Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

TYDZIEŃ LITURGICZNY

SIÓDMY TYDZIEŃ ZWYKŁY 20–25 II 2017

PONIEDZIAŁEK:
Syr 1,1–10; Mk 9,14–29
Sło­wo Boże: Jezus zapy­tał ojca: „Od jak daw­na to mu się zda­rza?”. Ten zaś odrzekł: „Od dzie­ciń­stwa… Lecz jeśli możesz coś, zli­tuj się nad nami i pomóż nam”. Jezus odrzekł: „Jeśli możesz? Wszyst­ko moż­li­we jest dla tego, kto wie­rzy”. Natych­miast ojciec dziec­ka zawo­łał: „Wie­rzę, zaradź memu nie­do­wiar­stwu”. Opę­ta­nie dziec­ka było praw­dzi­wym dra­ma­tem jego ojca. Nie roz­wią­za­li tej sytu­acji ucznio­wie Pana. Ojciec znie­wo­lo­ne­go dziec­ka przy­szedł zatem do Jezu­sa. Wzbu­dził w swym ser­cu tyle wia­ry, aby pro­sić o inter­wen­cję. Jed­nak za mało, by mieć pew­ność co do sku­tecz­no­ści Jezu­so­we­go dzia­ła­nia. Zapy­ta­ny wyzna­je wia­rę i natych­miast bła­ga o łaskę jesz­cze więk­szej wia­ry. Każ­de nasze wyzna­nie wia­ry jest zara­zem bła­ga­niem o wia­rę moc­niej­szą. W takim duchu wypo­wia­da­my sło­wa wyzna­nia wia­ry we Mszy świę­tej i w codzien­nym pacie­rzu.
WTOREK
Syr 2,1–11; Mk 9,30–37
Sło­wo Boże: On usiadł, przy­wo­łał Dwu­na­stu i rzekł do nich: „Jeśli ktoś chce być pierw­szym, niech będzie ostat­nim ze wszyst­kich”. Potem wziął dziec­ko, posta­wił je przed nimi i objąw­szy je ramio­na­mi, rzekł do nich: „Kto jed­no z tych dzie­ci przyj­mu­je w imię moje, Mnie przyj­mu­je; a kto Mnie przyj­mu­je, nie przyj­mu­je Mnie, lecz Tego, któ­ry Mnie posłał. Pra­gnie­niem wie­lu pra­wych i szla­chet­nych serc było bli­skie i ser­decz­ne spo­tka­nie z Bogiem. Nie­raz poja­wia­ły się upo­rczy­we pyta­nia, jak spo­tkać Boga, jak doświad­czyć Jego obec­no­ści, jak oka­zać Mu swą życz­li­wość w codzien­nym życiu? Wszak unie­sie­nia, jeśli już, zda­rza­ją się tyl­ko od cza­su do cza­su. I tu Jezus wska­zu­je kapi­tal­ne roz­wią­za­nie: wpierw zachę­ca do poko­ry i służ­by; następ­nie wska­zu­je dziec­ko – oso­bę, któ­ra wyma­ga opie­ki. Jeśli zatem ota­cza­my kogoś koniecz­ną opie­ką, napraw­dę spo­ty­ka­my same­go Stwór­cę. Uwierz­my, że nie trze­ba wię­cej.
ŚRODA
1 P 5,1–4; Mt 16,13–20
Świę­to Kate­dry św. Pio­tra Apo­sto­ła
Sło­wo Boże: Otóż i Ja tobie powia­dam: Ty jesteś Piotr – Opo­ka, i na tej opo­ce zbu­du­ję mój Kościół, a bra­my pie­kiel­ne go nie prze­mo­gą. I tobie dam klu­cze kró­le­stwa nie­bie­skie­go; cokol­wiek zwią­żesz na zie­mi, będzie zwią­za­ne w nie­bie, a co roz­wią­żesz na zie­mi, będzie roz­wią­za­ne w nie­bie. Gdy wsłu­chu­je­my się w sło­wa Jezu­sa, to moż­na podzi­wiać, jak wiel­kie zaufa­nie wyra­ził Pan wobec Pio­tra; moż­na też odczuć jakiś nie­po­kój, czy nie ma w tym prze­sa­dy. Bo jak zro­zu­mieć Jezu­sa, któ­ry tak moc­no zaufał Pio­tro­wi, że jego decy­zjom dał nie­bie­ską sank­cję. Piotr może sku­tecz­nie zwią­zy­wać i roz­wią­zy­wać, a jego posta­no­wie­nia skut­ku­ją w nie­bie, co ozna­cza, że Bóg je uzna­je. Ten sam Piotr po chwi­li usły­szał sło­wa suro­wej naga­ny, bo się zaga­lo­po­wał. Piotr otrzy­mał obiet­ni­cę, któ­ra jest nie­odwo­łal­na, ale wyma­ga z jego stro­ny poko­ry.
