Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

TYDZIEŃ LITURGICZNY

TRZECI TYDZIEŃ WIELKIEGO POSTU 20–25 III 2017

PONIEDZIAŁEK:
2 Sm 7,4–5a.12–14a.16; Rz 4,13.
16–18.22; Mt 1,16.18–24a
UROCZYSTOŚĆ ŚW. JÓZEFA
Sło­wo Boże: Mąż Jej, Józef, któ­ry był czło­wie­kiem pra­wym i nie chciał nara­zić Jej na znie­sła­wie­nie, zamie­rzał odda­lić Ją pota­jem­nie. Gdy powziął tę myśl, oto anioł Pań­ski uka­zał mu się we śnie i rzekł: „Józe­fie, synu Dawi­da, nie bój się wziąć do sie­bie Maryi, twej Mał­żon­ki”. Co dopie­ro doko­na­ły się zaślu­bi­ny. Józef jest zasko­czo­ny brze­mien­no­ścią swej mał­żon­ki. Ten pra­wy czło­wiek szu­ka naj­lep­sze­go wyj­ścia. To natu­ral­ny odruch czło­wie­ka wobec nowej, nie­zna­nej sytu­acji. Miał już swój pomysł. Ale oto z innym roz­wią­za­niem przy­cho­dzi sam Stwór­ca. Józef sły­szy wyraź­ne pole­ce­nie, by pozo­stał przy Maryi i wziął odpo­wie­dzial­ność za Nią i Jej Dziec­ko. Nad­to sły­szy sło­wa umoc­nie­nia. Nie ma w tym obiet­ni­cy łatwe­go życia. Jest nato­miast obiet­ni­ca Boże­go bło­go­sła­wień­stwa. War­to zatem słu­chać tego, co mówi Pan.
WTOREK
Dn 3,25.34–43; Mt 18,21–35
Sło­wo Boże: Wte­dy pan jego, wezwaw­szy go, rzekł mu: „Słu­go nie­go­dzi­wy, daro­wa­łem ci cały ten dług, ponie­waż mnie pro­si­łeś. Czyż więc i ty nie powi­nie­neś był uli­to­wać się nad swo­im współ­słu­gą, jak ja uli­to­wa­łem się nad tobą?”. I unió­sł­szy się gnie­wem, pan jego kazał wydać go katom. Czy moż­na wska­zać naj­cen­niej­szy skarb czło­wie­ka? Być może jest nim otrzy­ma­ne prze­ba­cze­nie. Jed­nak­że obda­ro­wa­ny prze­ba­cze­niem słu­ga nie potra­fił prze­ba­czyć swe­mu dłuż­ni­ko­wi. Otrzy­mał on dar nie­wy­obra­żal­nie wiel­ki i… otrzy­mał go bez naj­mniej­sze­go waha­nia. Ale mógł zyskać coś jesz­cze cen­niej­sze­go. Sta­nął przed szan­są oka­za­nia prze­ba­cze­nia swe­mu bra­tu. I wów­czas pobłą­dził. Chciał wymu­sić dług do ostat­nie­go gro­sza. Doświad­czył prze­ba­cza­ją­cej miło­ści, a jed­nak jej nie roz­po­znał. Bo nie sta­ła się pro­gra­mem jego życia.
ŚRODA
Pwt 4,1.5–9; Mt 5,17–19
Sło­wo Boże: Nie sądź­cie, że przy­sze­dłem znieść Pra­wo albo Pro­ro­ków. Nie przy­sze­dłem
znieść, ale wypeł­nić. Zapraw­dę bowiem powia­dam wam: Dopó­ki nie­bo i zie­mia nie prze­mi­ną, ani jed­na jota, ani jed­na kre­ska nie zmie­ni się w Pra­wie, aż się wszyst­ko speł­ni. Nie­któ­rzy widzą w Jezu­sie rewo­lu­cjo­ni­stę, któ­ry zmie­ni wcze­śniej­sze naucza­nie pro­ro­ków. Tym­cza­sem Pan nie ma zamia­ru wpro­wa­dzać rewo­lu­cji w tym, co dotych­czas mówił Bóg swe­mu naro­do­wi. Jego misja jest jasna – przy­był wypeł­nić odwiecz­ne Boże zamie­rze­nia. Owszem, to speł­nie­nie było rady­kal­ne, jak żad­ne inne wcze­śniej­sze dzia­ła­nie Boga, ale wpi­sy­wa­ło się w całość zbaw­cze­go pla­nu. Bogu nie moż­na odmó­wić kon­se­kwen­cji. Jest peda­go­giem, któ­ry stop­nio­wo pro­wa­dzi ludz­kość (czło­wie­ka) ku speł­nie­niu.
