Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

Z NAUCZANIA OJCA ŚWIĘTEGO

BEZ DUCHA ŚWIĘTEGO NIE MOŻNA MIEĆ NADZIEI!

Frag­men­ty kate­che­zy Ojca Świę­te­go Fran­cisz­ka, wygło­szo­nej pod­czas audien­cji ogól­nej w auli Paw­ła VI w Waty­ka­nie, 8 lute­go br.


Dro­dzy bra­cia i sio­stry!
W minio­ną śro­dę widzie­li­śmy, jak świę­ty Paweł w Pierw­szym Liście do Tesa­lo­ni­czan zachę­cał do wytrwa­nia będąc zako­rze­nio­ny­mi w nadziei zmar­twych­wsta­nia, z tym pięk­nym wyra­że­niem: „W ten spo­sób zawsze będzie­my z Panem” (1 Tes 4,17). W tym samym kon­tek­ście Apo­stoł poka­zu­je, że nadzie­ja chrze­ści­jań­ska ma nie tyl­ko wymiar oso­bi­sty, indy­wi­du­al­ny, ale tak­że wspól­no­to­wy, kościel­ny. Wszy­scy żywi­my nadzie­ję. Wszy­scy mamy nadzie­ję rów­nież wspól­no­to­wo. Z tego powo­du Paweł natych­miast posze­rza swo­je spoj­rze­nie na to wszyst­ko, co two­rzy wspól­no­tę chrze­ści­jań­ską pro­sząc, aby poszcze­gól­ne gmi­ny modli­ły się za sie­bie i wza­jem­nie wspie­ra­ły. Aby sobie nawza­jem poma­ga­ły i to nie tyl­ko w wie­lu potrze­bach życia codzien­ne­go, ale poma­ga­ły sobie w życiu nadzie­ją, wspie­ra­ły się w nadziei. Nie przy­pad­kiem zaczy­na wła­śnie odno­sząc się do tych, któ­rym powie­rzo­na jest odpo­wie­dzial­ność i prze­wod­nic­two dusz­pa­ster­skie. To oni jako pierw­si są powo­ła­ni do żywie­nia nadziei i to nie dla­te­go, że są lep­si od innych, ale na mocy Bożej posłu­gi, któ­ra sta­now­czo wykra­cza poza ich siły. Z tego powo­du tym bar­dziej powin­ni być sza­no­wa­ni,
zro­zu­mia­ni i oto­cze­ni życz­li­wym wspar­ciem wszyst­kich. Następ­nie uwa­ga zosta­je zwró­co­na na bra­ci, któ­rym naj­bar­dziej gro­zi utra­ta nadziei, popad­nię­cie w roz­pacz. (…) W tych przy­pad­kach, bli­skość i ser­decz­ność całe­go Kościo­ła powin­ny stać się jesz­cze bar­dziej inten­syw­ne i czu­łe, przyj­mu­jąc dosko­na­łą for­mę współczucia,które nie jest lito­ścią, lecz, cier­pie­niem z innym, byciem bli­sko oso­by cier­pią­cej, poprzez sło­wo, gest czu­ło­ści, ale pły­ną­cy z ser­ca – to jest współ­czu­cie. Ludzie ci potrze­bu­ją pokrze­pie­nia i pocie­chy. Jest to wyjąt­ko­wo waż­ne: nadzie­ja chrze­ści­jań­ska nie może się obejść bez auten­tycz­nej i kon­kret­nej miło­ści. (…) Miłość jest zara­zem moc­na i czu­ła. Moż­na zatem zro­zu­mieć, że nadziei nie uczy­my się sami. Nie jest to moż­li­we. Nadzie­ja, aby ją żywić, koniecz­nie potrze­bu­je „cia­ła”, w któ­rym róż­ne człon­ki wspie­ra­ją się i oży­wia­ją nawza­jem. (…) Dro­dzy przy­ja­cie­le, jeśli – jak już powie­dzie­li­śmy – natu­ral­nym miesz­ka­niem nadziei jest soli­dar­ne „cia­ło”, to w przy­pad­ku nadziei chrze­ści­jań­skiej tym cia­łem jest Kościół, a życio­daj­nym tchnie­niem, duszą tej nadziei jest Duch Świę­ty. Bez Ducha Świę­te­go nie moż­na mieć nadziei. Trud­niej jest żywić nadzie­ję, niż wie­rzyć. Dla­te­go też Apo­stoł Paweł zachę­ca nas, aby­śmy Go nie­ustan­nie przy­zy­wa­li. O ile nie jest łatwo wie­rzyć, to tym mniej łatwo jest żywić nadzie­ję. Ale gdy Duch Świę­ty miesz­ka w naszych ser­cach, to On nam uzmy­sła­wia, że nie musi­my się oba­wiać – że Pan jest bli­sko i trosz­czy się o nas. To On kształ­tu­je nasze wspól­no­ty w nie­ustan­nej Pięć­dzie­siąt­ni­cy jako żywe zna­ki nadziei dla całej rodzi­ny ludz­kiej.