, chce zała­twić spra­wę. Ale z Jezu­sem to się nie uda. Zba­wi­ciel jaw­nie odpo­wia­da dema­sku­jąc myśle­nie Pio­tra – myśle­nie czło­wie­ka, któ­ry nie liczy się z Bogiem. To że raz zro­zu­mie­li­śmy coś waż­ne­go, nie ozna­cza, że mamy już mono­pol na rozu­mie­nie sło­wa Boże­go. Zro­zu­mie­nie sło­wa jest łaską, o któ­rą trze­ba cią­gle z poko­rą pro­sić.
PIĄTEK
Rdz 11,1–9; Mk 8,34–9,1
Sło­wo Boże: Jezus przy­wo­łał do sie­bie tłum razem ze swo­imi ucznia­mi i rzekł im: „Jeśli ktoś chce pójść za Mną, niech się zaprze same­go sie­bie, niech weź­mie krzyż swój i niech Mnie naśla­du­je. Bo kto chce zacho­wać swo­je życie, stra­ci je; a kto stra­ci swe życie z powo­du Mnie i Ewan­ge­lii, zacho­wa je”. Jezus odsła­nia jeden z para­dok­sów Dobrej Nowi­ny. Zwra­ca uwa­gę na tych, któ­rzy pra­gną zacho­wać swe życie, lecz wybie­ra­ją błęd­ną dro­gę ego­izmu. To czę­sto, nie­ste­ty, w nie­oczy­wi­sty spo­sób pro­wa­dzi do klę­ski, bo ta bywa dobrze ukry­ta, a ujaw­nia się dopie­ro po dłuż­szym cza­sie. Meto­dą zacho­wa­nia życia jest tra­ce­nie go w dobrej spra­wie – do takich nale­ży spra­wa Jezu­sa. Gdy żyje­my z nasta­wie­niem, by odno­sić szyb­kie i doraź­ne korzy­ści, nie będzie­my w sta­nie podą­żać za Zba­wi­cie­lem, bo dro­ga za Panem ujaw­nia swój owoc zwy­kle na koń­cu.
SOBOTA
Hbr 11,1–7; Mk 9,2–13
Sło­wo Boże: Jezus wziął z sobą Pio­tra, Jaku­ba i Jana i zapro­wa­dził ich samych osob­no na górę wyso­ką. Tam się prze­mie­nił wobec nich. Jego odzie­nie sta­ło się lśnią­co bia­łe, tak jak żaden na zie­mi folusz­nik wybie­lić nie zdo­ła. I uka­zał się im Eliasz z Moj­że­szem, któ­rzy roz­ma­wia­li z Jezu­sem. Nie pierw­szy raz coś napraw­dę wiel­kie­go dzie­je się na górze. Jezus zabie­ra wybra­nych uczniów na wyso­ką górę – tu nastę­pu­je przej­mu­ją­ce doświad­cze­nie prze­mie­nie­nia. Komu to było potrzeb­ne? Uczniom – to ich chciał Pan przy­go­to­wać na trud­ne chwi­le swej męki i śmier­ci. Ale rów­nież dla Jezu­sa było to doświad­cze­nie potrzeb­ne – raz jesz­cze odczuł wyraź­nie zapew­nie­nie Ojca o miło­ści. Nad­to odkry­wał przed ucznia­mi praw­dę o swej toż­sa­mo­ści. Zapro­sze­ni na dro­gę wie­dzie­li już, kim jest Ten, któ­ry tak moc­no zapra­sza.