CZWARTEK
Syr 5,1–8; Mk 9,41–43.45–47.50
Sło­wo Boże: Jeśli zatem two­ja ręka jest dla cie­bie powo­dem grze­chu, ode­tnij ją; lepiej jest dla cie­bie ułom­nym wejść do życia wiecz­ne­go, niż z dwie­ma ręka­mi pójść do pie­kła w ogień nie­uga­szo­ny. I jeśli two­ja noga jest dla cie­bie powo­dem grze­chu, ode­tnij ją; lepiej jest dla cie­bie chro­mym wejść do życia, niż z dwie­ma noga­mi być wrzu­co­nym do pie­kła. Nikt roz­sąd­ny z wła­snej woli i świa­do­mie nie się­gnie po bilet do pie­kła. A jed­nak wie­lu się­ga po grzech, a to nic inne­go jak bilet w tym naj­gor­szym z moż­li­wych kie­run­ków. Wie­lu trwa z cięż­kim grze­chem w ser­cu przez wie­le dni, a nawet lat, nie czu­jąc w tym nic nie­wła­ści­we­go. Dla­cze­go? Bo zacho­ro­wa­ło sumie­nie. Utra­ci­ło spraw­ność reago­wa­nia na zło. Zobo­jęt­nia­ło. Uśpio­ne sumie­nie… Jak je obu­dzić, jak odbu­do­wać wraż­li­wość sumie­nia? Zmie­niać kry­te­rium oce­ny z „bo ja tak myślę” na „bo Bóg tego pra­gnie”.
PIĄTEK
Syr 6,5–17; Mk 10,1–12
Sło­wo Boże: Przez zatwar­dzia­łość serc waszych [Moj­żesz] napi­sał wam to przy­ka­za­nie. Na począt­ku stwo­rze­nia Bóg stwo­rzył ich jako męż­czy­znę i kobie­tę: dla­te­go opu­ści czło­wiek ojca swe­go i mat­kę i złą­czy się ze swo­ją żoną, i będą jed­nym cia­łem. A tak już nie są dwoj­giem, lecz jed­nym cia­łem. Co więc Bóg złą­czył, tego czło­wiek niech nie roz­dzie­la. Coraz powszech­niej mówi się o roz­wo­dach kościel­nych. Kry­je się za tym głę­bo­kie nie­po­ro­zu­mie­nie. Trwa­łość mał­żeń­stwa zde­fi­nio­wał sam Jezus. Dziś nie­ro­ze­rwal­ność mał­żeń­stwa czę­sto jest odrzu­ca­na w imię „pra­wa do szczę­ścia”. Sko­ro nie wyszło coś w pierw­szym mał­żeń­stwie, mam pra­wo do szczę­ścia – to zna­czy do powtór­ne­go związ­ku. I wte­dy łatwo powie­dzieć: Bóg jest nie­wy­ro­zu­mia­ły. Czy na pew­no? On bar­dzo pra­gnie ludz­kie­go szczę­ścia – i dla­te­go nie godzi się na nie­wier­ność, na nisz­cze­nie miło­ści, na łama­nie sło­wa.
SOBOTA
Syr 17,1–15; Mk 10,13–16
Sło­wo Boże: Przy­no­si­li Jezu­so­wi dzie­ci, żeby ich dotknął; lecz ucznio­wie szorst­ko zabra­nia­li im tego. A Jezus widząc to, obu­rzył się i rzekł do nich: „Pozwól­cie dzie­ciom przy­cho­dzić do Mnie, nie prze­szka­dzaj­cie im; do takich bowiem nale­ży kró­le­stwo Boże…”. I bio­rąc je w obję­cia, kładł na nie ręce i bło­go­sła­wił je. Rodzi­ce, któ­rzy przy­no­si­li swo­je dzie­ci do Jezu­sa, by Pan je bło­go­sła­wił, to wie­rzą­cy, któ­rzy zro­zu­mie­li, że muszą się zatrosz­czyć nie tyl­ko o cia­ło, lecz tak­że o ducha swych pociech. Dobry rodzic zapew­nia swe­mu dziec­ku dom, ubra­nie, poży­wie­nie, kształ­ce­nie – ale to wciąż nie wszyst­ko. Rodzi­ce win­ni trosz­czyć się, by każ­de­go dnia swe dziec­ko przy­nieść Jezu­so­wi do bło­go­sła­wień­stwa. Jak codzien­nie poda­je­my dzie­ciom chleb, tak rów­nież win­ni­śmy wzmac­niać je bło­go­sła­wień­stwem, któ­re wypra­sza­my pokor­ną modli­twą.