Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

FARYZEUSZEEWANGELII (39)

FARYZEUSZE KAMIENUJĄ INNYCH, ALE NIE SIEBIE

KS. PRAŁAT PROF. DR HAB. EDWARD STANIEK

Jezus modlił się na Górze Oliw­nej nie tyl­ko w noc poj­ma­nia. On wraz z Apo­sto­ła­mi zatrzy­my­wał się tam czę­ściej, praw­do­po­dob­nie w pomiesz­cze­niu nale­żą­cym do
rodzi­ny póź­niej­sze­go Ewan­ge­li­sty Mar­ka.
Św. Jan nawią­zu­je do tego pisząc:
Jezus nato­miast udał się na Górę
Oliw­ną, ale o brza­sku zja­wił się znów
w świą­ty­ni. Cały lud scho­dził się do Nie­go,
a On usiadł­szy nauczał ich. Wów­czas
ucze­ni w Piśmie i fary­ze­usze przy­pro­wa­dzi­li
do Nie­go kobie­tę, któ­rą pochwy­co­no
na cudzo­łó­stwie, a posta­wiw­szy ją pośrod­ku,
powie­dzie­li do Nie­go: „Nauczy­cie­lu, tę
kobie­tę dopie­ro pochwy­co­no na cudzo­łó­stwie.
W Pra­wie Moj­żesz naka­zał nam takie kamie­no­wać. A Ty co mówisz?”. Mówi­li to wysta­wia­jąc Go na pró­bę, aby mie­li o co Go oskar­żyć. Lecz Jezus nachy­liw­szy się pisał pal­cem po zie­mi. A kie­dy w dal­szym cią­gu Go pyta­li, pod­niósł się i rzekł do nich: „Kto z was jest bez grze­chu, niech pierw­szy rzu­ci na nią kamień”. I powtór­nie nachy­liw­szy się pisał na zie­mi. Kie­dy to usły­sze­li, wszy­scy jeden po dru­gim zaczę­li odcho­dzić, poczy­na­jąc od star­szych, aż do ostat­nich. Pozo­stał tyl­ko Jezus i kobie­ta, sto­ją­ca na środ­ku. Wów­czas Jezus pod­nió­sł­szy się rzekł do niej: „Kobie­to, gdzież oni są? Nikt cię nie potę­pił?”. A ona odrze­kła: „Nikt, Panie!”. Rzekł do niej Jezus: „I Ja cie­bie nie potę­piam. – Idź, a od tej chwi­li już nie grzesz!” (J 8,1–11). Fary­ze­usze czu­li się zobo­wią­za­ni do czu­wa­nia nad pozio­mem moral­nym naro­du wybra­ne­go. Polo­wa­li na każ­dą kobie­tę cudzo­łoż­ną. Czy­ni­li to sto­jąc na stra­ży przy­ka­za­nia: „Nie cudzo­łóż”. Po takim polo­wa­niu, jeśli się uda­wa­ło, ofia­ra była kamie­no­wa­na. Wyko­rzy­sta­li to polo­wa­nie, aby kamie­no­wać rów­no­cze­śnie Jezu­sa i cudzo­łoż­ną kobie­tę. Upo­lo­wa­ną przy­pro­wa­dzo­no do Nie­go, gdy nauczał w świą­ty­ni. Oskar­ży­li ją wie­dząc, że mają pra­wo do jej zamor­do­wa­nia, ale tym razem chcie­li zmu­sić Jezu­sa, by im powie­dział: „dobrze czy­ni­cie, że pil­nu­je­cie pozio­mu moral­ne­go”; gdy­by bowiem sta­nął w obro­nie kobie­ty, mogli Jego kamie­no­wać, bo naru­szał pra­wo Moj­że­sza. Jezus wie­dział, że ma przed sobą kobie­tę cudzo­łoż­ną, ale wie­dział też, że ma zakła­ma­nych fary­ze­uszy i zażą­dał od nich, aby wyko­na­li wyrok, do któ­re­go mają pra­wo, o ile są bez grze­chu. Tak bowiem posta­wił spra­wę Moj­żesz. Sędzią bowiem może być tyl­ko czło­wiek spra­wie­dli­wy. To bar­dzo waż­na spra­wa. W oczach Boga wyro­ki nie­spra­wie­dli­wych sędziów będą przez Nie­go wery­fi­ko­wa­ne. Dziś jest to pod­sta­wo­wy pro­blem w pol­skim sądow­nic­twie. Nie­wie­lu sędziów jest spra­wie­dli­wych. Jezus pozwo­lił rzu­cić w nią kamie­niem sta­wia­jąc spra­wę wyjąt­ko­wo ostro. Kto z was jest bez grze­chu, niech pierw­szy rzu­ci na nią kamień. Oka­za­ło się, że nie było ani jed­ne­go. Jezus wypi­sy­wał ich grze­chy na zie­mi, a ci widząc, że może ich o nie publicz­nie oskar­żyć i wydać na uka­mie­no­wa­nie przez tłum, któ­ry Go ota­czał, szyb­ko poucie­ka­li – i to co do jed­ne­go. Fary­ze­usze lubią kamie­no­wać innych, a samych sie­bie nawet w pier­si ude­rzyć nie potra­fią. Jezus był bez grze­chu, ale kamie­nia nie rzu­cił. Popro­sił kobie­tę, aby już od tej chwi­li nie grze­szy­ła. Tak się roz­sta­li.