CZWARTEK
Jr 7,23–28; Łk 11,14–23
Sło­wo Boże: Jezus wyrzu­cał złe­go ducha z czło­wie­ka, któ­ry był nie­my. A gdy zły duch wyszedł, nie­my zaczął mówić i tłu­my były zdu­mio­ne. Lecz nie­któ­rzy z nich rze­kli: „Mocą Bel­ze­bu­ba, wład­cy złych duchów, wyrzu­ca złe duchy”. Inni zaś, chcąc wysta­wić Go na pró­bę, doma­ga­li się od Nie­go zna­ku z nie­ba. Kon­se­kwen­cja jest bar­dzo pożą­da­ną cechą twór­czych ludzi. Nie­ste­ty łatwo pomy­lić ją z upo­rem, spre­cy­zuj­my: głu­pim, bez­myśl­nym upo­rem. Oskar­że­nia wobec Jezu­sa były krzy­kiem bez­rad­nych, prze­stra­szo­nych ludzi, któ­rzy posta­no­wi­li bro­nić się za wszel­ką cenę. Po co? Nie wia­do­mo. By po pro­stu się bro­nić. Bo nie chcie­li ustą­pić na krok. Może było im wstyd. Być może mogli coś stra­cić. Albo zbyt dużo musie­li­by zmie­nić. A może nawet przy­znać się, że błą­dzi­li. Lepiej oko­pać się na swo­jej pozy­cji i wal­czyć… Ale co dalej?
PIĄTEK
Oz 14,2–10; Mk 12,28b–34
Sło­wo Boże: Rzekł Mu uczo­ny w Piśmie: „Bar­dzo dobrze, Nauczy­cie­lu, słusz­nie powie­dzia­łeś, bo Jeden jest i nie ma inne­go prócz Nie­go. Miło­wać Go całym ser­cem, całym umy­słem i całą mocą i miło­wać bliź­nie­go jak sie­bie same­go dale­ko wię­cej zna­czy niż wszyst­kie cało­pa­le­nia i ofia­ry”. Wie­lo­krot­nie opi­nia Ewan­ge­li­stów o uczo­nych w Piśmie jest jed­no­znacz­nie nega­tyw­na. Byli bowiem sta­ły­mi kry­ty­ka­mi Jezu­sa. I oto jeden z tego gro­na, pozba­wio­ny uprze­dzeń odkrył, że z Jezu­sem moż­na się poro­zu­mieć, a nawet z Nim zgo­dzić. Bo jeśli ceni się miłość, ceni praw­dę i dobrze rozu­mie kon­se­kwen­cje wia­ry, moż­na się zna­ko­mi­cie poro­zu­mieć. Tego doświad­czył uczo­ny w Piśmie, bo wyszedł ponad roz­po­wszech­nio­ne uprze­dze­nia. Dro­ga do poro­zu­mie­nia podą­ża śla­dem wyzna­czo­nym przez miłość i praw­dę. Innej nie znaj­dzie­my.
SOBOTA
Iz 7,10–14; Hbr 10,4–10; Łk 1,26–38
UROCZYSTOŚĆ ZWIASTOWANIA PAŃSKIEGO
Sło­wo Boże: Bóg posłał anio­ła Gabrie­la do mia­sta w Gali­lei, zwa­ne­go Naza­ret, do Dzie­wi­cy poślu­bio­nej mężo­wi, imie­niem Józef, z rodu Dawi­da; a Dzie­wi­cy było na imię Mary­ja. Anioł wszedł do Niej i rzekł: „Bądź pozdro­wio­na, peł­na łaski, Pan z Tobą, bło­go­sła­wio­na jesteś mię­dzy nie­wia­sta­mi”. Każ­dy czło­wiek ma indy­wi­du­al­ną, okre­ślo­ną toż­sa­mość, nie­po­wta­rzal­ną i wyróż­nia­ją­cą go indy­wi­du­al­ność. Takie jest nasze doświad­cze­nie: jeste­śmy podob­ni do innych, jeste­śmy wyraź­nie inni od pozo­sta­łych. I tak też spo­strze­ga nas Bóg. Mówił przez pro­ro­ków do wszyst­kich ludzi. To samo naucza­nie pro­roc­kie skie­ro­wa­ne było do wie­lu ludzi róż­nych poko­leń. W takim samym stop­niu skie­ro­wa­ne jest do nas. Zara­zem Bóg mówi indy­wi­du­al­nie – jak do Maryi skie­ro­wał wyjąt­ko­we sło­wo, tak też nam chce prze­ka­zać swo­je sło­wo. Pozwól­my Bogu na to.